

„Dziewczyny do ostatniej minuty były zdyscyplinowane. Zagrały bardzo odpowiedzialnie” – chwaliła swoje piłkarki selekcjonerka Nina Patalon. Rzeczywiście biało-czerwone zagrały solidnie w defensywie, ale mierzyły się w końcu z jedną z czołowych ekip na Starym Kontynencie. Dość powiedzieć, że Holandia była pierwszym tak silnym zespołem (11. miejsce w rankingu FIFA), z jakim kobiecej reprezentacji Polski (26. lokata w rankingu FIFA) przyszło zmierzyć się na Polsat Plus Arenie w Gdańsku. Z tego powodu bezbramkowy remis na pewno można więc uznać za korzystny wynik. W naszym zespole zabrakło Ewy Pajor, która zmagała się z kontuzją odniesioną w ligowym starciu Barcelony z Atlético Madryt. Mimo absencji liderki spotkanie z Oranje oglądała z trybun rekordowa liczba widzów (11022) na meczu piłki kobiecej w Polsce.
►UWAGA! Mecz z 2015 roku jest zaliczany przez niektórych statystyków, choć został przerwany po 1. połowie. Powodem była awaria oświetlenia na stadionie w Jeleniej Górze.




















































10
W. Zawistowska
17
G. Grzybowska
6
A. Zaremba
25
P. Sarapata



W dotychczasowych pięciu meczach, od kiedy Gdańsk stał się domem kobiecej reprezentacji w piłce nożnej, biało-czerwone odniosły komplet zwycięstw. Faktem jest, że z tak wysoko notowanym rywalem jak Holandia, Polki jeszcze nie grały. Pomarańczowe zajmują 11. miejsce w rankingu FIFA, Polki są na pozycji nr 26. Sam fakt, że Holenderki zgodziły się zagrać z Polkami można przypisać mistrzostwom Europy, w których Polki debiutowały i spisały się bardzo obiecująco.
Reprezentacja Polski kobiet przed meczem z Holandią. W górnym rzędzie od lewej: Oliwia Woś, Wiktoria Zieniewicz, Milena Kokosz, Emilia Szymczak, Kinga Szemik. W dolnym rzędzie od lewej: Nadia Krezyman, Paulina Tomasiak, Martyna Wiankowska, Ewelina Kamczyk (kapitanka), Adriana Achcińska, Natalia Padilla-Bidas.



Kibice, którzy stęsknili się za kobiecą reprezentacją Polski, na pewno czekali na październik. To wtedy do gry miały wrócić podopieczne Niny Patalon i rozegrać dwa mecze towarzyskie. Najpierw mierzyły się z Holandią, czyli 11. drużyną rankingu FIFA (Polska jest w nim 26.). Było pewne, że tym razem z orzełkiem na piersi nie wystąpi Ewa Pajor, a więc gwiazda FC Barcelona i zdecydowanie najlepsza oraz najpopularniejsza polska piłkarka. Jej brak nie odbił się jednak na frekwencji. Na stadionie Polsat Plus Arena pojawiło się 11 022 kibiców, co jest rekordową liczbą w historii kobiecej piłki w Polsce.



Biało-czerwonym ciężko szło kreowanie sytuacji bramkowych. W takim meczu doskonale było widać jak dużą rolę w drużynie odgrywa Pajor i jak bardzo jej brakowało. Zatem nawet jeśli jest życie bez Ewy, to jest ono bardzo trudne. Polki na pewno wyciągną wnioski z tego meczu, bo już w lutym przyszłego roku zaczną eliminacje mistrzostw świata, które odbędą się w Brazylii.







Dziewczyny bardzo mocno popracowały. Wzięły też dużo odpowiedzialności za grę. Przed meczem mówiliśmy, że zazwyczaj one są tymi wkomponowanymi, a teraz musiały przejąć w pewien sposób rolę dowodzących. Zmiany, które dzisiaj nastąpiły, dały im kolejne doświadczenie. Zagrały bardzo dobrze, co wzmacnia cały zespół.







Stwarzaliśmy zagrożenie. Szkoda, że tego nie wykorzystaliśmy. Zbyt często w końcowej fazie akcji coś szło nie tak. Polska to uparta drużyna. Wykończenie było średnie, a w drugiej połowie graliśmy znacznie lepiej. Zarys tego, jak chcemy grać, jest powoli widoczny. Dopiero poznajemy się i potrzebujemy czasu.





Ostatecznie spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, choć obie drużyny stworzyły sobie po kilka dogodnych okazji do strzelenia gola. W końcówce meczu, w 84. minucie, bohaterką polskiego zespołu mogła zostać Weronika Zawistowska, lecz piłkarka FC Köln nie znalazła drogi do bramki. Również przeciwniczki miały swoje szanse, jednak dobrze spisywała się nasza defensywa z bramkarką Kingą Szemik na czele. Podsumowując, reprezentacja Polski kobiet zaprezentowała futbol na wysokim poziomie, nawiązując wyrównaną walkę z mocnymi rywalkami, co jest dobrym prognostykiem na przyszłość.






Reprezentantki Polski miały świadomość, że czeka je trudne zadanie. W zespole holenderskim nie brakowało gwiazd, zawodniczek, które w 2017 roku zostały mistrzyniami Europy, a dwa lata później zajęły drugie miejsce w mistrzostwach świata. Biało-czerwone musiały uważać szczególnie na Vivianne Miedemę – najskuteczniejszą strzelczynię w historii kadry Oranje, która debiutowała w drużynie narodowej w wieku 17 lat. Jednak w meczu z Polską snajperka Holandii ani razu nie zagroziła bramce Kingi Szemik. O wyłączenie z gry Miedemy skutecznie zadbały nasze defensorki, dowodzone przez Oliwię Woś i Emilię Szymczak. Obie świetnie się ustawiały, raz po raz przerywając akcje Holenderek. Na słowa uznania zasłużyła interwencja Woś z 82. minuty, gdy po strzale Dominique Janssen, Polka głową wybiła piłkę sprzed linii bramkowej!



To nie był wielki mecz. Nie obfitował w mnóstwo sytuacji, tempo momentami było średnie, ale grę i wynik na pewno trzeba docenić. Polskie piłkarki w pierwszym występie po EURO dzielnie się broniły, czasami atakowały i zremisowały w Gdańsku 0:0 z Holandią. Gdy weźmie się pod uwagę klasę rywalek i brak kontuzjowanej Ewy Pajor po naszej stronie, ten wynik trzeba naprawdę bardzo docenić.









Był to pierwszy występ reprezentacji Polski od 12 lipca i Euro 2025 w Szwajcarii. Zresztą dla Holenderek turniej ten skończył się dzień później, bo także nie wyszły z grupy. Jednak dla biało-czerwonych sam udział w europejskim czempionacie to już był sukces. Dla Oranje brak awansu do 1/4 finału to spory niedosyt.





