






Stalową Wolę od Rzeszowa dzieli zaledwie 80 kilometrów, ale myli się ten, kto mógłby przypuszczać, że derbowe starcia Stali ze Stalą między kibicami wytwarzają jakiekolwiek negatywne emocje. Wspólne zasiadanie na trybunie pod flagą z napisem „Stal United” chyba najlepiej oddaje atmosferę tej podkarpackiej potyczki. Co nie zmienia faktu, że na samym boisku nie mogło być uprzejmości. 43. pojedynek tych drużyn przyniósł sporo emocji, cztery bramki, jednak zakończył się podziałem punktów. Trzeba przyznać, że historyczny bilans rywalizacji obu ekip po końcowym gwizdku, również prezentował się wyjątkowo pojednawczo: 15 wygranych piłkarzy ze Stalowej Woli, 15 remisów i 13 triumfów Rzeszowian.

































































































7
J. Górski
11
S. Strózik
8
Ł. Soszyński
16
K. Lelek
77
K. Chełmecki
78
B. Tomaszewski
9
D. Łącki
18
C. Pchełka
33
M. Smyłek



Stal Stalowa Wola długo czekała na pierwszą wygraną w sezonie. Dopiero w poprzedniej serii pokonała Ruch Chorzów 2:0. Kolejne zwycięstwo pozwoli beniaminkowi zbliżyć się do bezpiecznych pozycji poza strefą spadkową.
W zupełniej innej sytuacji jest Stal z Rzeszowa. Ostatnio piłkarze Marka Zuba nie mieli co prawda dobrej passy, ale przełamali się, gromiąc GKS Tychy 5:1. W tabeli zajmują obecnie czwarte miejsce.







Jeżeli gra trzecia drużyn z ostatnią i padł wynik remisowy to powinniśmy być z takiego rozstrzygnięcia zadowoleni, ale nie jesteśmy. Na pewno najbardziej boli ten moment, kiedy straciliśmy drugą bramkę. Jeżeli mówimy, że piłka to gra momentów, to gdybyśmy stracili bramkę w końcówce pierwszej połowy, kiedy to Stal Rzeszów przeważała, to pewnie byłoby to bardziej do przyjęcia. Natomiast w tym okresie to raczej był nasz czas na boisku. To my lepiej funkcjonowaliśmy. Globalnie oceniam ten mecz jako wyrównany.







Nie przypominam sobie, żebym widział taką przyjaźń na trybunach, na stadionie, jaką dzisiaj miałem okazję zobaczyć w Stalowej Woli. Jak się okazało wszystko przebiegało zgodnie z przewidzianym scenariuszem. Przyjaźnie na trybunach, przyjaźnie na boisku i także wynikowo. Stal ze Stalowej Woli pokazała, że potrafi grać w piłkę, że się nie boi. W tej drużynie jest potencjał, a przede wszystkim jest drużyna. Widać to było na boisku, pełne zaangażowanie wszystkich zawodników.




Przyjacielskie relacje kibiców obu zespołów sprawiły, że w Stalowej Woli stawiło się wielu sympatyków klubu z Rzeszowa. „Na oko” można było nawet odnieść wrażenie, że byli oni w większości.




Rolą zmiennika zawsze jest zaznaczenie swojej obecności na boisku i pozytywne wpłynięcie na postawę całego zespołu. W przypadku stalowych derbów ze swoich zadań wywiązali się zarówno Sebastian Strózik i Tomasz Bała. Napastnik gospodarzy na murawie pojawił się po przerwie i potrzebował zaledwie kilku minut, żeby dać swojej drużynie prowadzenie 2:1. Było to jego pierwsze trafienie w sezonie. Gospodarze ostatecznie nie mogli się jednak cieszyć z wygranej, za sprawą efektownego uderzenia z dystansu zawodnika, który jako junior występował w Rzeszowie, a przed sezonem 2024/25, po siedmiu latach, wrócił do stolicy Podkarpacia.



Jak szedłem się rozgrzewać to mówiłem, żeby być czujnym, bo zamierzam wejść i zdobyć bramkę. Myślałem, że będzie to zwycięska bramka, była wyrównująca, ale dała nam cenny punkt. Czuję jednak niedosyt, bo jak wszedłem na boisko to przez 15-20 minut ich zdominowaliśmy i nie potrafili wyjść ze swojej połowy. Później mecz się otworzył, oni też byli groźni z kontry i każdy miał szansę na wygraną.













