

Czekając na wygraną. W Lublanie reprezentacja Polski w futsalu rozpoczynała swój czwarty udział w mistrzostwach Europy z zamiarem odniesienia pierwszego, historycznego zwycięstwa. Do tej pory biało-czerwoni na europejskim czempionacie rozegrali osiem spotkań, notując dwa remisy i sześć porażek. Teoretycznie pierwszy mecz turnieju organizowanego wspólnie przez Litwę, Łotwę i Słowenię, „na papierze” dawał na to największe szanse, bo rywalem podopiecznych Błażeja Korczyńskiego byli wracający na Euro po dekadzie Węgrzy. Jednak mimo prowadzenia do przerwy, Polacy nie byli w stanie utrzymać korzystnego rezultatu.


Zacięta walka na boisku, atmosfera przyjaźni na trybunach. Kibice reprezentacji Węgier i Polski zadbali o wyjątkową oprawę starcia w Lublanie.
PROTOKÓŁ MECZOWY
WĘGRY
Wyjściowy skład: 1. Marcell Alasztics (BR), 4. Márk Fekete, 5. Rafael Silva, 9. János Rábl (C), 17. Lajos Szabó.
Rezerwowi: 22. Gergő Gémesi (BR), 3. Dávid Vatamaniuc-Bartha, 7. Roland Bencsik, 8. Zoltán Szalmás, 10. Patrik Pál, 11. Balázs Rutai, 13. Máté Suscsák, 15. Mátyás Kajtár, 16. Baltazár Büki.
Trener: Sergio Mullor
POLSKA
Wyjściowy skład: 1. Michał Kałuża (BR), 7. Mikołaj Zastawnik, 8. Sebastian Grubalski, 9. Kacper Pawlus, 13. Tomasz Kriezel (C).
Rezerwowi: 23. Michał Widuch (BR), 2. Michał Kubik, 3. Mateusz Madziąg, 4. Piotr Skiepko, 6. Paweł Kaniewski, 10. Sebastian Leszczak, 14. Michał Marek, 15. Grzegorz Haraburda, 16. Maciej Jankowski.
Trener: Błażej Korczyński
Sędziowie: Julien Lang (FRA), Victor Chaix (FRA).







To tak, jakbyśmy wygrali mistrzostwa Europy. Muszę pogratulować naszym zawodnikom i całemu sztabowi, bo przygotowaliśmy plan na ten mecz i zdobyliśmy punkty, na które zasłużyliśmy. Zagraliśmy naprawdę bardzo dobrze. Niedawno rozegraliśmy sparing z Serbią i byliśmy bardzo, bardzo słabi. Nastawienie zespołu nie było dobre i trochę baliśmy się tego, co wydarzy się na mistrzostwach Europy. Teraz zrozumieliśmy, że kiedy jesteśmy drużyną i rywalizujemy razem, możemy odnieść sukces.







Ten mecz przegraliśmy na poziomie mentalnym. Straciliśmy kapitana po czerwonej kartce i później moi zawodnicy nie grali już dobrze, nie czuli się pewnie. W przerwie powiedziałem: OK, wygrywamy. Początek nie był dobry, ale zdobyliśmy dwie bramki, więc jesteśmy na dobrej drodze. Ale czasami można powiedzieć wszystko. Jeśli głowa nie pracuje właściwie, to prawdopodobnie nie da się niczego zawodnikom przekazać.







W rozmowie z Tomkiem Kriezelem przed meczem wspomniałem, że aby opaska kapitana znów znalazła się na moim ramieniu, musiałoby zdarzyć się coś nieprzewidzianego. Tak właśnie się niestety zdarzyło. Ta czerwona kartka była przełomowym momentem, podłączyła Węgrów pod grę, pozwoliła uwierzyć. Cieszę się, że w tamtej chwili udźwignęliśmy to mentalnie, nie pozwoliliśmy sobie strzelić gola grając w osłabieniu. Wydawało się, że to my zdobędziemy kolejną bramkę, ale tak się nie stało i niestety przegraliśmy.




Mimo porażki w meczu z Węgrami Mikołaj Zastawnik po raz kolejny udowodnił, jak wiele znaczy dla reprezentacji Polski. Zawodnik, który jeszcze jesienią walczył o powrót do zdrowia po kontuzji, żeby mieć możliwość wzięcia udziału w swoich trzecich mistrzostwach Europy, pokazał że jego umiejętności i doświadczenie są wielkim kapitałem ekipy prowadzonej przez Błażeja Korczyńskiego. Gol po jego strzale dał prowadzenie do przerwy, ale po zmianie stron Polakom nie udało się utrzymać korzystnego rezultatu. Ogromna w tym rola Máté Suscsáka, który dwukrotnie trafił do polskiej bramki, popisując się m.in. celnym trafieniem niemal z całego boiska.



Strzelony przeze mnie gol miałby zdecydowanie większą wartość, gdyby nasz zespół ostatecznie cieszył się ze zwycięstwa. Bramka zdobyta w turnieju rangi mistrzostw Europy przynosi oczywiście radość, ale nie ma ona zbyt wielkiego znaczenia w kontekście wyniku końcowego. Wierzymy w to, że jeszcze na tym turnieju pokażemy się z dobrej strony. Musimy skupić się na kolejnych spotkaniach, które będą decydujące.







