






Jeśli którąś z drużyn wymieniano w gronie pozytywnych zaskoczeń początku sezonu 2024/25 w Betclic 1. Lidze, to była nią Stal. Zespół trenera Marka Zuba grał nie tylko ładną dla oka piłkę, ale był przy tym skuteczny. W 5. kolejce o jego sile przekonał się boleśnie spadkowicz z PKO BP Ekstraklasy. Gospodarze wbili ekipie z Wielkopolski aż cztery gole, z czego dwa strzelił lider rzeszowian – Sébastien Thill. Szczególnej urody było zwłaszcza drugie trafienie Luksemburczyka. Warciarze próbowali zdobyć honorową bramkę, ale na ich drodze stawał albo bramkarz Krzysztof Bąkowski, albo… słupek. Po pięciu seriach gier Stal miała na koncie 12 punktów, poznaniacy o osiem mniej.





























































































27
C. Peña
12
J. Raciniewski
45
K. Paśko
18
K. Wachowiak
91
P. Oleksy
9
T. Bała
21
S. Kądziołka
51
A. Gaża
53
I. Postupalski



W Grodzisku Wielkopolskim Warta zmogła Stal ze Stalowej Woli 1:0, ale w sobotę boleśnie przekonała się, że Stal Stali nierówna. Ta z Rzeszowa rozegrała jeden z najlepszych meczów w ostatnim czasie i poznaniacy powinni się cieszyć, że nie stracili z pół tuzina goli, albo i więcej.


Drużyny Stali (białe stroje) i Warty wychodzą na murawę wyprowadzane przez swoich kapitanów oraz trójkę sędziowską. Zawody jako główny poprowadził Jacek Małyszek (w środku).



Po pierwszym kwadransie wydawało się że będzie to wyrównany mecz. Jednak od 18. minuty dominacja Stali była bezdyskusyjna, a ostateczne zwycięstwo 4:0 – zasłużone. Stali wychodziło w tym meczu wszystko i w zasadzie przez cały czas kontrolowała jego przebieg. Ten mecz pokazał, że drużyna Piotra Jacka, choć stara się walczyć, to ma przed sobą jeszcze dużo pracy.


Strzelanie rozpoczął tego dnia Andreja Prokić (przy piłce). Było to drugie spotkanie z rzędu, w którym kapitan Stali trafiał do siatki jako pierwszy. W 4. kolejce dokonał tej sztuki w meczu z Kotwicą w Kołobrzegu.



Piłkarze Marka Zuba nie mieli w sobotni wieczór litości dla zawodników Warty Poznań i bezdyskusyjnie okazali się lepszą drużyną. Stalowcy wbili rywalom cztery gole i zachwycali swoją postawą na boisku. (…) O ile jeszcze w pierwszej połowie Stal świadomie cofała się na własną połowę, o tyle w drugich 45 minutach w większości koncentrowała się na grze bliżej bramki przeciwnika.





Wielka niewiadoma – takimi słowami określiliśmy Stal Rzeszów przed rozpoczęciem rozgrywek w pierwszoligowym Skarbie Kibica „Przeglądu Sportowego”. Trudno było prognozować, na co faktycznie stać zespół ze stolicy Podkarpacia, ale chyba najwięksi optymiści wśród kibiców ZKS nie spodziewali się, że ich ulubieńcy po pięciu rozegranych spotkaniach będą mieć na koncie aż 12 punktów.


W 90. minucie Rafał Adamski strzelił honorowego gola dla Warty. Tak przynajmniej wszystkim się wydawało. Jednak wtedy do akcji wkroczył VAR, który anulował bramkę, dopatrując się pozycji spalonej któregoś z piłkarzy z Poznania.







Graliśmy z naszego punktu widzenia bardzo ważny mecz. Pomimo że wynik jest oczywisty, przed meczem wcale tak to nie wyglądało. Byliśmy pełni wątpliwości, czego należy się spodziewać po drużynie gości. Natomiast okazało się, że byliśmy w stanie zdominować to wszystko, co się działo na boisku. W wielu sytuacjach, w których Warta była pod naszą bramką i miała okazję do oddania strzału, nawet do zdobycia bramki, to były sytuacje, na które byliśmy przygotowani, ale w których do końca nie byliśmy dobrze skoncentrowani. Szczególnie w momentach, kiedy mieliśmy już zdecydowane prowadzenie, brakowało nam podejścia, jakie powinno charakteryzować broniących w danym momencie, kiedy wynik jest zupełnie inny. Nie możemy sobie pozwalać na takie chwile rozluźnienia, bo to właśnie w takich momentach drużyna może pokazać, że jest rzeczywiście dobrą drużyną. Sztuka polega na tym, aby zachowywać koncentrację nie tylko wtedy, kiedy wszystko idzie dobrze, ale również wtedy, gdy trzeba być cały czas skupionym na celu, na zadaniu, bez względu na wynik czy moment spotkania.







Stal nas zdominowała, zwyciężyła zasłużenie. W pierwszej jedenastce z Rzeszowa wyszło czterech młodzieżowców. Wydawać by się mogło, że strona, gdzie są młodzi piłkarze, będzie trochę słabsza w obronie, ale tak nie było. Olbrzymi szacunek dla tego, co tu robicie, bo ci młodzi chłopcy byli pewni siebie, pewnie grali. Nie było widać strachu, nie było niedokładności. I tym właśnie elementem ci bardzo młodzi przewyższali niektórych moich piłkarzy, którzy jeszcze są w dość pozytywnym wieku, ale było za dużo nerwowości w ich działaniu.




Luksemburczyk był najjaśniejszą postacią meczu. Zasłużenie zebrał najwyższe noty za swój występ. Spotkanie z Wartą kończył z dwoma golami. Pierwszy padł po strzale z rzutu karnego. Wprawdzie bramkarz gości, Jędrzej Grobelny, wyczuł intencje strzelca, ale nie zdołał dosięgnąć piłki. Drugie trafienie Sébastiena Thilla to majstersztyk. Pomocnikowi rzeszowian podawał Patryk Warczak, a Luksemburczyk huknął nie do obrony, tuż pod poprzeczkę. Gol – stadiony świata! Żartobliwie można powiedzieć, że poznaniacy przeżyli w stolicy Podkarpacia istny Th(r)ill(er). Warciarze próbowali się odgryzać, ale nic im nie wychodziło. Sam Maciej Firlej miał przynajmniej dwie bardzo dobre okazje, by pokonać bramkarza gospodarzy. Za pierwszym razem jego strzał, do spółki ze słupkiem, obronił Krzysztof Bąkowski. W drugim przypadku golkiper Stali poradził sobie z uderzeniem Firleja z rzutu wolnego.



