






To był ostatni akord piłkarskiej jesieni…zimą w Betclic 1. Lidze w 2024 roku. Spotkanie Wisły z Miedzią miało się odbyć… latem, a konkretnie pod koniec sierpnia. Jednak Biała Gwiazda rywalizowała wówczas w eliminacjach Ligi Konferencji Europy, stąd też kilka jej meczów zostało przełożonych na inny termin. Jednym z nich było właśnie to zaległe starcie z 7. kolejki. Kibice w Krakowie liczyli, że ich drużyna podniesie się po porażce z Polonią w Warszawie i zwycięstwem zakończy rundę jesienną sezonu 2024/25. Miedź nie zamierzała ułatwiać zadania wiślakom. Po przerwie pierwsza wyszła na prowadzenie, ale… równie szybko je straciła. Po ostatnim gwizdku sędziego z remisu bardziej cieszyli się goście z Legnicy.



















► UWAGA! Mecz Chrobry Głogów - Wisła Kraków był zaległym starciem 10. kolejki. W pierwotnym terminie spotkanie miało się odbyć 22 września 2024 r.















































































21
P. Gogół
17
J. Alfaro
30
G. Kiakos
10
F. Duarte
13
T. Kiss
51
M. Kuziemka
31
A. Cziczkan
50
M. Kutwa
43
D. Szot



Mimo niskiej temperatury i późnej pory rozgrywania meczy w tygodniu kibice nie zawiedli i jak na I-ligowe realia licznie stawili się na trybunach. Choć z drugiej strony było ich nieco mniej niż na ostatnich spotkaniach rozgrywanych przez Wisłę w roli gospodarza. Tym razem fani nie przygotowali specjalnej oprawy. Skupili się na głośnym dopingu dla wiślaków. I ten doping niósł się do końca, ale ponieważ Wisła ostatecznie mecz tylko zremisowała 1:1, to kibice w dość dosadny sposób wyśpiewali piłkarzom, że ci zepsuli im Święta…


Drużyny Wisły (czerwone koszulki) i Miedzi przed ostatnim pierwszoligowym meczem w 2024 roku. Zaległe spotkanie 7. kolejki obserwowało z trybun 12301 widzów.



„Fantastyczny to był rok – nie zapomnimy go nigdy" – mogliby powiedzieć fani krakowskiej Wisły, gdyby... No właśnie... Rzeczywiście mógł być „fantastyczny", gdyby tylko tego „gdyby” nie było zbyt wiele. Choć jednocześnie na pewno tego roku nigdy nie zapomnimy! Dziś go piłkarsko kończymy i do ostatniego spotkania przystępujemy jednak w dość kiepskich nastrojach.




Pechowo zakończył się ten mecz dla Marca Carbó. Z powodu urazu hiszpański pomocnik Wisły musiał opuścić boisko już w 27. minucie.



Ireneusz Mamrot, trener Miedzi, przed meczem odgrażał się, że wie, w jaki sposób powstrzymać ofensywę Wisły. Analizę szkoleniowiec miał ułatwioną, bo jak radzić sobie m. in. z Ángelem Rodado i Łukaszem Zwolińskim, pokazali kilka dni wcześniej zawodnicy Polonii Warszawa. Miedź zagrała podobnie. Czekała na Wisłę 30 metrów przed bramką i tam ustawiała się niemal całą drużyną. Atak pozycyjny krakowianom niespecjalnie wychodził, a z dośrodkowaniami i próbami kontr było jeszcze gorzej.























Oczywiście po po remisie u siebie nigdy nie będziemy zadowoleni. Zawsze chcemy grać o zwycięstwo. Natomiast co do przebiegu meczu, to myślę, że pierwsze dwadzieścia minut było bardzo dobre – dużo odebranych przez nas piłek. Rywal w zasadzie nie za bardzo mógł sobie z tym radzić. Trochę wytrąciła nas z takiego rytmu kontuzja Marca (Carbó – przyp. red.). Sporo stałych fragmentów gry po stronie rywala. Później trochę zgubiliśmy spokój z piłką, za dużo było rwanych akcji, za dużo było prostych strat. Druga połowa na pewno była bardziej otwarta, rywal miał swoje szanse z ataku szybkiego. My staraliśmy się budować wysoko. Stworzyliśmy może nie jakieś czyste sytuacje, ale były momenty, gdzie można było – i trzeba było – lepiej tę piłkę dograć z bocznego sektora. Także remis na pewno nas nie zadowala, traktuję to jako stratę dwóch punktów. Natomiast szanuję też rywala, bo to jest zespół, który nieprzypadkowo zdobył 38 punktów. I było widać też tę jakość u nich dzisiaj.







Nie chcę powiedzieć, że przed meczem wzięlibyśmy remis w ciemno, bo graliśmy o trzy punkty, ale z mojej perspektywy wyjeżdżamy stąd z lekkim niedosytem. Szanujemy ten punkt, bo graliśmy z bardzo dobrym zespołem, natomiast wydaje mi się, patrząc z perspektywy sytuacji, to mieliśmy ich więcej i były one bardziej klarowne. Pierwsze dwadzieścia minut zdecydowanie dla Wisły, aczkolwiek tam nie było sytuacji jakiejś stuprocentowej. Natomiast później to my mieliśmy dwie okazje „Bendy” (Benedika Mioča – przyp. red.). Ta jedna była naprawdę bardzo dobra, bo w przerwie miałem okazję ją zobaczyć. Później bramka w drugiej połowie na 1:0 i myślę, że kluczowy moment tego spotkania dla nas to sytuacja na 2:0, której nie wykorzystaliśmy, a za chwilę za krótko piłkę wybiliśmy i… Wisła generalnie w drugiej połowie – w końcówce – tą stroną sobie gdzieś tam otwierała te przestrzenie i atakowała, ale mimo wszystko trzeba też docenić fantastyczne uderzenie Rodado.




W Krakowie naprzeciwko siebie stanęło dwóch piłkarzy, o których śmiało można było powiedzieć, że są naj- w Betclic 1. Lidze. W przypadku zawodnika Wisły mieliśmy do czynienia z najlepszym snajperem na zapleczu ekstraklasy. Jeżeli na kimś miejscowi mogli polegać, był to bez wątpienia Ángel Rodado. Hiszpan wielokrotnie udowadniał, że należał do grona czołowych napastników w Polsce. W spotkaniu z Miedzią ustawiony był nieco z tyłu (jako ofensywny pomocnik, cofnięty napastnik, po zejściu z boiska Łukasza Zwolińskiego przesunięty został do ataku), ale i tak zdobył kapitalną bramkę. Było to jego 13. trafienie w sezonie 2024/25.
O Kamilu Antoniku z kolei mówiono, że należał do grona najlepszych dryblerów na pierwszoligowym froncie. O tym, że takie opinie nie były na wyrost, udowodnił w meczu z Wisłą. W 54. minucie przedryblował w polu karnym dwóch wiślaków, po czym uderzył po ziemi, a piłka wpadła do siatki tuż przy słupku. W 1. połowie pomocnik Miedzi również miał okazję na gola. Przeprowadził rajd zza połowy boiska, nie dał sobie odebrać futbolówki Ángelowi Baenie, a następnie oddał płaski strzał na bramkę Patryka Letkiewicza, ale ten zdołał obronić uderzenie.



Mariusz Jop zdecydowanie poprawił wyniki na początku pracy (przejął zespół 24 września 2024 r., wcześniej był asystentem zwolnionego Kazimierza Moskala – przyp. red.) i Wisła dotarła nawet do strefy barażowej, ale słaby grudzień i porażki z Polonią Warszawa w Pucharze Polski i w lidze, oraz remis z Miedzią Legnica sprawiły, że wiosną Biała Gwiazda nie będzie już musiała przejmować się walką o obronę tytułu w krajowym pucharze, a do walki o awans o Ekstraklasę będzie ruszała już z odrobionymi zaległościami i na 7. miejscu ze stratą dwóch punktów do strefy barażowej i dziesięciu do bezpośredniego awansu.