

Pozostał już tylko mecz o honor. W swoim dziesiątym w historii spotkaniu podczas finałów mistrzostw Europy, polscy futsaliści już tradycyjnie nie byli w stanie odnieść zwycięstwa. Tym razem zarówno dla biało-czerwonych, jak i ich rywali – reprezentacji Włoch, drugi występ grupowy był starciem o wszystko. A ten zdecydowanie lepiej wypadł w wykonaniu ekipy z Półwyspu Apenińskiego. Italia losy meczu rozstrzygnęła już właściwie przed przerwą, a po zmianie stron tylko przypieczętowała sukces. Podopiecznym Błażeja Korczyńskiego brakowało przede wszystkim skuteczności i szczęścia.


Reprezentacja Polski w futsalu przed meczem z Włochami. W górnym rzędzie od lewej: Michał Widuch, Grzegorz Haraburda, Piotr Skiepko, Michał Marek, Kacper Pawlus, Mateusz Madziąg, Michał Kałuża. W dolnym rzędzie od lewej: Paweł Kaniewski, Maciej Jankowski, Sebastian Grubalski, Mikołaj Zastawnik, Michał Kubik (kapitan), Sebastian Leszczak.
POLSKA
Wyjściowy skład: 23. Michał Widuch (BR), 6. Paweł Kaniewski, 7. Mikołaj Zastawnik, 8. Sebastian Grubalski, 9. Kacper Pawlus.
Rezerwowi: 1. Michał Kałuża (BR), 2. Michał Kubik (C), 3. Mateusz Madziąg, 4. Piotr Skiepko, 10. Sebastian Leszczak, 14. Michał Marek, 15. Grzegorz Haraburda, 16. Maciej Jankowski.
Trener: Błażej Korczyński
WŁOCHY
Wyjściowy skład: 12. Jurij Bellobuono (BR), 11. Julio De Oliveira, 14. Gabriel Motta, 16. Fabricio Calderolli, 22. Carmelo Musumeci (C).
Rezerwowi: 1. Dalcin (BR), 2. Michele Podda, 7. Giuliano Fortini, 9. Francesco Liberti, 10. Alex Merlim, 17. Luis Turmena, 24. Matheus Barichello.
Trener: Salvatore Samperi
Sędziowie: Dominykas Norkus (LIT), Arttu Kyynäräinen (FIN).







Na końcu w sporcie zawsze liczy się jakość. W meczach z czołowymi reprezentacjami, takimi jak Hiszpania, Portugalia czy Włochy musisz wykorzystywać swoje sytuacje. My mieliśmy w tym meczu okazje, również w drugiej połowie, ale musisz je po prostu wykorzystać. Musisz mieć jakość, by je wykończyć. Możemy taktycznie poukładać zespół, mieć strategię, ale w pewnym momencie to nie ja przykładam nogę na parkiecie. Oczywiście, za wyniki biorę pełną odpowiedzialność.







Rozegraliśmy świetny mecz i jestem zadowolony z wyniku. Zależało nam na nim za wszelką cenę. Pomimo absencji, udało nam się zdobyć trzy punkty. To pokazuje, że mamy silną drużynę, z wieloma dobrymi zawodnikami. Dziś ci, którzy zagrali mniej z Portugalią, dostali swoje minuty. Wyszliśmy na boisko pod pełną presją. Nie mogliśmy sobie pozwolić na błędy, ale dobrze radziliśmy sobie z trudnymi momentami. Teraz czekamy na mecz z Węgrami.







Ten turniej to jest dla nas duże rozczarowanie, bo wiemy, że jesteśmy lepszą drużyną niż Węgrzy i taki mecz na początek turnieju trzeba wygrać. Przy wyniku 2:1 zabrakło nie tyle chyba wyrachowania, co raczej przestraszyliśmy się szansy, którą mieliśmy. Włosi potrafili to wykorzystać. „Wyciągnęli” wynik, który był już bezpieczny. Nam tego zabrakło w pierwszym spotkaniu. Wiedzieliśmy, że przeciwko Włochom musimy zagrać perfekcyjnie w obronie i czekać na swoje szanse. W defensywie się nie udało, pierwsza bramka nie powinna się zdarzyć. Potem nie strzelaliśmy, a Włosi trafiali wszystko, nawet w kuriozalnych sytuacjach. Przy takim poziomie i takiej skuteczności nie dało się tego meczu wygrać.




Sprowadzanie wysokiego zwycięstwa Włochów nad Polakami do zrządzenia losu byłoby oczywiście daleko idącym nadużyciem, jednak po meczu w Lublanie, który ostatecznie pozbawił biało-czerwonych szans na wyjście z grupy Euro 2026, nie dało się nie zauważyć wyjątkowego pecha naszej drużyny. Dość powiedzieć, że nasi futsaliści trzykrotnie trafiali w słupek, a doskonałej okazji z przedłużonego rzutu karnego nie wykorzystał również Sebastian Leszczak. Na przeciwległym biegunie byli gracze z Italii, którzy wykazali się zdecydowanie większą skutecznością, trafiając do siatki nawet w teoretycznie niegroźnych sytuacjach. Prawdziwym „królem polowania" okazał się Julio De Oliveira, który kompletując hat-tricka, był bez wątpienia najlepszym zawodnikiem na boisku.









