






Starcie z byłym klubem to zawsze dodatkowy smaczek – tak dla piłkarza, jak i trenera. W 14. kolejce doszło do takiego sentymentalnego spotkania. Szkoleniowiec Ruchu Dawid Szulczek sezon wcześniej prowadził drużynę Warty w PKO BP Ekstraklasie, z którą ostatecznie spadł do Betclic 1. Ligi. Pod koniec sierpnia 2024 r. został wybrany na trenera Niebieskich. W bezpośredniej konfrontacji z byłą ekipą jego nowy zespół okazał się lepszy o jedno trafienie. A skoro mowa o golach, to warto też wspomnieć, że bramkę dla gości z Poznania zdobył Kacper Michalski, który w latach 2022-24 bronił barw… Ruchu.




































































































13
Ł. Moneta
26
Ł. Góra
95
D. Szczepan
11
J. Myszor
38
S. Karasiński
77
W. Łaski
19
K. Lipiński
1
J. Szymański
14
J. Delgado Nono



Szkoleniowiec Warty Poznań, Piotr Klepczarek zdecydował się przed spotkaniem z Ruchem Chorzów na 3 zmiany względem ostatniego ligowego spotkania z Kotwicą w Kołobrzegu. Między słupki wrócił Jędrzej Grobelny. Do wyjściowej jedenastki w miejsce Tomasza Wojcinowicza wskoczył Jakub Bartkowski. A Shuna Shibatę, którego zabrakło w kadrze meczowej, zastąpił Filip Waluś. Do Chorzowa nie pojechał także doświadczony Szymon Pawłowski.
Tylko jednej, i w dodatku wymuszonej korekty w składzie, w porównaniu z poprzednim meczem dokonał trener Niebieskich, Dawid Szulczek. Zawieszonego za kartki Denisa Venturę zastąpił Mateusz Szwoch. Co ciekawe, w wyjściowym składzie Ruchu Chorzów znalazło się dwóch zawodników, którzy w zeszłym sezonie reprezentowali Wartę Poznań. Mowa o Mohamedzie Mezghranim oraz Filipie Borowskim, którzy w ubiegłej kampanii ligowej zanotowali kolejno 12 i 27 występów w barwach klubu z Poznania.


Drużyny Ruchu (na niebiesko) i Warty wychodzą na murawę Stadionu Śląskiego. Na trybunach chorzowskiego giganta zasiadło tego wieczora 10744 widzów.



Warta wcale nie była zespołem gorszym od gospodarzy, szczególnie w drugiej połowie spotkania. O przegranej przesądził jednak chyba brak koncentracji.


Kapitanowie obu zespołów – Maciej Sadlok z Ruchu (z prawej) i Jakub Kiełb z Warty – w towarzystwie trójki sędziowskiej. Spotkanie jako główny poprowadził arbiter Patryk Gryckiewicz.



Szulczek pokonał Wartę w sentymentalnym spotkaniu, bo właśnie ten zespół 88 razy poprowadził w najwyższej klasie rozgrywkowej w latach 2021-24. Prowadzeni przez niego Zieloni, mimo gościnnych występów w Grodzisku Wielkopolskim, wypracowali sobie charakterystyczny, niewygodny niemal dla każdego ligowego rywala styl, co pomogło wypromować się ambitnemu szkoleniowcowi na krajowym podwórku.









Cieszymy się, że wygraliśmy mecz. W drużynie jest taka dobra energia. Widać na boisku, że walczymy o każdy centymetr. Mamy świadomość, że musimy mieć jeszcze więcej kontroli i momentów, kiedy gramy dobrze. Dzisiaj było trochę nerwowo. Warta to drużyna, która napsuła sporo krwi niejednemu w ekstraklasie i teraz w 1. lidze. W ostatnich tygodniach wygrała w Płocku w Pucharze Polski, w Krakowie z Wisłą, odniosła zwycięstwo w Kołobrzegu. To nie są łatwe tereny. Doceniam to, w jaki sposób wyszarpaliśmy te 3 punkty po golu Maćka Sadloka, dla którego to było trudne spotkanie, patrząc na to, jak wiele pojedynków musiał stoczyć. Było dużo dobrych rzeczy, mecz był wyrównany, ale w samym polu karnym byliśmy trochę bardziej pazerni.







Wiedzieliśmy, gdzie przyjeżdżamy – na bardzo trudny teren, do silnego zespołu, bardzo dobrze zorganizowanego, który bardzo często niosą kibice. Źle się to dla nas zaczęło, źle weszliśmy w mecz. Utrudniła nam zadanie praktycznie pierwsza sytuacja, wydawało się niegroźna, bo strukturalnie mieliśmy wszystko na dobrym poziomie, ale zabrakło decyzji. Zaczęliśmy ze sztabem reagować, dokonaliśmy pierwszej zmiany już w przerwie. Dało to taki efekt, że byliśmy w wyrównanym posiadaniu piłki, doszliśmy do 2-3 groźnych sytuacji w polu karnym, ale najważniejsza statystyka się dla nas nie zgadza. Celem było zwycięstwo, a przegrywamy po bardzo wyrównanym meczu, który mógł się podobać kibicom.




Życie piłkarza i trenera układa się czasami tak, że jednego dnia reprezentujesz barwy klubu X, by za chwilę znaleźć się w zespole Y. Tak było nie tylko w przypadku Dawida Szulczka, ówczesnego szkoleniowca Ruchu, ale również w przypadku Kacpra Michalskiego. O ile pomocnik Wart mógł czuć sentyment do drużyny z Chorzowa, w której występował przez dwa sezony, to na boisku nie zamierzał dawać jej taryfy ulgowej. Dowodem była bramka zdobyta w 61. minucie. Nie dała ona jednak choćby punktu Warcie, bo chwilę później do siatki trafił Maciej Sadlok. Znacznie wcześniej, po zaledwie pięciu minutach od rozpoczęcia spotkania, gola głową strzelił Soma Novothny. To drugie z rzędu spotkanie, w którym Węgier wpisał się na listę strzelców.



Po trzeciej wygranej z rzędu Ruch Chorzów zbliżył się do strefy barażowej i wydaje się, że na dobre włączył się do walki o powrót do PKO Ekstraklasy.





