






Czy można wygrać mecz nie zdobywając bramki? Można i udowodnili to piłkarze chorzowskiego Ruchu. W starciu spadkowicza z PKO BP Ekstraklasy z beniaminkiem Betclic 1. Ligi o wyniku zadecydowała jedna niefortunna interwencja defensora gości – Tomasza Wełny. Tym samym podopieczni Dawida Szulczka wyprzedzili w tabeli rywali z Pomorza Zachodniego i pozostali niepokonani przed własną publicznością. 16 punktów w 12 spotkaniach było jednak wynikiem znacznie poniżej oczekiwań, celujących w szybki powrót do krajowej elity, Niebieskich.


































































































26
Ł. Góra
7
M. Kozak
11
J. Myszor
24
B. Barański
14
J. Delgado Nono
28
F. Borowski
19
K. Lipiński
1
J. Szymański
13
Ł. Moneta



Po spadku z PKO BP Ekstraklasy nie jest to łatwy czas dla Ruchu. Dość szybka zmiana trenera tylko na moment poprawiła wyniki. Dwie ostatnie wyjazdowe potyczki Niebiescy przegrali do zera. Katastrofą był występ w Stalowej Woli ze Stalą. Mimo tego w piątkowy chłodny i deszczowy wieczór na Stadion Śląski przyszło ponad 10 tysięcy kibiców, którzy przy obecnym obiekcie przy Cichej zwyczajnie by się nie zmieścili. Dla kibiców czas na chorzowskim gigancie nie był łatwy. Kotwica, czyli beniaminek Betclic 1. ligi przyjechał na Górny Śląsk przede wszystkim nie przegrać. Stąd też goście celebrowali każdy moment, a zablokowany Ruch nie był w stanie szybką akcją zaskoczyć rywala. A gdy już się to udawało, to gospodarzom brakowało skuteczności.







Mieliśmy naprawdę dobre sytuacje. Widać było, że w drugiej połowie graliśmy trochę bardziej nerwowo, ale byliśmy na zdecydowanie lepszym poziomie determinacji i konsekwencji. Myślę, że zasłużyliśmy na to zwycięstwo, mimo że Kotwica ze wszystkich meczów, które oglądałem, dziś zagrała najlepszy.







Człowiek jest tak skonstruowany, że za dobrą postawę, za dobrą pracę powinien być pochwalony. Ja nie tylko w dzisiejszym meczu, ale wcześniej miałem możliwość, by chwalić moich zawodników. Dzisiaj jest tak samo. Uważam, że przy takim wysiłku, który włożyliśmy, moi zawodnicy powinni być nagrodzeni zdobyczą punktową. Myślę, że nikt nie czułby krzywdy, gdyby skończyło się rezultatem remisowym.




Kibice Niebieskich jak zawsze stanęli na wysokości zadania. Mimo nienajlepszych wyników zespołu i niesprzyjającej pogody, tłumnie stawili się na trybunach.




Jeśli sport byłby sprawiedliwy, należałoby stwierdzić, że z przebiegu gry i liczby stwarzanych okazji, to gospodarze w meczu z Kotwicą bardziej zasłużyli na końcowy sukces. Piłkarze Ruchu, na czele z jednym z najaktywniejszych na boisku Mateuszem Szwochem, nie byli jednak w stanie pokonać dobrze dysponowanego między słupkami bramki gości Marka Kozioła. Kiedy powoli mogli zacząć tracić nadzieję, niezamierzenie pomógł im Tomasz Wełna. Obrońca zespołu z Kołobrzegu tak niefortunnie próbował wybić piłkę po dośrodkowaniu Miłosza Kozaka z rzutu wolnego, że skierował ją prosto do własnej siatki. Paradoksalnie był to jedyny przypadek w całym sezonie 2024/25, kiedy urodzony w Ciechanowie 33-latek wpisał się na listę strzelców.







W tym meczu trzy punkty były najważniejsze i cel został osiągnięty. Z przebiegu gry wydaje mi się, że mogło wpaść więcej bramek. Ale jesteśmy zadowoleni, że znowu na Stadionie Śląskim mogliśmy dać kibicom i sobie trochę szczęścia. Stworzyliśmy kilka fajnych szans, a ta piłka nie chciała wpaść do bramki. Często bywa tak, że mecz potrafi się w takiej sytuacji obrócić w drugą stronę. Początek drugiej połowy trochę tak wyglądał, bo to Kotwica przejęła inicjatywę. Na plus jest jednak to, że nie zagraliśmy tak jak w Legnicy, gdzie po zmianie stron szybko „dostaliśmy” dwie bramki i cały mecz został przez nas zawalony.










Do sukcesów sprzed lat Ruchowi brakowało sporo, ale po meczu z Kotwicą kibice Niebieskich mogli się cieszyć chociaż z kompletu punktów.



