






W 14. kolejce Betclic 1. Ligi piłkarze Stali i ŁKS-u uraczyli kibiców bardzo emocjonującym widowiskiem. Na stadionie w Rzeszowie padło aż sześć bramek, ale ku rozpaczy sympatyków gospodarzy, cztery z nich były autorstwa gości z Łodzi. Dla ełkaesiaków zwycięstwo nad drużyną popularnych Żurawi miało wymiar szczególny. 26 października 2024 r. Rycerze Wiosny świętowali 66. rocznicę zdobycia pierwszego w historii mistrzostwa Polski. Do wygranej na Podkarpaciu poprowadził Łodzian Stefan Feiertag, który strzelił dwa gole i zaliczył asystę.

































































































9
T. Bała
44
B. Piotrowski
53
I. Postupalski
27
C. Peña
52
F. Blejwas
12
J. Raciniewski
45
K. Paśko
4
M. Synoś
51
A. Gaża
►UWAGA! W 33. minucie żółtą kartką ukarany został Łukasz Włodarek, II trener ŁKS-u, a w 88. Michał Zapart, trener bramkarzy łódzkiego klubu. Powodem była krytyka orzeczeń sędziego. Napomnienia nie są wliczone do pomeczowych statystyk.



Przerwa na reprezentację nie posłużyła stalowcom. Grali drugi mecz z rzędu ze spadkowiczem i po raz pierwszy w sezonie przegrali drugi raz z kolei. Strata kolejnych punktów spowodowała, że po blisko trzech miesiącach biało-niebiescy wypadli w szóstki.
Drużyny Stali (białe stroje) i ŁKS-u wychodzą na boisko, aby rozegrać spotkanie 14. kolejki Betclic 1. Ligi. Na pierwszym planie trójka piłkarzy zespołu z Łodzi (od lewej): Łukasz Wiech, Levent Gülen i Mateusz Kupczak. Z tyłu dwaj zawodnicy rzeszowskiej ekipy (od lewej): Kamil Kościelny (zdobywca bramki na 1:1) oraz Sébastien Thill.



48 lat kibice ŁKS Łódź czekali na ligowe zwycięstwo swoich ulubieńców ze Stalą w Rzeszowie. W końcu się udało!









W wielu momentach kluczowych tego meczu ŁKS pokazywał doświadczenie i umiejętności piłkarskie. Kolejny mecz w naszym wykonaniu, w którym nasza mało doświadczona drużyna w tych aspektach zdecydowanie przegrywała. Na pewno błędy indywidualne miały wpływ na wynik. ŁKS pokazał nam obszary, nad którymi musimy pracować. To dla nas duża lekcja.







Niczym nas ten mecz nie zaskoczył, wyglądał tak, jak przypuszczaliśmy. Pierwszą połowę powinniśmy wygrać wyżej niż 1:0. Zabrakło jednak skuteczności. W Rzeszowie nie gra się łatwo, dlatego gratuluję zespołowi zdobycia trzech punktów. To był ciężki bój i wydaje mi się, że dobrze się go oglądało. Dużo faz przejściowych, dużo sytuacji strzeleckich. Myślę, że stworzyliśmy ich więcej od rywala. Mamy nad czym pracować, bo nasze zachowania przy stracie bramek nie były idealne.




Piłkarz będący zmiennikiem musi cieszyć się zaufaniem trenera, aby ten – w newralgicznym momencie – postawił właśnie na niego, posyłając go na boisko z ławki rezerwowych. Tak było w przypadku obu zawodników. Jako pierwszy na murawie zameldował się Antoni Młynarczyk. Młodzieżowiec nie potrzebował zbyt wiele czasu, aby zaznaczyć swą obecność na placu gry. Wystarczyło jedno dotknięcie piłki, aby ta znalazła drogę do bramki Stali Rzeszów. Ełkaesiak wykorzystał błąd Kamila Kościelnego, blokując jego podanie do kolegi, położył bramkarza i posłał futbolówkę do siatki. W tym momencie było 3:1 dla ŁKS-u. Gospodarze odpowiedzieli kontaktowym golem innego zmiennika – Benedykta Piotrowskiego. Kibice na trybunach mogli odczuć swego rodzaju déjà vu, bo pomocnik rzeszowskiego klubu – podobnie jak Młynarczyk – trafił do bramki chwilę po wejściu na boisko. Piotrowski strzelił gola z bliskiej odległości – dostawiając jedynie nogę do wrzuconej w pole karne piłki.



Ależ to był mecz! ŁKS Łódź pokonał na wyjeździe Stal Rzeszów 4:2. Dawno nie było tak widowiskowych zawodów w wykonaniu łodzian. Nie brakowało nie tylko emocji, ale też dobrej gry i wyśmienitych zagrań.

