






Czekając na przełamanie. Zarówno Stal, jak i Kotwica, nie mogły uznać początku sezonu 2024/25 Betclic 1. Ligi za udany. Jednak o ile gospodarze tego spotkania dwukrotnie musieli uznać wyższość rywali, to goście w obu przypadkach dzielili się punktami. Tym razem w końcu doszło do rozstrzygnięcia, z którego całą pewnością nie mogli być zadowoleni podopieczni Ireneusza Pietrzykowskiego. I choć Stal do samego końca walczyła o wyrównanie, w doliczonym czasie nadziała się na kontrę, która ostatecznie przypieczętowała wygraną zespołu Ryszarda Tarasiewicza.





















































































21
M. Mydlarz
11
S. Strózik
16
K. Lelek
18
C. Pchełka
23
J. Švec
70
B. Tomaszewski
9
D. Łącki
22
J. Banach
33
M. Smyłek


Blisko trzy tysiące kibiców na stadionie w Stalowej Woli przed meczem wierzyło w sukces swojej drużyny.







Byliśmy dzisiaj nijacy. Szczególnie w pierwszej połowie był to taki mecz mocno uśpiony. W zasadzie ani jeden ani drugi zespół nie zaproponował nic ciekawego w ofensywie, ale przegrywaliśmy 0:1. W drugiej połowie, po zmianach mieliśmy lepszy fragment gry, więcej działo się pod bramką przeciwnika, ale tych lepszych momentów nie potrafiliśmy przełożyć na bramki. Trzy mecze, mamy zero punktów. Nie tak wyobrażaliśmy sobie początek ligi.







Potwierdziło się to, co mówiłem moim piłkarzom przed meczem, że Stal to bardzo niebezpieczny zespół. Szczególnie w sektorze ofensywnym wybiegany, ruchliwy, dynamiczny. Także musieliśmy być przez całe spotkanie bardzo skoncentrowani. Słyszałem, że byliśmy faworytem, ale mecz nie był przez cały czas pod naszą kontrolą. Dlatego cieszymy się z pierwszej wygranej jako beniaminek na tym szczeblu.






Kiedy kapitan Stali zaczynał swoją seniorską przygodę z futbolem, na polskich ligowych boiskach rywalizował jeszcze Maciej Bykowski – ojciec Marcela. Teraz blisko 37-letni defensywny zawodnik gospodarzy miał okazję zmierzyć się z niespełna 20-letnim rywalem i patrząc na wynik, z tej potyczki nie wyszedł zwycięsko. Dla urodzonego w Atenach (w 2004 roku Maciej był zawodnikiem Panathinaikosu) piłkarza gości spotkanie w Stalowej Woli było wyjątkowe, ponieważ pierwszy raz strzelił gola dla Kotwicy, do której dołączył na początku rundy wiosennej poprzedniego sezonu.



Nie chciałbym żebyśmy mówili, że w drugiej lidze zaczęliśmy podobnie, a później szło. Musimy wziąć się w garść. To jest moja rola, rady drużyny i starszych zawodników. Ale też nie możemy tak funkcjonować. Zawodnicy, jeżeli tutaj są, mają prezentować poziom pierwszoligowy, brać na siebie ciężar i się nie bać. Musimy być bardzo odpowiedzialni za piłkę. Nie możemy sobie pozwalać na takie straty w środku pola, po których przeciwnicy nas kontrują.





















Debiut nieudany. Oczywiście jestem szczęśliwy, że było mi dane zagrać i zadebiutować w lidze, no ale niestety. Ta zmiana nie przyniosła nic w naszej grze i przegrywamy kolejny mecz, chociaż chyba nie mogę mieć do siebie pretensji o te stracone bramki. Kotwica była konkretniejsza. My przy odrobinie szczęścia, przy większej koncentracji w polu karnym mogliśmy ich „ukąsić”. Ale jak się okazało, był to niestety mecz do jednej bramki. Kotwica się potem cofnęła, my biliśmy trochę głową w mur, a na końcu dostaliśmy drugiego gola, który przesądził o losach meczu.



