






Emocjonującym widowiskiem uraczyli kibiców piłkarze Ruchu i Górnika w 8. kolejce Betclic 1. Ligi w sezonie 2024/25. Na Stadionie Śląskim w Chorzowie padło aż pięć bramek, z których każda zasługiwała na oklaski. Ale największe brawa należały się Adamowi Dei. Kapitan Łęcznian popisał się kapitalnym strzałem z 30 metrów, nie dając bramkarzowi Niebieskich najmniejszych szans na skuteczną interwencję. Finalnie trafienie pomocnika nie dało Górnikowi nawet punktu. Po meczu ze zwycięstwa cieszyli się Chorzowianie, których po raz pierwszy poprowadził trener Dawid Szulczek (zastąpił zwolnionego Janusza Niedźwiedzia). Ruch przerwał serię sześciu spotkań bez wygranej. Duma Lubelszczyzny doznała natomiast premierowej porażki w sezonie.





















► UWAGA! Mecz 6. kolejki Betclic 1. Ligi 2024/25 Górnik Łęczna – Wisła Kraków, który miał odbyć się 22 sierpnia, został przeniesiony na 22 października 2024 r. Powodem był udział Białej Gwiazdy w eliminacjach Ligi Konferencji.












































































26
Ł. Góra
18
K. Kwiatkowski
28
F. Borowski
24
B. Barański
19
K. Lipiński
1
J. Szymański
10
F. Starzyński
14
J. Delgado Nono



To miał być jeden z hitów 8. kolejki Betclic 1 Ligi. Będący w kryzysie spadkowicz z ekstraklasy, Ruch Chorzów podejmował rozpędzonego i niepokonanego Górnika Łęczna. Niebiescy w debiucie na ławce trenerskiej Dawida Szulczka od początku ruszyli do ataku.


Kapitanowie obu drużyn – Adam Deja z Górnika (z lewej) i Maciej Sadlok z Ruchu – w towarzystwie trójki sędziowskiej. W środku arbiter główny spotkania – Piotr Rzucidło.



Trener Dawid Szulczek udanie zadebiutował w roli opiekuna Niebieskich. W pierwszym meczu pod wodzą 34-letniego szkoleniowca Ruch Chorzów odniósł zwycięstwo, na które w lidze czekał ponad miesiąc, wygrywając na Stadionie Śląskim z niepokonanym do tej pory Górnikiem Łęczna.




Kibice Ruchu stęsknili się za swoimi ulubieńcami. Chorzowscy fani czekali na domowy mecz Niebieskich nieco ponad cztery tygodnie. Poprzednio gospodarze wystąpili na Stadionie Śląskim 2 sierpnia 2024 roku (remis 1:1 z Pogonią Siedlce w 3. kolejce). Od tamtej pory, z konieczności, czterokrotnie grali na wyjazdach.







Wiedzieliśmy, że przyjeżdża do nas drużyna, która była niepokonana do tej pory. Wiedzieliśmy, że czeka nas ciężkie zadanie, natomiast w trakcie spotkania, mieliśmy wiele dobrych momentów, mniej było takich faz, w których rywal mocno dominował. Generalnie mecz był wyrównany, ale pokazaliśmy takiego zęba, dlatego trzy punkty zostają u nas. Też jednym z głównych powodów jest to, że mieliśmy „dwunastego zawodnika”. Dobrze to wyglądało, cieszę się, że mogliśmy odwdzięczyć się kibicom zwycięstwem.







Wychodziliśmy na boisko z myślą, że chcemy się jak najlepiej zaprezentować. Ale w trakcie meczu, tak do trzeciej bramki, było widać, że chcemy grać piłką. Uważam, że nie graliśmy dzisiaj złego spotkania. Mieliśmy swoje problemy przy stałych fragmentach, a to nakręcało gospodarzy. Boli mnie druga stracona bramka. Trenujemy po to, aby takich goli nie tracić. Po trzecim trafieniu rywali było nam już ciężko odwrócić wynik. Mieliśmy jeszcze nadzieję, po bramce Damiana Warchoła, ale nie starczyło już czasu.




„Nogi, nogi, nogi roztańczone, tańczą nogi, tańczą, jak szalone” – śpiewała wybitna polska aktorka Irena Kwiatkowska. W odniesieniu do piłki nożnej, do tego konkretnego spotkania, można powiedzieć, że rzeczywiście – nogi „tańczyły”, jak szalone. Szczególnie te należące do powyższej dwójki zawodników. Szymon Karasiński z Ruchu dwukrotnie dokładnie podawał do partnerów z drużyny, a ci zakończyli akcje bramkami. Obie asysty obrońca Niebieskich zaliczył w 2. połowie. I chociaż gole Denisa Ventúry i Bartłomieja Barańskiego były rzadkiej urody, to wszystkich przyćmił Adam Deja. Kapitan Górnika huknął na bramkę Chorzowian z blisko 30 metrów, a że zrobił to na tyle precyzyjnie, to piłka wpadła pod poprzeczkę. Bramkarz Martin Turk nie miał kompletnie nic do powiedzenia.



Kto wie, gdyby mecz potrwał jeszcze kilka minut, to łęcznianie mogliby doprowadzić do remisu. Fizycznie Ruch wciąż nie wygląda dobrze, obrona nie stanowi monolitu. Jednak udało się i po spadku z PKO Ekstraklasy chorzowianie wygrali po raz pierwszy u siebie.





W sobotę Niebiescy w pierwszym meczu pod wodzą Dawida Szulczka pokonali Górnika Łęczna 3:2. 34-latek ze Świętochłowic stał się tym samym 27. trenerem w dziejach Ruchu – spośród 58 prowadzących nasz zespół – który w swoim debiucie mógł cieszyć się ze zwycięstwa. Wcześniej sztuki tej dokonywały znamienite postaci, by wspomnieć Ryszarda Koncewicza, Gerarda Cieślika, Teodora Wieczorka, Jerzego Wyrobka czy Edwarda Lorensa.