

„Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy” – to słynne zdanie Gary'ego Linekera, jednego z najlepszych napastników w historii reprezentacji Anglii, a zarazem… „kata Polaków” w latach 80. i na początku 90 (strzelił biało-czerwonym sześć goli). Słowa byłego gwiazdora znalazły, po raz kolejny, potwierdzenie w rzeczywistości. Po spotkaniu w Lublinie to goście cieszyli się z wygranej, chociaż mogło ono równie dobrze zakończyć się triumfem zespołu Miłosza Stępińskiego. Sęk w tym, że kapitalnie spisywał się bramkarz Hannes Hermann (raz pomógł mu słupek). Goście dopiero w 2. połowie zaczęli zagrażać biało-czerwonym (również trafili w słupek). I gdy wydawało się, że mecz pozostanie nierozstrzygnięty, w 90. minucie… padł gol dla przeciwników. Znów potwierdziło się, że „Niemcy zawsze grają do końca”. Tak jak przed laty, „katem Polaków” okazał się piłkarz nazwiskiem Müller. Seniorów gnębił legendarny Gerd, kadrę U20 pogrążył Ruben.




























































10
K. Cybulski
20
D. Bąk
11
K. Nowakowski
6
E. Kozłowski
23
J. Jendryka
4
P. Meyer
5
B. Dembek
7
J. Lewicki



Reprezentacja Polski U20 przegrała z Niemcami w ostatnim meczu Elite League. Podopieczni trenera Miłosza Stępińskiego byli wyraźnie lepsi w pierwszej połowie, ale po przerwie inicjatywę przejęli goście, którzy w końcówce zadali decydujący cios i wygrali 1:0, przerywając zwycięską serię biało-czerwonych.
Reprezentacja Polski do lat 20 przed meczem z Niemcami. W górnym rzędzie od lewej: Antoni Mikułko, Eryk Grzywacz, Bartłomiej Barański, Dominik Szala, Jakub Krzyżanowski, Kacper Śmiglewski (kapitan). W dolnym rzędzie od lewej: Oliwier Olewiński, Karol Borys, Oskar Kubiak, Oliwier Kwiatkowski, Norbert Barczak.



Polska młodzieżówka była o krok od ogrania Niemców! Sytuacja na Arenie Lublin wyglądała naprawdę nieźle, ale w samej końcówce rozegrał się dramat.



Mecze z Niemcami zawsze w Polsce wiążą się z emocjami. To odwieczny rywal, a do tego częściej wygrywa i każde zwycięstwo biało-czerwonych odbija się szerokim echem. Trenerowi Miłoszowi Stępińskiemu, który od pięciu lat prowadzi kadrę do lat 20 to się jeszcze nie udało, choć mierzył się z tym rywalem czterokrotnie (w Lublinie zagrał po raz piąty – przyp. red.). Szkoleniowiec był mocno zdeterminowany, także ze względów rodzinnych. Ma bowiem korzenie niemieckie (mama jest Niemką) i zwycięstwo wiązałoby się z podwójną satysfakcją.







Jeżeli chodzi o samo podejście, o to jak chcieliśmy grać w piłkę i jak to nam wychodziło, jak byliśmy zorganizowani, to na pewno wypadliśmy pozytywnie. Gdyby to nie był mecz towarzyski, a o punkty, pewnie inaczej byśmy zarządzali zmianami i dowieźlibyśmy remis. Natomiast chcieliśmy przede wszystkim sprawdzić wszystkich zawodników, bo wszyscy dobrze pracowali na treningach. Widać było, że chcieliśmy ten mecz wygrać. Przez 0:0, mogliśmy poczekać, a poszliśmy wyżej i mieliśmy kluczową sytuację. Gdyby dośrodkowanie było na dalszy słupek, to zawodnik miałby stuprocentową sytuację, a tak rywale wyprowadzili kontratak, zrobiliśmy błąd i straciliśmy w końcówce bramkę. Taki jest futbol. Celem zgrupowania było zweryfikowanie zawodników pod kątem przydatności do reprezentacji U21. To było moje podstawowe zadanie i to się udało.


W 1. połowie bezrobotny, po przerwie zaś miał pełne ręce roboty. Ale też od pewnego momentu, bo Niemcy długimi fragmentami nie potrafili nawet kopnąć piłki w kierunku bramki Polaka. Pierwsze celne uderzenie nie było zbytnio wymagające, ale już przy kolejnych Antoni Mikułko musiał wykazać się refleksem. Bramkarz Wieczystej Kraków kapitalnie obronił strzały Maksa Moerstedta i Rubena Müllera. Pierwszy z nich znalazł się później oko w oko z polskim bramkarzem, ale wówczas piłka obiła słupek. Niestety, więcej szczęścia miał drugi ze wspomnianych Niemców, który podobnej okazji już nie zmarnował.


To właśnie on był tym niemieckim piłkarzem, który oddał pierwszy celny strzał na polską bramkę. Aż trudno uwierzyć, że miał on miejsce dopiero w… 59. minucie. Antoni Mikułko był na posterunku i pewnie chwycił futbolówkę. Niemal pół godziny później miał jeszcze lepszą okazję. W pole karne zacentrował Maurice Krattenmacher, niepilnowany na piątym metrze Ruben Müller uderzył z pierwszej piłki, ale Mikułko wyczuł intencje strzelca. Jednak w myśl zasady: „do trzech razy sztuka”; za trzecim podejściem Niemiec cieszył się z gola. Podającym znów był Krattenmacher, a Müller pokonał Polaka podcinką.







Jesteśmy bardzo niezadowoleni z tego, jak to się mecz dla nas zakończył, bo w pierwszej połowie totalnie zamknęliśmy rywala. Nie mogli w żaden sposób nam zagrozić. Prowadziliśmy grę i stwarzaliśmy okazje. Na początku drugiej części trochę przysnęliśmy i przeciwnik wziął sprawy w swoje ręce. Ustawiliśmy się z tyłu i to był błąd. Powinniśmy wyżej wychodzić i ich wypychać. Nie robiliśmy tego, czuli się coraz lepiej z piłką i zaczęli stwarzać zagrożenie. Powinniśmy rozstrzygnąć mecz w pierwszej połowie a w drugiej przypilnować wyniku.



To generalnie był dobry mecz. Były momenty, w których przeważali Polacy, były i takie, w których dominowali Niemcy. To ostatnie szczególnie dotyczyło końcówki spotkania, kiedy to nasi rywale przycisnęli bardzo mocno, a w 90. min. Ruben Müller w sytuacji sam na sam pokonał Antoniego Mikułkę. Do tej pory bramkarz reprezentacji Polski, a na co dzień Wieczystej Kraków, był jednym z najlepszych piłkarzy na boisku. Bronił świetnie i w dużej mierze to dzięki niemu biało-czerwoni utrzymywali bezbramkowy remis.