






Patrząc na początek sezonu 2024/25 w wykonaniu Odry można było odnieść wrażenie, że potrafi ona wygrywać jedynie z beniaminkami. Tak się bowiem złożyło, że poprzedni triumf opolan miał miejsce w 2. kolejce, gdy podejmowali u siebie innego z pierwszoligowych nowicjuszy – siedlecką Pogoń (4:1). Historia powtórzyła się, gdy na Oleską przyjechała Stal Stalowa Wola, która powróciła na zaplecze ekstraklasy po 14 latach przerwy. Mimo że to Stalówka prowadziła do przerwy 1:0, w drugiej połowie dała sobie strzelić dwa gole (kończąc w dodatku mecz w dziesiątkę). Dla drużyny z Podkarpacia była to już piąta porażka w rozgrywkach.


































































































11
D. Czapliński
14
S. Sikorski
47
W. Błyszko
1
J. Burta
35
P. Mróz
5
R. Niziołek
94
K. Nowak
20
O. Zawada
8
J. Domínguez
► UWAGA! W 24. minucie żółtą kartką ukarany został trener Stali, Ireneusz Pietrzykowski. Napomnienie nie jest wliczane po pomeczowych statystyk.



Mimo że początek sezonu nie należał dla opolskiej drużyny do szczególnie udanych (4 punkty w pięciu spotkaniach), to w rywalizacji ze Stalą była ona uważana za wyraźnego faworyta. Beniaminek ze Stalowej Woli przed przyjazdem do Opola miał na koncie tylko punkt, i to w dodatku zdobyty dopiero w 5. serii gier (1:1 u siebie z Chrobrym Głogów).


Odra przed meczem ze Stalą Stalowa Wola. Stoją od lewej: Adrian Łyszczarz, Maksymilian Banaszewski, Jakub Szrek, Michał Osipiak, Artur Pikk, Adrian Purzycki, Dawid Wolny, Jiří Piroch, Jakub Bartosz, Artur Haluch, Piotr Żemło (kapitan).



Zespół z Opola odniósł zwycięstwo przede wszystkim dlatego, że odpowiednio zareagował po przerwie i w drugiej połowie pokazał już inne, lepsze oblicze. Na półmetku bowiem to Stal nieoczekiwanie prowadziła 1:0, po trafieniu Dominika Jończego.


Stal Stalowa Wola przed meczem z Odrą Opole. Stoją od lewej: Jakub Kowalski (kapitan), Adam Wilk, Łukasz Furtak, Jakub Banach, Dominik Jończy, Kamil Wojtkowski, Patryk Zaucha, Sebastian Strózik, Kacper Chełmecki, Łukasz Soszyński, Jakub Górski.



Zielono-czarni po zmianie stron grali zdecydowanie gorzej niż przed przerwą. Stalówka praktycznie nie atakowała, a w końcówce broniła się przed atakami gospodarzy, którzy mieli kilka świetnych sytuacji na podwyższenie wyniku.


Akcja, która przesądziła o wygranej Odry. Na płaski strzał z dystansu zdecydował się Adrian Łyszczarz, piłka odbiła się jeszcze po drodze od słupka i zatrzepotała w siatce.



Po pierwszej połowie nic nie wskazywało na to, że piłkarze Stali wrócą do domu bez punktów. Przez trzy kwadranse grali ładnie dla oka, byli częściej w posiadaniu piłki i częściej kreowali sytuacje strzeleckie.









Ponownie źle wchodzimy w spotkanie, to widać gołym okiem. Pierwsza połowa pozostawia, delikatnie mówiąc, wiele do życzenia. Oczywiście mieliśmy swoje sytuacje, szkoda tego spalonego i fajnej akcji, po której Dawid Wolny strzela gola. Natomiast martwi to, że tracimy bramkę po kontynuacji stałego fragmentu gry, gdzieś gubimy ustawienie i to nas dużo kosztuje. Taka bramka, która jest tlenem dla przeciwnika, a nas wręcz wbija w ziemię. Mental na pewno wtedy spada. Ale znowu, po przerwie widzieliśmy już inną Odrę. I to jest bardzo zastanawiające, że te drugie połowy mamy lepsze. Po reakcji w przerwie, po pewnych zmianach wyglądaliśmy naprawdę nieźle. Strzeliliśmy tak naprawdę tylko dwa gole, bo mogliśmy więcej.







Na pewno dwie różne połowy. O pierwszej można powiedzieć tylko dobrze, bo i prowadziliśmy grę, i mieliśmy sytuacje, i zdominowaliśmy gospodarzy do tego 1:0. I zupełnie odmienna druga połowa. Piłka nożna składa się z małych rzeczy: złe zagranie do kolegi, wybicie w aut w niegroźnej sytuacji, złe przyjęcie. Tak wyglądał początek tej części spotkania. Po prostu takimi zagraniami napędziliśmy gospodarzy, popełniliśmy bardzo duże błędy przy tych dwóch bramkach. I później – po czerwonej kartce – już nie bardzo mieliśmy argumenty, żeby coś więcej wycisnąć z tego meczu.




Obaj piłkarze mieli w pierwszej kolejności odpowiadać za to, aby ich zespół nie tracił goli. Jednak z uwagi na to, że napastnicy Odry i Stali nie byli w stanie umieścić piłki w bramce, Jiří Piroch i Dominik Jończy wzięli sprawy w swoje ręce. Precyzyjnie mówiąc – głowy. Strzelanie jako pierwszy rozpoczął drugi z wymienionych. Obrońca Stalówki skutecznie zamknął dośrodkowanie Jakuba Kowalskiego. Dla Jończego był to drugi gol w sezonie. Nie zapewnił on beniaminkowi ze Stalowej Woli zwycięstwa ani remisu, bo 10 minut po rozpoczęciu 2. połowy opolanie wyrównali za sprawą główki Pirocha. W tej akcji nie popisali się defensorzy Stali, w tym Jończy, którzy nie przecięli dośrodkowania Jakuba Szreka.