






W 7. kolejce doszło do starcia dwóch beniaminków Betclic 1. Ligi. W Stalowej Woli zmierzyły się zespoły Stali i Pogoni Siedlce, które we wcześniejszych seriach gier nie potrafiły zdobyć kompletu punktów. Złą passę udało się przerwać drużynie gości, choć do przerwy nic na to nie wskazywało. Po 1. połowie to Stalówka prowadziła i wydawało się, że to ona pokusi się o zainkasowanie trzech punktów. Jednak na 2. odsłonę siedlczanie wyszli odmienieni. Kluczowym momentem okazało się wprowadzenie na boisko Mateusza Majewskiego. Doświadczony napastnik dwukrotnie pokonał bramkarza Stali. Spory udział w wygranej Pogoni mieli też dwaj inni „wiekowi” zawodnicy – Damian Szuprytowski (gol i sytuacja, po której Majewski trafił na 3:1) oraz Cezary Demianiuk (dwie asysty).





























































































9
D. Łącki
3
B. Freilich
18
C. Pchełka
28
O. Bystrek
43
I. Fedejko
33
M. Smyłek
8
Ł. Soszyński


Drużyny Stali i Pogoni (na czerwono) przed meczem 7. kolejki Betclic 1. Ligi. Arbitrem głównym był Szymon Łężny.



Tempo gry w pierwszych minutach, jak na upał, nie było słabe. (…) Stalówka sprawiała kłopoty rywalom atakując swoją prawą stroną. Kapitan Jakub Kowalski uruchamiał niebanalnymi podaniami swoich kolegów z ataku i drugiej linii. Miał też udział przy golu. Po dośrodkowaniu właśnie z prawej strony pogubili się obrońcy Pogoni Siedlce i piłkę przed polem bramkowym mieli gospodarze. Było trochę zamieszania, ale ostatecznie z kilku metrów futbolówkę do siatki wpakował Jakub Banach.





Warunki nie były łatwe. Upał i lejący się żar z nieba nie sprzyjały rywalizacji. I tym razem Stalówka zawiodła mimo tak słabego przeciwnika. Teraz jesteśmy jedyną drużyną, która nie wygrała ani razu.


Swoją cegiełkę do wygranej Pogoni dołożył Damian Szuprytowski. Kapitan siedleckiej drużyny zdobył bramkę na 2:1 dla gości, po precyzyjnym uderzeniu pod poprzeczkę.







Na pewno borykamy się z różnego rodzaju problemami. Zaczynając od tych zdrowotnych, to zbyt wielu zawodników mamy chorych, by móc rzetelnie taki mecz zagrać do samego końca. W dodatku w przerwie Kowalski i Zaucha zgłaszali mi, że źle się czują. W związku z tym, że sytuacja na ławce była, jaka była, poprosiłem ich, by pograli jeszcze tyle, ile mogą. Jeśli chodzi o kwestię sportową, to na pewno mogliśmy więcej wyciągnąć z 1. połowy. Tak nam się wydawało, że musi się ona zakończyć zdecydowanym naszym prowadzeniem, żebyśmy mogli myśleć o punktach. Niestety, było tylko 1:0. Pewnie te dwie, trzy sytuacje można było zakończyć lepiej i wtedy – być może – myśleć o czymś więcej. A tak widać było, że z każdą upływającą minutą, coraz bardziej nas nie ma na boisku, co niestety skończyło się porażką.







Ogromne gratulacje dla zespołu, bo ten mecz – mówiliśmy sobie o nim, że jest za 9 punktów, sportowo za 6, mentalnie za 3 – sprawił, że będziemy rośli mentalnie. Potrzebowaliśmy tego impulsu, tej energii. Myślę, że wiele osób już w nas zwątpiło, ale cieszę się, że większa grupa cały czas nas wspierała, dawała odczuć, że w nas wierzy. My też cały czas wierzyliśmy, bo wiem, jakim zespołem dysponuję, wiem, jakie zawodnicy mają charaktery, że w żadnym meczu nie przeszli obok gry, zawsze dawali z siebie 100 albo 110%. Natomiast jakość tej ligi jest taka, że czasami można zrobić wszystko, a i tak nie zdobywa się punktów. Jestem szczęśliwy, że dzisiaj wracamy z trzema oczkami, z nową energią na kolejny tydzień.




Dla Jakuba Banacha i jego zespołu zaczęło się znakomicie. W 27. minucie kapitan drużyny ze Stalowej Woli dopadł do piłki na piątym metrze i huknął pod poprzeczkę, nie do obrony dla bramkarza Pogoni, Mateusza Pruchniewskiego. Stalówka prowadziła więc 1:0. Jednak w 2. połowie gospodarzom wszystko się posypało, a sprawcą ich nieszczęścia okazał się rezerwowy – Mateusz Majewski. To on doprowadził do remisu w 52. minucie, trafiając do pustej bramki. Jakiś czas później, gdy Pogoń prowadziła już 2:1, jej napastnik bliski był podwyższenia rezultatu, ale przegrał pojedynek z golkiperem Stali, Adamem Wilkiem. W odpowiedzi do wyrównania mógł doprowadzić Banach, ale po jego główce, kapitalną paradą popisał się Pruchniewski. Decydujący cios zadał Majewski, który w doliczonym czasie dobił strzał Damiana Szuprytowskiego (trafił w słupek).

