






W Rzeszowie Żurawie omal nie utonęły w… Odrze. Oczywiście nie z geograficznego punktu widzenia, bo to byłoby niemożliwe. Ale już z piłkarskiego, takie historie zdarzyć się mogą, jeżeli weźmiemy pod uwagę przydomek jednej z drużyn oraz nazwę drugiej. W 7. kolejce Betclic 1. Ligi notująca udany start w rozgrywkach 2024/25 Stal bliska była porażki z dołującą drużyną z Opola. Gospodarze dwukrotnie zmuszeni byli gonić wynik. Na gola Edvina Muratovicia zdołał odpowiedzieć Andreja Prokić, który w ten sposób uczcił jubileusz dwustu meczów w rzeszowskim klubie. Gdy na początku 2. połowy do siatki trafił Jiří Piroch, piłkarze Stali potrzebowali aż pół godziny, aby ponownie doprowadzić do remisu. Punkt udało im się uratować dzięki bramce rezerwowego Tomasza Bały.


































































































27
C. Peña
12
J. Raciniewski
48
K. Plichta
91
P. Oleksy
9
T. Bała
21
S. Kądziołka
51
A. Gaża
39
M. Kaczor
53
I. Postupalski



Drużyna Marka Zuba była faworytem, ale ostatecznie mogła być zadowolona nawet z punktu. To dlatego, że Stal dwukrotnie odrabiała stratę do przeciwnika. Za ustalenie wyniku odpowiadał Tomasz Bała zaledwie minutę po wejściu z ławki rezerwowych na boisko.


Drużyny Odry (z lewej) i Stali oraz trójka sędziowska, na czele z arbitrem głównym – Damianem Sylwestrzakiem (z piłką).



Odra przyjechała nad Wisłok przede wszystkim z zamysłem dobrej organizacji gry w defensywie. Przyjezdni mocno zagęścili środek pola, grali zwarcie w obronie, ustawiając się w niskim pressingu, wobec czego przed bramką Artura Halucha biało-niebiescy nie mieli zbyt wiele miejsca. Goście oprócz konkretnych planów w bloku obronnym wiedzieli jak zadać cios faworyzowanej ekipie gospodarzy.


Przed rozpoczęciem spotkania miała miejsce miła uroczystość. Z okazji 200 meczów w barwach rzeszowskiego klubu, kapitan Stali Andreja Prokić otrzymał od dyrektora sportowego Jarosława Fojuta pamiątkową koszulkę. Gwoli ścisłości, dwusetne spotkanie „Proki” rozegrał w 5. kolejce, w starciu z Wartą Poznań (4:0), które odbyło się w Rzeszowie.









To kolejna lekcja, o której nie da się przeczytać w książce. Po prostu to trzeba przeżyć i umieć się znaleźć w takiej sytuacji. Mimo straconych punktów jestem bardzo zadowolony z postawy chłopaków. Można powiedzieć, że pierwszy raz w tej rundzie znaleźliśmy się w roli faworyta, dlatego, że tak chciał grać ten mecz przeciwnik. Nasza drużyna zebrała niesamowite doświadczenie, bo Odra pokazała futbol w jakimś stopniu skuteczny, ale, który często można spotkać. To jest niesamowite doświadczenie, w jaki sposób przeciwnik przyjechał przetrwać i wywieźć punkty. Próbował wykorzystać wszystko, co się dzieje na boisku, a nie jest związane z grą. Musieliśmy się do tego przystosować, tym bardziej że dwukrotnie traciliśmy bramki.







Przyjechaliśmy do zespołu rozpędzonego, który ostatnio pokonywał rywali z łatwością, więc normalnie bylibyśmy z remisu zadowoleni. Mamy jednak pewien niedosyt. Dwa razy prowadziliśmy i żałuję, że nie udało się wygrać. Stal miała wcześniej lepsze okazje do strzelenia goli, a zdobyła je z sytuacji, które mogliśmy wybronić. Mieliśmy na uwadze też to, że posiadamy wyższy zespół i nastawiliśmy się na to, aby to wykorzystać przy dobrze wykonanych stałych fragmentach gry. I tak zdobyliśmy dwie bramki, co mnie cieszy. Cóż, żałujemy, że nie zdobyliśmy trzech punktów, ale szanujemy ten jeden, wywalczony na bardzo ciężkim terenie.


W jaki sposób najlepiej uczcić jubileusz, jeśli jest się piłkarzem? Odpowiedź jest oczywista – strzeleniem gola. Tak też uczynił kapitan Stali, Andreja Prokić.







Mieli swój plan na ten mecz. Wiedzieli, że byliśmy rozpędzeni, więc w ogóle nie wchodzili z nami w jakąś wymianę ciosów. Po prostu czekali na swoje momenty. No i dwa razy przegrywaliśmy, ale doprowadziliśmy do remisu. I myślę, że może z jednej strony traciliśmy dwa punkty, ale ten punkt też szanujemy.




Z różnych powodów obu piłkarzy można określić powyższym mianem. Należy jednak zaznaczyć, że chodzi o to konkretne spotkanie. Tomasz Bała ponownie rozpoczął mecz na ławce rezerwowych. Gdy wynik był niekorzystny dla Stali, trener Marek Zub posłał go na boisko (za Andreję Prokicia) na ostatnie 9 minut. Wybór okazał się słuszny, bowiem chwilę po wejściu na murawę, Bała trafił do siatki. Było 2:2. Niedługo potem napastnik Żurawi mógł jeszcze raz pokonać bramkarza Artura Halucha, ale ten wykazał się refleksem.
Przypadek Adriana Łyszczarza jest nieco inny. On sam nie wpisał się na listę strzelców, choć miał ku temu okazje. Jego dwa uderzenia z rzutów wolnych wybronił Krzysztof Bąkowski, a po bombie z dystansu, piłka o centymetry minęła poprzeczkę. Łyszczarz przyczynił się natomiast do zdobycia przez Odrę punktu na trudnym terenie. W 13. minucie zaliczył asystę, idealnie centrując piłkę z rzutu wolnego, wprost na głowę Edvina Muratovicia. Po przerwie zaś to Łyszczarz dośrodkował z kornera, futbolówkę zgrał jeszcze po drodze Wojciech Błyszko, a w bramce umieścił ją Jiří Piroch.

