

To był arcyważny mecz dla reprezentacji Polski. Dwa tygodnie wcześniej biało-czerwoni rozegrali niesamowite spotkanie z ZSRR (2:1) na Stadionie Śląskim. Triumf nad znienawidzonym rywalem, po dublecie Gerarda Cieślika, na zawsze przeszedł do historii polskiego futbolu. W tym przypadku ważna była nie tylko satysfakcja z pokonania „Wielkiego Brata” ze Wschodu, ale również fakt, że wygrana pozwalała realnie myśleć o zajęciu – ex aequo z Sowietami – 1. miejsca w grupie 6. eliminacji mistrzostw świata 1958. Wówczas o awansie na mundial decydowałby baraż rozgrywany na neutralnym terenie (24 listopada w Lipsku). Aby tak się stało, biało-czerwoni musieli odnieść zwycięstwo nad Finlandią. Stawka meczu z Suomi sprawiła, że na trybunach Stadionu Dziesięciolecia stawiło się ponad 90 tysięcy widzów. Polscy kibice mogli czuć się usatysfakcjonowani, bo nasza reprezentacja wygrała aż 4:0, m.in. po dwóch golach Lucjana Brychczego.
►UWAGA! W zachowanym w archiwach skrócie z tego spotkania brakuje bramki Gintera Gawlika na 1:0!















































Polska – Finlandia. Mecz, który w „normalnych” warunkach nie zdołałby ściągnąć na trybuny więcej, niż 30000 widzów – urósł nagle do wielkiego wydarzenia. Zabrakło biletów, przed schodami wiodącymi z wału na Stadion Dziesięciolecia już kilka godzin przed meczem oczekiwał tłumek kibiców, zaczepiając przechodzących propozycją odkupienia biletu.


Reprezentacja Polski przed meczem z Finlandią. Stoją od lewej: Gerard Cieślik (kapitan), Henryk Gronowski, Ginter Gawlik, Henryk Kempny, Roman Korynt, Edward Jankowski, Stefan Florenski, Jerzy Woźniak, Marceli Strzykalski, Roman Lentner, Lucjan Brychczy.



Powiedzmy sobie szczerze, spotkanie nie zadowoliło widzów. Może ma rację trener Foryś, który twierdził, że nie można wymagać od zawodników, by co dwa tygodnie grali doskonały mecz, nie mniej jednak w niedzielę widzieliśmy w naszej drużynie tylko czterech zawodników stojących na wysokości zadania. Byli nimi: Brychczy, Gawlik, Korynt i Gronowski. Bardzo miernie zagrali Woźniak, Florenski, Strzykalski, Cieślik i Jankowski, a wręcz słabo Lentner i Kempny.



Po pięciu minutach Polska prowadziła 2:0, a publiczność nie miała ani cienia wątpliwości, jak skończy się ten mecz. Nie mieli go także polscy piłkarze. Zwycięstwo zostało zapewnione bardzo wcześnie. Od chwili, gdy Brychczy zdobył drugą bramkę, rezultat pojedynku przestał być interesujący.
►UWAGA! O awansie do mistrzostw świata decydował dodatkowy mecz pomiędzy Polską a ZSRR, który rozegrano 24 listopada 1957 r. w Lipsku (NRD).



Wszystkich intrygowało najbardziej, gdzie odbędzie się trzeci mecz ze Związkiem Radzieckim i w związku z tym udaliśmy się do szatni, aby przeprowadzić błyskawiczną ankietę wśród polskich piłkarzy. Najpierw spotkaliśmy kaszlącego jeszcze i zakatarzonego Zientarę. – Gdzie chciałby pan grać decydujące spotkanie z ZSRR? – W Belgradzie. Cieślik: – w Budapeszcie lub Wiedniu. Jankowski: – Obojętnie gdzie, byle nie w błocie. Gawlik: – Najchętniej we Francji. Brychczy: – A ja w Łabędach. – Panie, ależ to nie neutralne boisko! – Zależy jak dla kogo. Dla mnie oczywiście nie. – Tego meczu nie można grać w Polsce. – A szkoda. Poza tym sądzę, że byle boisko było suche, a my zdrowi, obojętnie gdzie się z Rosjanami spotkamy.







Liczyliśmy się z tym, że drużyna zagra słabiej, niż na przykład w meczu chorzowskim (z ZSRR – przyp. red.). Spodziewaliśmy się zmasowanej defensywy Finów, ale było inaczej i dlatego nasz atak mógł dosyć łatwo przeprowadzać akcje. Kilku zawodników zagrało tak, jak należało sobie tego życzyć. Byli to: Brychczy, Gawlik, Korynt. Zadowolił w zupełności Gronowski, którego uodpornił psychicznie zapas dwóch bramek uzyskany w pierwszych kilku minutach. Cieślik dostawał mało piłek, ale można tłumaczyć to tym, że kilka razy sam wyłączył się z gry, a ponieważ nie wychodził do przodu, tracił kontakt z atakiem i… piłkę.


Chyba każdy piłkarz marzy o tym, by choć raz wystąpić w reprezentacji kraju. Jednym będzie dane przywdziewać narodowe barwy w dłuższej perspektywie, drugim w o wiele krótszej, innym może się to nigdy nie przydarzyć. Ale są i tacy, którzy dostąpili tego zaszczytu tylko raz w życiu. Tak było w przypadku Henryka Gronowskiego. Bramkarz Lechii Gdańsk wskoczył pomiędzy słupki w spotkaniu z Finlandią, gdyż podstawowy golkiper biało-czerwonych – Edward Szymkowiak – złamał rękę podczas ligowego meczu jego Polonii Bytom z ŁKS-em w Łodzi. Przed debiutem Gronowskiego było sporo obawy, czy zdoła on „udźwignąć” ciężar spotkania z Finlandią. Okazało się, że niepotrzebnie. „Grał pewnie i mądrze. Obronił kilka bardzo trudnych strzałów z najbliższej odległości. Zdał dobrze egzamin” – napisano w katowickim „Sporcie”. Gronowski zmarł 10 maja 1977 r. Jeden z legendarnych piłkarzy Lechii miał zaledwie 49 lat.


„Och, więcej takich napastników jak Brychczy, potrzebuje polska drużyna – płynęło westchnienie wśród widzów. Jak ten »Kici« gra, palce lizać. Gdy jest przy piłce, blady strach pada na obrońców przeciwnika” – tak o występie zawodnika Legii Warszawa napisano w „Głosie Sportowca”. Bez wątpienia filigranowy pomocnik (lub napastnik) rozegrał bardzo dobre zawody, które udokumentował strzeleniem dwóch goli. Mimo to niektórzy przedstawiciele prasy znaleźli powody do narzekania, jak np. wspomniany wcześniej dziennik. „Nawet mimo zdobycia dwóch bramek, Brychczy nie może otrzymać wysokiej noty za umiejętności strzelecki. Zmarnował bowiem zbyt dużo sytuacji strzałowych, z których normalnie zdobywa się bramki” – napisano w dalszej części tekstu. Pochlebne recenzje „Kici” zebrał w „Przeglądzie Sportowym” – „Wirtuoz, piłkarz, którego widać, o którym się mówi, który stanowi sól gry”. Lucjan Brychczy zmarł 2 grudnia 2024 r. Miał 90 lat.





Niestety muszę stwierdzić, że nie zadowoliła zupełnie dyspozycja strzałowa. Zmarnowane okazje Jankowskiego, Lentnera, czy pechowe sytuacje Brychczego są naszym dzisiejszym utrapieniem. W takiej sytuacji nawet 90 minut „dogrywki” nie pomoże do uzyskania zwycięstwa nad ZSRR.



Jeśli mam szczerze odpowiedzieć, co myślę o dzisiejszym spotkaniu, to nie wiem, czy zdanie moje spotka się z dobrym przyjęciem prasy. Bo w przeciwieństwie do kurtuazyjnych zapewnień naszych władz związkowych i sędziów, ja się zupełnie grą polskiej jedenastki nie zachwycam. Przynajmniej nie tą, którą obserwowałem dzisiaj – nota bene z niezbyt wygodnego miejsca. (…) Krótko mówiąc: ze Związkiem Radzieckim, grając tak jak dziś, nie macie prawa wygrać.








► 136. oficjalny międzypaństwowy mecz reprezentacji Polski
► 112. mecz reprezentacji rozegrany w niedzielę – to zdecydowanie najczęstszy dzień meczów biało-czerwonych, w tamtych czasach Polacy w przeważającej mierze grali w niedzielę
► 40. mecz reprezentacji rozegrany w Warszawie
► Po raz 130. zagrał w reprezentacji zawodnik o imieniu Henryk – Gronowski lub Kempny
► Po raz 20. zagrał w reprezentacji zawodnik o nazwisku Woźniak – Jerzy, wcześniej grał też Artur
► Po raz 20. zagrał w reprezentacji zawodnik występujący na co dzień w Lechii Gdańsk – Henryk Gronowski lub Roman Korynt
► Po raz 20. zagrał w reprezentacji zawodnik występujący na co dzień w Górniku Zabrze, jeden z czwórki: Stefan Florenski, Ginter Gawlik, Edward Jankowski lub Roman Lentner
► Po raz 210. zagrał w reprezentacji zawodnik występujący na co dzień w Legii Warszawa, jeden z czwórki: Jerzy Woźniak, Marceli Strzykalski, Lucjan Brychczy lub Henryk Kempny
► Zagrało 11 zawodników z 4 klubów
► Ósmy mecz reprezentacji w MŚ (eliminacje + finały) i ósmy bez remisu
► Siódmy mecz reprezentacji w eliminacjach MŚ i siódmy bez remisu
► 11. mecz reprezentacji w MŚ i IO liczonych łącznie (eliminacje + finały) i 11. bez remisu
► Czwarty mecz reprezentacji w eliminacjach MŚ na własnym boisku, czwarty bez remisu i czwarty ze zdobytą minimum 1 bramką
► Trzecia kolejna wygrana reprezentacji w el. MŚ (wyśrubowany rekord)
► Pierwszy gol był bramką nr 140 zdobytą przez reprezentację w oficjalnych meczach międzypaństwowych na własnym boisku
► Po raz 10. Henryk Reyman był jednym z trenerów reprezentacji Polski (w tym meczu z Feliksem Dyrdą)
► Po raz 220. jednym z trenerów reprezentacji był Polak (Henryk Reyman lub Feliks Dyrda) – wówczas drużyny narodowe prowadziło nawet kilku selekcjonerów, stąd ta liczba jest większa od liczby meczów reprezentacji
► Austriak Kurt Weinreich to trener rywali z numerem 150., w drużynach przeciwnych też bywało kilku trenerów, stąd ta liczba jest większa od liczby meczów biało-czerwonych
► Po raz 30. reprezentację rywali prowadził trener innej narodowości, niż nasi przeciwnicy
► Po raz 10. selekcjonerem rywali był Austriak
► Pierwszy mecz reprezentacji w el. MŚ rozgrany w listopadzie, 8 poprzednich było spotkaniami towarzyskimi
► Debiut w reprezentacji bramkarza – Henryka Gronowskiego
► Debiutancki gol Gintera Gawlika w 4. występie w reprezentacji
► Piąty gol, ale pierwszy dublet, Lucjana Brychczego w 15. występie w reprezentacji Polski
► Po raz pierwszy w meczu reprezentacji Polski rozstrzygał Albert Dusch z Niemieckiej Republiki Federalnej
► Trzeci gol był bramką nr 20 zdobytą przez reprezentację w MŚ i IO liczonych łącznie (eliminacje + finały)
► Trzeci gol był bramką nr 10 zdobytą przez reprezentację w meczach eliminacji MŚ na własnym boisku
► 10. gol strzelony przez obu rywali w 65. minucie meczu reprezentacji Polski
► 10. mecz reprezentacji Polski przeciwko Finlandii, bilans: 8-1-1, bramki 33-11 (równo 3 razy więcej bramek zdobytych niż straconych)