






„Gdyby przepisy piłkarskie przewidywały premie za samą przewagę i łatwość w kreowaniu sytuacji pod bramką rywala, Śląsk Wrocław w czwartek zmiótłby Lokomotiw Sofia z boiska. Niestety, liczą się strzelone gole, a wrocławianie z uporem godnym lepszej sprawy marnowali okazje bramkowe jak leci. A że piłkarze z Bułgarii też nie mieli wielkiej ochoty do gry ofensywnej, mecz zakończył się bezbramkowym remisem” – tak relację z tego spotkania zaczął Łukasz Maślanka z portalu tuwrocław.com. Rozczarowanie było duże, bo gospodarze – po wyeliminowaniu solidnego przeciwnika, czyli szkockiego Dundee United – uchodzili za zdecydowanego faworyta w starciu z ekipą z Bałkanów. Plan zakładał, że już w pierwszym meczu Wojskowi wypracują sobie taką zaliczkę, że rewanż będzie czystą formalnością. Nic z tego nie wyszło. „Im strzelać nie kazano” – żartowali, parafrazując wieszcza, kibice wychodzący ze stadionu przy Oporowskiej.







































































9
M. Gancarczyk
7
S. Dudek
18
J. Voskamp


Orest Lenczyk, a za nim trybuna główna stadionu przy Oporowskiej. Znakomity szkoleniowiec dwukrotnie w karierze był trenerem Śląska – po raz pierwszy w latach 1979-1980. Do Wrocławia wrócił... po trzech dekadach.



Problemem dla gospodarzy było niedopuszczenie przez UEFA sprzedaży biletów na trybuny za bramkami, które zostały uznane przez europejską federację za trybunę tymczasową. Śląsk nie mógł pogodzić się z tą decyzją, gdyż przez to sprzedał o 1,5 tysiąca biletów mniej, co w sumie dało stratę na poziomie 80 tysięcy złotych. Działacze klubu zachodzili w głowę, dlaczego UEFA teraz uznała dwie trybuny za tymczasowe, a nie miała do nich zastrzeżeń zarówno przed niedawnym meczem z Dundee, jak i w lipcu 2008 roku przed spotkaniem eliminacyjnym MŚ ze Słowenią. Tym większa to strata, że bilety w cenie od 50 do 90 złotych rozeszły się jak świeże bułeczki, a chętnych na obejrzenie meczu z Lokomotiwem było o wiele więcej.





Przed końcem pierwszej połowy do głosu zaczęli dochodzić piłkarze czwartej drużyny ligi bułgarskiej. Lokomotiw zaczął dłużej utrzymywać się przy piłce i powoli budował swoje akcje. W pewnym momencie zaspała obrona Śląska, a z linii pola karnego groźnie uderzył Iskren Pisarow. Marián Kelemen nie dał się zaskoczyć. Chociaż oba zespoły do końca pierwszej połowy stworzyły sobie kilka podbramkowych okazji, kibice żadnego gola nie zobaczyli.



Dziwny to był mecz. Przed pierwszym gwizdkiem wiele mówiło się o tym, że Bułgarzy zagrają we Wrocławiu zupełnie inaczej niż wyeliminowane wcześniej Dundee United. I zagrali, bo na zero z tyłu, ale nie zaprezentowali niczego ciekawego. Momentami bronili się na swojej połowie całą drużyną, a mimo to Śląsk mógł wygrać 3 lub 4:0, i nikt nie miałby do gości pretensji. W skali 1-10, wrocławianie razili nieskutecznością na 11.


„Już w 10. minucie na bramkę gości samotnie pomknął Celeban. Jednak zamiast strzelić po ziemi tuż przy słupku, ustawiony na prawej obronie zawodnik niepotrzebnie podawał gorzej ustawionemu Ćwielongowi, który z kilkunastu metrów trafił wprost w bramkarza. (...) W drugiej części gry nadal dominowali gospodarze, a Marián Kelemen był właściwie bezrobotny. O pomstę do nieba woła nieskuteczność Ćwielonga, który w 51. minucie po podaniu Soboty nie trafił do pustej bramki z trzech metrów. Kilka minut później Ćwielong miał kolejną dogodną okazję, ale gdy znalazł się sam przed golkiperem Lokomotiwu – zamiast strzelać, fatalnie wycofał piłkę” – zrecenzowała jego występ redakcja „Piłki Nożnej”. Trener Orest Lenczyk był bardziej kategoryczny. Widząc nieudane poczynania skrzydłowego zdjął go z boiska w drugiej połowie, a podczas rewanżu w Sofii nie wpuścił na murawę nawet na minutę.


Jedyny spośród zawodników Lokomotiwu, który miał za sobą występy w polskiej ekstraklasie. Choć może to za dużo powiedziane, bo Dobrew rozegrał w niej tylko 8 meczów – jako piłkarz Lecha, wiosną 2007 roku. Do tego dołożył pięć spotkań w Pucharze Ekstraklasy i jedno w Pucharze Polski. Orędownikiem jego sprowadzenia do Poznania był ówczesny trener Kolejorza, Franciszek Smuda, który tak go zachwalał: „Jest to dość uniwersalny piłkarz, bo może grać zarówno na lewej pomocy, jak i lewej obronie. Wcześniej już mieliśmy okazję go oglądać na kasetach, więc znamy jego wartość”. Okazało się jednak, że jest coś takiego, jak prawda czasu i prawa ekranu. Na żywo Dobrew nie był tak dobry. „Gdyby nie fakt, że Bułgar był do Poznania tylko wypożyczony, spokojnie można by dopisać go do listy najbardziej nieudanych transferów Lecha w ostatnich latach” – takie miejsce w swoim rankingu z 2014 roku przyznał mu Wojciech Maćczak z portalu gol24.pl.



Wrocławianie przez większość spotkania posiadali przewagę optyczną, stwarzali liczne sytuacje podbramkowe, ale nie potrafili zamienić tego na gola. Również stałe fragmenty gry, które były znakiem firmowym drużyny prowadzonej przez „Oro Profesoro”, tym razem nie przynosiły żadnych efektów. W 80. minucie znakomitą okazję wypracowali sobie gospodarze. Składną kombinacyjną akcję zakończył Waldemar Sobota, lecz bramkarz stołecznej drużyny z Bułgarii nie miał najmniejszych problemów z wyłapaniem uderzenia. To była zdecydowanie najgroźniejsza sytuacja Śląska w tym spotkaniu.







Pomocnik Mateusz Cetnarski błąkał się po boisku, Rokowi Elsnerowi mecz się nie udał, a po kilku akcjach Piotra Ćwielonga już wiadomo, dlaczego nie chciała go Wisła. Zmarnował co najmniej trzy dobre okazje. Cristian Díaz tym razem oddał jeden strzał, i to niecelny. Zastępujący go Johan Voskamp nie powtórzył akcji z debiutu przeciw Dundee i też wtopił się w szarość. Trudno nawet powiedzieć, że Śląsk grał źle. Próbował ataków na rozmaite sposoby – górą, dołem, ze skrzydeł, ze środka. Bez efektu. Skuteczność fatalna. Wrocławianie pudłowali niemiłosiernie.












► 820. mecz polskiego klubu w europejskich pucharach
► 41. mecz klubu z Polski w Lidze Europy
► 20. remis polskiego klubu w 1/128 finału europejskich pucharów
► 10. mecz polskiego klubu w Lidze Europy bez zdobytej bramki
► 31. mecz Śląska Wrocław w europejskich pucharach
► 12. mecz polskiego klubu (na 13 wszystkich) w 1/128 finału LE bez zwycięstwa; jedyna wygrana to wyjazdowe 6:1 Lecha Poznań z norweskim Fredrikstad FK w sezonie 2009/10
► 11. mecz polskiego klubu w LE na własnym boisku bez zwycięstwa
► 290. mecz polskiego klubu w europejskich pucharach na własnym boisku bez porażki
► 90. remis polskiego klubu w europejskich pucharach na własnym boisku
► 10. mecz Śląska Wrocław w europejskich pucharach bez straconej bramki
► Pierwszy mecz polskiego klubu w 1/128 finału LE bez straconej bramki, a zarazem pierwszy bezbramkowy remis
► Pierwszy bezbramkowy remis polskiego klubu w 1/128 finału europejskich pucharów na własnym boisku
► Pierwszy mecz Śląska Wrocław w 1/128 finału europejskich pucharów
► 20. mecz Śląska Wrocław w europejskich pucharach bez wygranej i 20. bez porażki
► 10. mecz Śląska Wrocław w europejskich pucharach na własnym boisku bez zwycięstwa
► Siódmy mecz polskiego klubu w 1/128 finału LE na własnym boisku i siódmy bez wygranej
► Trzeci mecz Śląska Wrocław w Lidze Europy i pierwszy remis