zbigniew boniek w meczu z Peru (22.06.1982)zbigniew boniek w meczu z Peru (22.06.1982)
KronikiFotel dla pana Bońka
Fotel dla pana Bońka
Autor: Rafał Byrski
Data dodania: 23.12.2020
KADR Z TRANSMISJI KADR Z TRANSMISJI

Atmosfera wokół kadry nie była zła. Była bardzo zła. Drużyna Antoniego Piechniczka jechała na mundial do Hiszpanii (1982) z dużymi nadziejami. Nie bez podstaw. Dwa eliminacyjne zwycięstwa nad NRD czy wyjazdowa wygrana w towarzyskim starciu z mistrzem świata Argentyną pokazały, że w tej drużynie jest potencjał. Jak duży? Nawet na strefę medalową. Ale po dwóch bezbramkowych remisach z Włochami i Kamerunem biało-czerwoni stanęli pod ścianą. Albo w ostatnim meczu grupowym wygrają z Peru, albo tego samego dnia czarterem wracają do Polski. Po spotkaniu z Kamerunem krytyka dziennikarzy skupiła się na Zbigniewie Bońku.

W starciu z drużyną z Afryki niekwestionowany lider kadry rzeczywiście nie był sobą. „Zagrałem gorzej niż w najczarniejszym śnie. Senny, ospały. Po każdym rajdzie, po każdej przebieżce musiałem długo odpoczywać. Nie, nie wiem, co się ze mną stało. Był piłkarz… Nie ma piłkarza…” – zwierzał się Boniek po meczu z Kamerunem dziennikarzowi „Sportowca” Krzysztofowi Wągrodzkiemu.

Kilku kolegów Wągrodzkiego pisze o innych powodach słabej dyspozycji Bońka. Zaczynają tworzyć teorie spiskowe. Celuje w tym Jerzy Wykrota z katowickiej „Trybuny Robotniczej”. To on napisał artykuł zatytułowany „Fotel dla pana Bońka”, w którym zasugerował, że piłkarzowi zaszkodził… przedmundialowy transfer. Za rekordową wówczas sumę miliona i 800 tysięcy dolarów Boniek podpisał kontrakt z Juventusem Turyn.

Po meczu powtarzano „Fotel dla pana Bońka”, bo jednak wokół jego osoby wszystko się tutaj obraca, on jest centralną postacią naszej drużyny, przez siebie mianowany jej liderem. Kłóciłem się dopiero co z kilkoma kolegami po piórze, którzy zaliczają Bońka nie tylko do grupy czołowych piłkarzy Polski wszech czasów, ale uważają, że jest lepszy od Lubańskiego, Deyny, Laty. Podsumowałem walory i zasługi tamtej trójki, dodając jeszcze nazwiska Tomaszewskiego, Oślizły, Pohla, Cieślika. Boniek mógłby pomiędzy nich się dostać, gdyby odegrał na tych mistrzostwach rolę równą ich grze w reprezentacji w przeszłości. Ale wydaje mi się, że to już przegrał, dwoma wielce nieudanymi występami przeciwko Włochom w Vigo i Kamerunowi w La Coruni. Zwłaszcza ten ostatni występ był żenujący. Można było odnieść wrażenie, że nie chciało mu się grać. Siedzący obok mnie kolega krzyknął w pewnym momencie: „Proszę fotel dla pana Bońka”. Fotela nie dostał, ale dlaczego trener Piechniczek go nie zdjął z murawy?

Jerzy Wykrota, „Trybuna Robotnicza”, 21 czerwca 1982 r.
3:0 Świetnie rozegrany rzut wolny i gol Z. Bońka

Piechniczek, jak sam później przyznał, też się nad tym zastanawiał. Ale w meczu z Peru jeszcze raz zaufał swojemu liderowi. Nie uległ podszeptom, nie odstawił Bońka od składu, ale zmienił mu pozycję. Z pomocy przesunął do ataku. I „Zibi” zagrał jak młody Bóg. Nie tylko on – cała drużyna. To był koncert biało-czerwonych, którzy w 22 minuty drugiej połowy strzelili rywalom aż pięć goli. Jedną z bramek zdobył Boniek, a zaraz potem zaczął coś krzyczeć w kierunku trybuny prasowej. Nie były to zapewne miłe słowa i nietrudno domyślić się, kto był ich adresatem.

Sześć dni później Boniek strzelił trzy gole Belgom i już definitywnie zamknął usta krytykom. Został jedną z największych gwiazd hiszpańskiego mundialu i poprowadził drużynę do trzeciego miejsca na świecie. A później rzeczywiście mógł się wygodnie rozsiąść w fotelu.