






W 11. kolejce Betclic 1. Ligi Ryszard Tarasiewicz ponownie zasiadł na ławce trenerskiej w Legnicy. Tym razem jednak nie w roli szkoleniowca Miedzi, w której pracował w latach 2015-17, lecz opiekuna Kotwicy. Dla popularnego „Tarasia” powrót na stadion przy Al. Orła Białego 1 był swego rodzaju podróżą sentymentalną. Ale na boisku sentymentów być nie mogło. Liczyła się przede wszystkim zdobycz punktowa. Prowadzony przez Tarasiewicza beniaminek z Kołobrzegu sprawił w Legnicy niespodziankę, bo za taką należało uznać remis wywalczony przez gości na obiekcie Miedzi. Po ostatnim gwizdku sędziego obie drużyny czuły pewien niedosyt. Piłkarze Kotwicy – bo prowadząc 1:0, szybko dali sobie wbić wyrównującego gola; gracze Miedzi – bo stracili 2 punkty u siebie i nie wykorzystali okazji (niepilnowany Krzysztof Drzazga główkował obok bramki), która prawdopodobnie dałaby im wygraną.


































































































27
J. Letniowski
6
J. Podgórski
5
A. Kovačević
22
I. Kaczmarski
31
M. Abramowicz
7
B. Bida
17
M. Kostka
20
D. Tront
95
M. Mansfeld


Drużyny Miedzi Legnica (na niebiesko) i Kotwicy Kołobrzeg przed meczem 11. kolejki Betclic 1. Ligi. Spotkanie oglądało z trybun 3278 widzów.



Oba kluby awansowały w tym tygodniu w Pucharze Polski. Miedź sprawiła sensację i wyeliminowała Raków Częstochowa. Z kolei Kotwica poradziła sobie z ŁKS-em II Łódź. Smaczkiem ligowego spotkania był powrót Ryszarda Tarasiewicza do Legnicy, ponieważ w przeszłości był on trenerem Miedzi.


Napastnik Miedzi Wiktor Bogacz nie nagrał się zbyt długo w tym meczu. Młodzieżowiec nabawił się urazu mięśniowego i po zaledwie 10 minutach musiał opuścić boisko.



Gdy piłkarze Miedzi w środowy wieczór cieszyli się z wyeliminowania Rakowa, trener Mamrot myślami był już na pewno przy kolejnym spotkaniu z Kotwicą. Wiedział bowiem, że rotacje w składzie będą nieuniknione. W pierwszej jedenastce na mecz z beniaminkiem nie wyszedł najlepszy na boisku w meczu z Rakowem Adnan Kovačević. Zabrakło też Kostki i Podgórskiego, a do bramki wrócił Wrąbel. Na domiar złego, już po 10 minutach z boiska zszedł z kontuzją mięśniową Wiktor Bogacz.


W 38. minucie sędzia Mateusz Piszczelok podyktował rzut karny dla Kotwicy. Jego zdaniem Kamil Antonik z Miedzi faulował Marcela Bykowskiego. Jednak po obejrzeniu sytuacji na monitorze VAR, arbiter anulował jedenastkę.









Graliśmy za wolno, bardzo długo trzymaliśmy piłkę, bardzo wolno rozgrywaliśmy ją w 1. połowie. I przede wszystkim za dużo zawodników schodziło po piłkę. Nie atakowaliśmy przestrzeni za linią obrony przeciwnika, który grał dosyć wysoko. I w efekcie czego, stwarzaliśmy mało sytuacji. Kamil Antonik miał znakomitą okazję, ale goście też mogli strzelić gola. 2. połowa była lepsza, aczkolwiek nie mogę powiedzieć, żeby była dużo lepsza. Taka była dopiero po straconej przez nas bramce. Zmiany wniosły trochę energii, zaczęliśmy szybciej grać. Szybko strzeliliśmy gola na 1:1, a chwilę później mieliśmy bardzo dobrą sytuację na 2:1. Kilka strzałów zostało dobrze zablokowanych, dobrze też bronił Kozioł. Wiadomo, że remis u siebie to jest strata 2 punktów, ale zdaję sobie sprawę, że zwłaszcza do przerwy graliśmy słaby mecz. Musimy zaakceptować ten 1 punkt.







Myślę, że zagraliśmy dobry mecz z trudnym przeciwnikiem. Zresztą nie jest żadnym sekretem, patrząc na jakość Miedzi, że byliśmy dla niej równorzędnym rywalem. Stworzyliśmy sobie kilka sytuacji. Co do wyniku, nie chciałbym mówić, czy jedna z drużyn zasłużyła czy nie zasłużyła na wygraną. Uważam, że mecz generalnie był rozgrywany w bardzo dobrym tempie. Oba zespoły dobrze broniły i tylko dzięki grze technicznej, kombinacyjnej były jakieś sytuacje dla jednej bądź drugiej drużyny. Oczywiście przy wyniku 1:0 mogliśmy strzelić jeszcze jednego czy drugiego gola, bo taka jest prawda, i sądzę, że gdybyśmy nie stracili bramki tak szybko, to może nawet pokusilibyśmy się o trzy punkty. Nie ma jednak co narzekać. Oczywiście to nie jest minimalizm z naszej strony, ale dla nas każde punkty zdobyte na wyjeździe są bardzo ważne.


Spotkanie w Legnicy zakończyło się przedwcześnie jeszcze dla jednego piłkarza. Tym razem był nim zawodnik gości – Wołodymyr Kostewycz. Lewy obrońca Kotwicy opuścił boisko z powodu urazu mięśniowego w 49. minucie.




W przypadku obu piłkarzy można pokusić się o stwierdzenie, że trenerzy mieli nosa, posyłając ich na boisko w 2. połowie. Dłużej przebywał na murawie Marcel Mansfeld, który zameldował się na placu gry zaraz po przerwie. Jednak gola strzelił dopiero jako drugi. W pole karne zacentrował Florian Hartherz, a mierzący 194 cm Polak wyskoczył najwyżej i głową pokonał Marka Kozioła.
Cztery minuty wcześniej do siatki trafił natomiast Désiré Segbé z Kotwicy. Pochodzący z Beninu piłkarz debiutował spotkaniem z Miedzią w barwach drużyny z Kołobrzegu. Do klubu znad morza dołączył raptem dwa dni wcześniej. Chociaż początek miał bardzo dobry, to w Kotwicy nie zagrzał długo miejsca. Wystąpił w zaledwie 6 pierwszoligowych meczach, w których zdobył 2 bramki. 31 stycznia 2025 r. odszedł do francuskiego Cannes.



