






Po 10 meczach bez wygranej i aż 8 porażkach Stal Stalowa Wola w końcu zainkasowała 3 punkty. Zamykający tabelę Betclic 1. Ligi beniaminek z Podkarpacia sprawił nie lada sensację, wygrywając u siebie z Ruchem 2:0. Pierwsze zwycięstwo w sezonie 2024/25 zapewniły Stali efektowne gole Łukasza Furtaka i Damiana Urbana. Dla Niebieskich porażka ze Stalówką była wręcz kompromitacją, bo taki wynik w starciu z „czerwoną latarnią” rozgrywek, nie przystoi drużynie marzącej o powrocie do PKO BP Ekstraklasy. A to był przecież główny cel ekipy z Chorzowa, która w Stalowej Woli przegrała drugie z rzędu spotkanie.

































































































11
S. Strózik
8
Ł. Soszyński
16
K. Lelek
77
K. Chełmecki
29
M. Ruszel
9
D. Łącki
7
J. Górski
18
C. Pchełka
33
M. Smyłek
►UWAGA! W 71. minucie żółtą kartką ukarany został kierownik drużyny Ruchu Chorzów, Andrzej Urbańczyk. Powodem była krytyka orzeczeń sędziego. Napomnienie nie jest wliczone do pomeczowych statystyk.



14 lat, 3 miesiące i 24 dni – tak długo w Stalowej Woli czekano na kolejne zwycięstwo Stali na zapleczu ekstraklasy. Zespół z Podkarpacia z pierwszej ligi spadł w sezonie 2009/2010 i wrócił dopiero teraz. Wtedy w ostatniej kolejce pokonał 1:0 Wartę Poznań. Tym razem przełamał się dopiero w 11. serii spotkań i zwyciężył Ruch 2:0


Drużyny Stali Stalowa Wola (z prawej) i Ruchu Chorzów przed meczem 11. kolejki Betclic 1. Ligi. Niebiescy przyjechali na Podkarpacie po wyjazdowej wygranej 2:0 z Podhalem Nowy Targ w 1. rundzie Pucharu Polski.



Gospodarze zmotywowani weszli w mecz, nie widać było po nich faktu, że w środę w Pucharze Polski grali z Arką Gdynia przez 120 minut (2:2 po dogrywce, 2-3 w rzutach karnych – przyp. red.).


Fani Stali, którzy wybrali się na spotkanie z Ruchem, liczyli na przełamanie swojej drużyny. I w końcu się doczekali. Stalówka sprawiła im miłą niespodziankę, pokonując faworyzowany Ruch.









Uwielbiam grać takie mecze o życie, o to, żebym mógł dalej pracować w Stalowej Woli. Który to już jest? Wydaje mi się, że szósty, na przestrzeni tego półtora roku. Fajne napięcie. Myślę, że to się też fajnie przełożyło na drużynę, bo zareagowaliśmy rewelacyjnie. Natomiast tydzień był trudny. Nie będę opowiadał, co tu się działo, jak zachowały się pewne osoby, bo to wewnętrzne sprawy klubu. Na szczęście drużyna to dźwignęła, zagraliśmy dobre zawody i myślę, że jest to taka kontynuacja ostatnich trzech spotkań, gdy potrafiliśmy zdominować mecz i zdobyć bramki. Widać, że ten zespół coraz lepiej funkcjonuje.







Gratulacje dla trenera i wszystkich osób związanych ze Stalą, bo zdobyli pierwsze 3 punkty. Dobry mecz w ich wykonaniu. Natomiast ten mecz był dobry dla nich, bo my zagraliśmy słabo. I pod kątem drużynowym, i pod kątem indywidualnym. W wielu fazach wyglądaliśmy nieakceptowalnie. Dość trudna droga przed nami, jeśli chodzi o kwestie związane z treningiem. Nie możemy wyglądać tak, jak w drugiej połowie w Legnicy i dzisiaj przez cały mecz. Szkoda mi nawet komentować tego, co się wydarzyło przy czerwonej kartce. Będziemy wyciągać konsekwencje, to już załatwimy sobie wewnętrznie, ale to, co się wydarzyło, było nieakceptowalne i jeszcze gorsze niż nasza gra.


Łukasz Furtak (w środku) odbierający gratulacje od Kamila Wojtkowskiego i pozostałych kolegów. Obrońca Stali właśnie strzelił gola na 1:0.



Niebiescy sprezentowali gospodarzom obie bramki, a do tego znów kończyli spotkanie w dziesiątkę. W Legnicy nerwów na wodzy nie potrafił utrzymać Maciej Sadlok, a teraz w zupełnie niepotrzebną utarczkę z rywalem wdał się Jakub Myszor i zobaczył drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę.




Z powiedzeniem w tytule zapewne zgodziłby się obrońca Ruchu. Otóż Szymon Szymański miał udział przy… obu golach strzelonych przez Stal. Pod koniec 1. połowy tak niefortunnie wybił piłkę z pola karnego, że ta trafiła pod nogi Łukasza Furtaka. Defensor Stalówki, niewiele myśląc, kropnął ile sił w nodze, nie dając szans bramkarzowi Niebieskich. W 2. odsłonie Szymański stanął na linii mocnego strzału Damiana Urbana. Futbolówką odbiła się po drodze od głowy obrońcy Ruchu, myląc kompletnie golkipera. Pomocnik Stali miał tego wieczora jeszcze jedną okazję, aby pokonać bramkarza przyjezdnych. W 1. połowie uderzał z rzutu wolnego, ale – dla odmiany – Jakub Szymański popisał się efektowną paradą.

