



Miłe złego początki… Albo odwrotnie – zależy z perspektywy którego zespołu spojrzeć. Mecz w Płocku rozpoczął się bowiem od niespodziewanego prowadzenia gości z Warszawy, którzy byli zdeterminowani, aby zrehabilitować się za niedawną porażkę na własnym stadionie z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza. Niestety dla podopiecznych Mariusza Pawlaka, Wisła Płock nie bez powodu zajmowała miejsce na podium pierwszoligowej tabeli, co zawdzięczała w dużej mierze postawie u siebie, gdzie od początku sezonu nie przegrała. Czarnym Koszulom nie udało się zakończyć serii Nafciarzy, którzy poza niemrawym początkiem, przez większość spotkania przeważali na boisku, odnosząc zasłużone zwycięstwo.






















































































14
D. Kun
22
P. Krawczyk
17
P. Misiak
11
M. Famulak
9
D. Kocyła
24
D. Niepsuj
77
J. Szymański
99
B. Gradecki
37
O. Tomczyk


Mimo stosunkowo niewielkiej odległości dzielącej Płock od Warszawy, na stadionie Wisły pojawiła się skromna reprezentacja fanów ze stolicy.







Było nam to potrzebne, bo często jesteśmy oceniani przez pryzmat wyników i nie dostrzegamy szczegółów i detali, które od dłuższego czasu występują. Mam na myśli takie momenty, kiedy dochodzisz z dużą łatwością do 20. metra, a ostatnie podanie jest niedokładne i przez to nie dostajesz nagrody. A samo dojście do tej sytuacji jest niesamowicie trudne. Dzisiaj po przerwie to udało nam się takie momenty wykorzystać.







Chcieliśmy postawić trudne warunki i do pewnego momentu one były. Zdobyliśmy szybko bramkę, ale nie poszliśmy za ciosem. Mieliśmy dwie sytuacje i gdybyśmy podwyższyli wynik, to pewnie inaczej bym teraz na konferencji mówił. Niestety nasza skuteczność była dzisiaj na niższym poziomie niż we wcześniejszych meczach. Po pierwszej połowie nie spodziewałem się, że w drugiej się cofniemy. Ale stała się ta nieszczęsna sytuacja. Oglądałem ją z trzech kamer i mogę odważnie powiedzieć, że zostaliśmy oszukani przy drugiej bramce.





Mimo nie do końca udanego początku przygody z Polonią, kiedy Łukasz Zjawiński częściej kolekcjonował kartki niż gole, na dobre stawał się liderem ofensywy Czarnych Koszul. Na początku meczu w Płocku otworzył wynik, wykorzystując dokładne podanie Ernesta Terpiłowskiego. Dla „Zjawki” był to już czwarty gol w pięciu ostatnich spotkaniach. Gościom nie dał on jednak nawet punktu, za sprawą przede wszystkim wysokiej formy kapitana Nafciarzy. Łukasz Sekulski najpierw wywalczył rzut karny, który osobiście zamienił na bramkę na 2:1, a później podwyższył jeszcze prowadzenie Wisły.



Trzeba troszeczkę lepiej wejść w mecz. Niepotrzebna była ta strata bramki, otworzyliśmy się i po stracie piłki wykorzystali nasz błąd. Ciężko było szybko wrócić do gry, dlatego cieszy ta bramka Fabiana Hiszpańskiego, że wyrównaliśmy. Po przerwie pokazaliśmy, że u siebie możemy wygrywać i lubimy wygrywać. Ostatnie mecze to były dwa remisy i odpadnięcie z Pucharu Polski. Dlatego to było bardzo ważne, żeby dzisiaj w domu dać sobie radość, bo byliśmy coś winni naszym kibicom.





















Według mnie wynik nie jest adekwatny do tego, co widzieliśmy na boisku. Zwłaszcza pierwsza połowa nie wskazywała na tak wysoką porażkę. Niestety kontrowersyjna decyzja sędziego, moim zdaniem niesłusznie podyktowany karny. Kuba (Lemanowicz – przyp. red.) jest pierwszy przy piłce, trafia ją i wybija, a Łukasz Sekulski w niego wpada. To trochę ustawiło to spotkanie, próbowaliśmy dążyć do wyrównania, ale troszkę za łatwo te bramki dla Wisły wpadały. Musimy uznać wyższość rywala i czekamy na rewanż u siebie.



