




Spotkanie ŁKS-u z Wisłą zapowiadano jako hit 11. kolejki Betclic 1. Ligi. Łodzianie po słabym początku sezonu 2024/25 w końcu zaczęli wygrywać. Prawie dwa tygodnie wcześniej Rycerze Wiosny rozprawili się u siebie z imienniczką Nafciarzy – krakowską Wisłą (3:1). Ełkaesiacy, którzy nie przegrali od siedmiu meczów, liczyli więc na zgarnięcie kolejnych trzech punktów w starciu z Płocczanami. Zwłaszcza, że drużyna trenera Mariusza Misiury grała w kratkę, w czterech spotkaniach zwyciężając tylko raz. Nie przeszkodziło jej to jednak, by w Łodzi zgarnąć komplet oczek. Wygraną zapewnił Wiśle rezerwowy – Krystian Pomorski. ŁKS mógł wyrównać, ale Pirulo nie wykorzystał rzutu karnego w 81. minucie.

















































































19
J. Zając
7
H. Balić
33
A. Majcenić
4
I. Mihaljević
3
A. Tutyškinas
11
M. Sitek
26
A. Pawlak
12
Ł. Bomba
6
J. Alastuey
►UWAGA! W 81. minucie żółtą kartką ukarany został Mariusz Liberda, trener bramkarzy Wisły Płock. Powodem było, tu cytat z raportu sędziowskiego: „Opuszczenie strefy technicznej w sposób niekonfrontacyjny”. Napomnienie nie jest wliczone do pomeczowych statystyk.



To było spotkanie drużyny, która w tym sezonie odpaliła, lecz z małym opóźnieniem (łodzianie) z ekipą, która mocno zaczęła, ale w ostatnim czasie nieco wyhamowała (płocczanie). Pierwsza z nich nie przegrała od siedmiu spotkań. Druga zaś z czterech ostatnich gier o stawkę wygrała tylko jedną.
Drużyny ŁKS-u Łódź (na biało) i Wisły Płock przed meczem 11. kolejki Betclic 1. Ligi w sezonie 2024/25. Na trybunach Stadionu im. Władysława Króla zasiadło tego wieczora 7268 widzów.



Ciemna materia to materia nieemitująca i nieodbijająca promieniowania elektromagnetycznego. Żaden teoretyk fizyki czy astrofizyki nie ma pojęcia, jak ona funkcjonuje. Podobną definicję można przyłożyć do Wisły Płock. Gra słabo, czasami wręcz beznadziejnie, ale wygrywa i nadal utrzymuje się w ligowej czołówce. Dziś przekonał się o tym ŁKS Łódź, który przegrał 0:1.








Jedyne czego żałuję to tego, że nie mogę pogratulować zespołowi zdobycia trzech punktów, bo drużyna zrobiła naprawdę dużo, żeby wygrać ten mecz. Widzieliśmy w jaki sposób tworzyć akcje na połowie rywala. Piłkarze realizowali dobrze nasz plan, niestety zabrakło skuteczności, pewnych detali przy wykończeniu akcji. Uważam, że pod względem intensywności wciąż mamy rezerwy. Cały czas pracujemy nad tym, żeby dzięki temu utrudniać przeciwnikowi prowadzenia ataków i czerpać korzyści z przechwytów.







Rodzi się w Płocku drużyna. Zespół świetnie zareagował po porażce w Pucharze Polski. Widzę jak po trzech miesiącach pracy rosną nasze apetyty. Dziś oprócz momentów, pięciu-dziesięciu minut, ŁKS nie miał wielu klarownych sytuacji. Cieszę się też z reakcji zespołu po zdobyciu bramki, bo to był najlepszy nasz moment tego spotkania. Spotkały się dziś dwie bardzo dobre drużyny, które lubią intensywną grę, więc kluczem było to, żeby fragmenty gry, w których dominujesz, zamienić na bramkę.




































Czasami są takie dni, że czegoś byś nie próbował, piłka nie chce wpaść do bramki i tak było tym razem. W 11. kolejce Betclic 1. Ligi piłkarze ŁKS-u przegrali 0:1 z Wisłą Płock, choć zrobili wiele, żeby przedłużyć swoją serię spotkań bez porażki.




Obaj piłkarze zaczęli mecz na ławce. Jeden z nich został bohaterem swojej drużyny, drugi mógł nim być, gdyby nie pudło Pirulo z rzutu karnego. Krystian Pomorski wszedł na boisko w 58. minucie, a już 120 sekund później… trafił do bramki ełkaesiaków. Popisał się przy tym niezwykle precyzyjnym uderzeniem z woleja, nie dając Aleksandrowi Bobkowi najmniejszych szans na reakcję. Pomorski to wychowanek Nafciarzy, który wrócił do klubu z Płocka przed sezonem 2024/25. Sprowadzenie go do Wisły było bardzo dobrym posunięciem.
Jak na jego tle wypadł Husein Balić? Austriak bośniackiego pochodzenia nie miał tyle szczęścia, co pomocnik płockiej drużyny. Piłkarz ŁKS-u wywalczył rzut karny po tym, jak sfaulował go obrońca Wisły, Marcus Haglind-Sangré. Jedenastka nie została jednak wykorzystana. W końcówce spotkania Balić sam mógł sprawić, że Łodzianie zainkasowaliby 1 punkt. Po ładnej wymianie piłki z Pirulo, uderzył jednak obok bramki.



28-latek, który przez moment był już na peryferiach futbolu, występując w takich klubach jak Błękitni Raciąż czy Olimpia Zambrów, wypromował się w poprzednim sezonie w ówczesnym beniaminku I ligi – Zniczu Pruszków, czym zapracował na transfer do macierzystej Wisły. W Płocku na razie jest talizmanem i patrząc na jego historię – synem marnotrawnym. Jako junior nie przebił się do składu, był wypożyczany do kolejnych klubów, aż w końcu w wieku 28 lat otrzymał pierwszą poważną szansę.