






To nie była nadmierna pewność siebie. Mimo, że to Miedź była jednym z głównych kandydatów do awansu do PKO BP Ekstraklasy, przed meczem w Rzeszowie to trener Stali – Marek Zub zapewniał, że to jego podopieczni są faworytami. I jak pokazało boisko, nie pomylił się. To gospodarze przez większość rozgrywanego w sierpniowe południe spotkania dyktowali warunki na murawie, ale długo nie byli w stanie udokumentować swojej przewagi. Upragnionego gola, a w konsekwencji komplet punktów, dał Rzeszowianom rezerwowy. Jokerem w talii trenera okazał się Kolumbijczyk César Peña.






















































































18
K. Wachowiak
9
T. Bała
44
B. Piotrowski
27
C. Peña
12
J. Raciniewski
45
K. Paśko
91
P. Oleksy
51
A. Gaża
39
M. Kaczor


W Rzeszowie, tak jak na pozostałych stadionach Betclic 1. Ligi w tej kolejce, uczczono pamięć bohaterów Powstania Warszawskiego.







Zgodnie z moją zapowiedzią, że będziemy faworytem w tym meczu, tak rzeczywiście było. Myślę, że to było bardzo dobre spotkanie w naszym wykonaniu. Szkoda, że straciliśmy kontrolę nad meczem w ostatnich minutach, mimo że mieliśmy przewagę na boisku. Ta przysłowiowa wisienka z tortu niepotrzebnie nam spadła, bo mogliśmy zakończyć to spotkanie jeszcze przyjemniej.







Z przebiegu gry, zwłaszcza pierwsza połowa to pokazała, przegraliśmy zasłużenie. Tak słabo nie zagraliśmy ani w żadnym sparingu, ani w lidze. Nakręcaliśmy przeciwnika stratami. Odległości między nami w pierwszej połowie były zbyt duże. Wolicjonalność też musi być na wyższym poziomie. Zaczęliśmy grać dopiero, gdy straciliśmy bramkę. To za późno.








Spotkania piłkarskie czasem niosą ze sobą zdarzenia charakterystyczne nie tylko dla tej dyscypliny. Podczas meczu w Rzeszowie koneserów futbolu z pewnością zadowolił César Peña. Rezerwowy Kolumbijczyk idealnie odnalazł się w polu karnym gości przy rzucie rożnym i pewnym uderzeniem głową pokonał bezradnego Jakuba Wrąbla. Jeśli jednak na trybunach pojawili się kibice, którzy bardziej preferują sporty walki, również nie mogli czuć się rozczarowani. W końcówce bowiem Bartosz Kwiecień popisał się spektakularnym obaleniem rywala, znanym bardziej z zapaśniczych mat, za co arbiter „nagrodził” go drugą żółtą kartką.







Zagraliśmy bardzo słabo, szczególnie w pierwszych 45 minutach. Dopiero w końcówce nasza gra się poprawiła, ale to nie wystarczyło żeby zwyciężyć czy nawet zdobyć bramkę. Musimy wziąć odpowiedzialność za wynik. Mamy kolejne spotkanie i musimy zaprezentować się znacznie lepiej. Mieliśmy minimum trzy dogodne okazje w końcówce, ale dzisiaj piłka po prostu nie chciała wpaść do siatki. Powinniśmy grać zdecydowanie bardziej ofensywnie i agresywnie. Dzisiaj rywale zostawiali nam sporo przestrzeni za linią obrony, ale nie byliśmy w stanie tego wykorzystać.



















Trzy punkty, na zero z tyłu, kolejny mecz z mocnym przeciwnikiem. Fajny prezent ze strony sportowej. Bardzo się cieszę. Jak zobaczymy ostatnie mecze Stali Rzeszów w końcówce poprzedniego sezonu i na początku tego, to trener ma racje, wskazując na nas jako faworyta. Byliśmy w formie na koniec, stabilność składu została zachowana, nie było takich zmian jak w poprzednich rozgrywkach. Każdy patrzy na nas przez pryzmat tego, że u nas w kadrze jest dużo młodzieży, ale wyniki i gra pokazują naszą jakość.



