






GieKSa honorowo pożegnała się z Europą. Po porażce 0:2 w pierwszym spotkaniu Katowiczanie byli w trudnym położeniu przed rewanżem. Wiadomym było, że aby znaleźć się w 4. rundzie eliminacji Ligi Konferencji, na Arenie Katowice należało wygrać minimum trzema bramkami. Niestety, zadanie okazało się jeszcze trudniejsze, bo od 23. minuty Hapoel prowadził 1:0. Gdyby piłkarzom GKS-u udało się strzelić trzy gole, doprowadziliby do dogrywki. Ta sztuka im się wprawdzie nie udała, ale… niewiele brakowało, by dokonali niemożliwego. GieKSa odwróciła losy samego spotkania, ale nie dwumeczu. Zwycięstwo 2:1 gospodarze zapewnili sobie w końcowych fragmentach, gdy do siatki trafiali Ilja Szkurin i Arkadiusz Jędrych (z rzutu karnego). Kto wie, co działoby się w ewentualnej dogrywce, gdyby Assaf Tzur nie obronił któregoś ze strzałów – Szymona Bartlewicza lub Emana Markovica…


















































































97
E. Jirka
7
M. Wdowiak
31
S. Bartlewicz
19
K. Łukasiak
15
E. Markovic



Trener Rafał Górak na rewanż z Hapoelem Tel Awiw wystawił mocno przebudowaną jedenastkę. Dwubramkowa strata przywieziona z Miszkolca, gdzie występuje izraelski zespół w roli gospodarza, mocno determinowała taktykę na środowe spotkanie. Katowiczanie wyszli naładowani energią, mocno było też na trybunach, a cały zespół prezentował się energiczniej niż przed niespełna tygodniem.


Trzeba przyznać, że nowy stadion GKS-u – Arena Katowice – bardzo ładnie prezentował się z lotu ptaka.



O losie zespołu z Katowic zadecydowała słabsza dyspozycja w pierwszym spotkaniu. W rewanżu, a zwłaszcza w drugiej połowie, GKS zdołał nawiązać walkę i postraszyć faworyzowanych rywali. Przygoda w europejskich pucharach, do których udało się awansować pierwszy raz od 20 lat, zakończyła się szybko, ale z tego konkretnego meczu piłkarze Góraka mogą wyjść z podniesioną głową.


GKS Katowice przed meczem z Hapoelem Tel Awiw. W górnym rzędzie od lewej: Arkadiusz Jędrych (kapitan), Bartosz Nowak, Borja Galán, Ilja Szkurin, Lukas Klemenz, Gabriel Kobylak. W dolnym rzędzie od lewej: Mateusz Kowalczyk, Bartosz Wolski, Alan Czerwiński, Marcel Wędrychowski, Marcin Wasielewski.



W środę nie tylko Polska, ale cała Europa żyła zaćmieniem słońca, które w ciepły sierpniowy wieczór zachęcała do podziwiania niezwykłego zjawiska na własne oczy. W Katowicach apogeum wydarzenia spodziewane było kilkanaście minut przed godziną 20. i właśnie wtedy gospodarze rzucili się do odrabiania strat w dwumeczu z Hapoelem Tel Awiw, tak jakby wstąpiły w nich dodatkowe, nadprzyrodzone siły. GieKSa, która przez niemal całą rywalizację z Izraelczykami była na minusie, w krótkim czasie zdobyła dwie bramki, dzięki czemu znowu wygrała na własnym stadionie, ale tym razem tylko otarła się o dogrywkę. Katowiczanie muszą obejść się smakiem, bo gdyby awansowali do fazy play-off kwalifikacji Ligi Konferencji, ich przeciwnikiem byłaby wielka Atalanta.




W 83. minucie GKS doprowadził do wyrównania. Piłkę do siatki Hapoelu skierował Ilja Szkurin. Ten gol tchnął nowe siły w piłkarzy z Katowic.



Dla GieKSy cała ta pucharowa przygoda to koniec końców i tak duże wydarzenie, zwłaszcza że jeszcze zimą była w strefie spadkowej Ekstraklasy. Nie ma co płakać też o tyle, że przejście Izraelczyków i tak pewnie nie przełożyłoby się na awans do fazy ligowej. Raczej nikt nie zakładał, że zespół, którego masa braków wychodzi na tle Hapoelu, będzie w stanie powalczyć z Atalantą. I tak GKS by w fazie ligowej nie zagrał, i tak. Jest to jednak pocieszenie z gatunku marnych.


Spotkanie GKS-u z Hapoelem odbywało się pod czujnym okiem selekcjonerów – reprezentacji Polski, Jana Urbana (z prawej) i kadry do lat 21, Jerzego Brzęczka.



Selekcjoner Jan Urban, który był na tym meczu, raczej nie mógł wyjść zadowolony z tego spotkania. Z polskich piłkarzy najbardziej spodobać mógł się rezerwowy Mateusz Wdowiak, który oczywiście nie ma raczej szans na powołanie, a to właśnie za jego sprawą w końcówce były wielkie emocje. Skrzydłowy najpierw wypracował gola, a potem wywalczył karnego.


W 89. minucie rozpędzonego Mateusza Wdowiaka sfaulował w polu karnym Fernand Mayembo. Arbiter nie miał żadnych wątpliwości, dyktując jedenastkę dla drużyny z Katowic.







W całym dwumeczu większa kultura gry, kunszt i sytuacje, żeby wygrać, były po stronie Hapoelu. W piłce to jednak nie musi być przesądzające. To nie było 180 minut dominacji rywala i tylko czekanie w naszym wykonaniu. Mieliśmy dobrych „dziesiąt” minut, gdy pokazywaliśmy potencjał, jakim dysponujemy. Nie będę teraz na siłę udawał "trupa" i wielkiego załamania, bo odpadliśmy z europejskich pucharów. Musimy wyciągnąć to, co udało się zrobić dobrego w rozgrywkach, w których byliśmy totalnym żółtodziobem. Nasz plan na to wszystko to wziąć dobre rzeczy i dalej się rozwijać.







Tak jak powiedziałem wczoraj – to były dwie połowy. Wygraliśmy pierwszą połowę tydzień temu, a mogliśmy wygrać wyżej niż 2:0. Wiedzieliśmy, że przyjeżdżamy na trudny teren i będzie to trudny mecz. Prowadziliśmy 1:0 i byliśmy w grze do 75. minuty. Trochę straciliśmy koncentrację i rywal szybko strzelił pierwszego i drugiego gola. Przegraliśmy ten mecz, ale chcieliśmy awansować do następnej rundy – i zrobiliśmy to. Zaczęliśmy to spotkanie bardzo dobrze, mieliśmy kontrolę nad piłką. W drugiej połowie było ono dla nas już bardzo ciężkie, ale wiedzieliśmy od samego początku, że nie będzie tutaj łatwo.


W pierwszym spotkaniu z Hapoelem kapitan GKS-u był – ku zaskoczeniu wielu – jednym z najsłabszych zawodników na boisku. Obrońca katowickiego zespołu popełnił sporo błędów, w tym ten najpoważniejszy, który doprowadził do utraty gola. Mimo to trener Rafał Górak nie zmienił swojego defensora, pozostawiając go na murawie do końca. W rewanżu w Katowicach Arkadiusz Jędrych wybiegł ponownie w podstawowym składzie. Tym razem jednak zagrał o wiele lepiej. W 90. minucie to kapitan wziął na siebie odpowiedzialność, pewnie wykorzystując rzut karny, dzięki czemu GKS pokonał drużynę z Tel Awiwu 2:1.


Kluczowy zawodnik Hapoelu w dwumeczu z GKS-em – na nieszczęście Katowiczan. W spotkaniu numer 1, które z konieczności rozgrywano w węgierskim Miszkolcu, wychowanek Hapoelu (wrócił do klubu w 2024 roku) dał prowadzenie swojemu zespołowi w 5. minucie. Błąd popełnił wówczas Borja Galán, podając piłkę w poprzek boiska, wprost pod nogi jednego z rywali. Ta trafiła chwilę później do Stava Turiela, który uderzył ją na tyle precyzyjnie, że Gabriel Kobylak nie miał szans na skuteczną interwencję. W Katowicach skrzydłowy Hapoelu ponownie trafił na 1:0. Tym razem podającym był Roei Alkukin, a Turiel posłał piłkę do siatki strzałem przy słupku.







Katowiczanie pozostają niepokonani na swoim stadionie od 11 listopada 2025. Po końcowym gwizdku sędziego, mimo pożegnania z europejskimi pucharami, zebrali podziękowania od swoich kibiców.








► 1262. mecz polskiego klubu w europejskich pucharach
► 157. mecz klubu z Polski w Lidze Konferencji
► 20. potyczka (dwumecz) GKS-u w europejskich pucharach
► 20. mecz GKS-u w europejskich pucharach na własnym boisku
► 40. mecz GKS-u w europejskich pucharach
► 33. mecz GKS-u w europejskich pucharach bez remisu
► 10. mecz polskiego klubu w 1/128 finału LK na własnym boisku bez remisu
► 65. mecz polskiego klubu w LK na własnym boisku bez remisu i 65. bez porażki
► 11. mecz polskiego klubu w 1/128 finału LK na własnym boisku ze zdobytą minimum 1 bramką i 11. z minimum 1 golem straconym
► Czwarty mecz GKS-u w Lidze Konferencji, czwarty bez remisu i czwarty ze straconą minimum 1 bramką
► Trzeci mecz GKS-u w LK (na 4 wszystkie) ze zdobytą minimum 1 bramką, jedyny bez zdobytej to pierwszy mecz z Hapoelem sprzed tygonia, przegrany 0:2
► Trzeci mecz GKS-u w 1/128 finału europejskich pucharów (na 4 wszystkie) bez porażki, jedyna przegrana to 0:2 w pierwszym meczu sprzed tygodnia z tym rywalem w Miszkolcu
► Drugi mecz GKS-u w LK na własnym boisku i druga wygrana (w obu obaj rywale zdobywali bramki)
► Drugi mecz GKS-u w 1/128 finału LK, drugi bez remisu i drugi ze straconą minimum 1 bramką
► Drugi mecz GKS-u w 1/128 finału europejskich pucharów na własnym boisku, drugi bez porażki, drugi ze zdobytą minimum 1 bramką i drugi z dokładnie 1 golem straconym
► Dziewiąty kolejny mecz GKS-u w europejskich pucharach na własnym boisku ze zdobytą minimum 1 bramką (wyśrubowany rekord klubowy)
► 25. mecz GKS-u w europejskich pucharach ze zdobytą minimum 1 bramką
► 280. potyczka (mecz lub dwumecz) polskiego klubu w europejskich pucharach kończona na własnym boisku
► 70. mecz polskiego klubu w 1/28 finału europejskich pucharów na własnym boisku bez remisu
► Drugi gol dla GKS-u był jego bramką nr 30 zdobytą w meczach europejskich pucharów na własnym boisku
► Pierwszy mecz GKS-u w 1/128 finału LK na własnym boisku
► Pierwsza wygrana GKS-u w europejskich pucharach w rozmiarze 2:1
► Pierwsza wygrana GKS-u w europejskich pucharach różnicą 1 bramki w rozmiarze 2:1
► Pierwsza wygrana GKS-u w LK różnicą 1 bramki
► Pierwsza wygrana GKS-u w 1/128 finału europejskich pucharów różnicą 1 bramki
► Po tym starciu bilans bramkowy polskich klubów w meczach 1/128 finału LK stał się równy: 39-39
► 77. gol stracony przez polskie kluby w meczach 1/128 finału europejskich pucharów na własnym boisku
► 20. mecz polskiego klubu w 1/128 finału europejskich pucharów na własnym boisku ze zdobytymi dokładnie 2 bramkami
► Pierwszy gol dla GKS-u był bramką nr 22 zdobytą przez polskie kluby w meczach 1/128 finału LK na własnym boisku
► 22. wygrana polskiego klubu w meczu 1/128 finału europejskich pucharów na własnym boisku różnicą 2 bramek
► 55. gol stracony przez GKS w meczach europejskich pucharów