

Fazę grupową przeszły jak burza, wygrywając wszystkie mecze. Niestety, przygoda Polek z mistrzostwami świata do lat 20 dobiegła końca. Biało-czerwone pożegnały się z turniejem rozgrywanym w naszym kraju na etapie 1/8 finału. Żal był tym większy, bo zespół trenera Marcina Kasprowicza prezentował się lepiej od Kolumbijek, a bramka przesądzająca o wygranej rywalek padła po samobójczym trafieniu Martyny Bartczak (drugim w tym turnieju). Pechowa sytuacja wydarzyła się w 89. minucie. Nasze reprezentantki nie miały więc za wiele czasu, aby odwrócić losy spotkania. Po ostatnim gwizdku sędzi polskie piłkarki zalały się łzami. Ich marzenia o medalu prysły niczym bańka mydlana.























































14
J. Cyraniak
11
O. Zgoda
10
M. Zielińska
9
J. Gutowska
19
K. Wyrwas



W wyjściowym składzie nie było większych niespodzianek, choć dzięki trzem bramkom strzelonym Beninowi w podstawowej jedenastce znalazła się Zuzanna Grzywińska. Na prawym wahadle z dwóch bardzo podobnych zawodniczek selekcjoner postawił na Krystynę Flis, a tym razem Jagoda Cyraniak rozpoczęła na ławce rezerwowych.


Reprezentacja Polski kobiet do lat 20 przed meczem z Kolumbią. W górnym rzędzie od lewej: Julia Woźniak, Magda Piekarska, Emilia Sobierajska, Martyna Bartczak, Lena Świrska, Krystyna Flis. W dolnym rzędzie od lewej: Zuzanna Witek (kapitanka), Inez Sikora, Zofia Pagowska, Zuzanna Grzywińska, Oliwia Związek. Polki zapozowały do zdjęcia z koszulką Weroniki Araśniewicz, którą z dalszego udziału w turnieju wyeliminowała kontuzja.



Polki w meczu z Kolumbijkami musiały radzić sobie bez swojej gwiazdy Weroniki Araśniewicz. 18-letnia zawodniczka, która przed sezonem przeniosła się z Barcelony do Wolfsburga, doznała kontuzji w poprzednim spotkaniu z Beninem i będzie musiała pauzować przez kilka miesięcy, ale została razem z koleżankami z kadry i pojedynek 1/8 finału MŚ oglądała z trybun, poruszając się o kulach.



Biało-czerwone były lepsze, choć to nie tak, że co chwilę było gorąco pod bramką Kolumbii. Oglądaliśmy głównie strzały z dystansu, z których nic nie wynikało. A kiedy już w drugiej połowie doskonałą szansę miała Krystyna Flis, to koszmarnie spudłowała z czterech metrów. Najlepszą okazję udało się wypracować po rzucie rożnym w 82. minucie, ale Magda Piekarska i Oliwia Związek były blokowane w zasadzie na linii bramkowej. I to się zemściło w samej końcówce. Prosta strata na własnej połowie, dośrodkowanie z lewej strony i Martyna Bartczak niefortunnie skierowała piłkę do własnej bramki. Kolumbia z niczego strzeliła gola, który dał jej przepustkę do ćwierćfinału mistrzostw świata.







Nie chcę mówić o rozczarowaniu. Niedosyt na pewno tak, bo zagraliśmy dzisiaj bardzo dobre spotkanie i od tego trzeba wyjść. Zarówno w pierwszej, jak i w drugiej połowie mieliśmy kontrolę. W różnych fragmentach dominowaliśmy, a spotkanie przebiegało zgodnie z naszym planem. Stworzyliśmy sytuacje, przede wszystkim kluczowe w drugiej połowie, które powinniśmy wykorzystać. Gdybyśmy to zrobili, bylibyśmy teraz w innych nastrojach. Bramka, którą straciliśmy, była bardzo przypadkowa. Taka jest piłka nożna. Trochę przypomniał mi się epizod z ostatniego Euro U19, kiedy podobna sytuacja miała miejsce w meczu ze Szwecją. Mamy teraz poczucie dyskomfortu, bo chcieliśmy grać dalej. Byliśmy przygotowani na różne scenariusze, także na dogrywkę. To wszystko było dobrze rozplanowane, ale nie strzeliliśmy gola i dlatego kończymy ten turniej.




Tytułowy zwrot zna każdy kibic. Pojawiał się on zazwyczaj w momencie, kiedy mecz nieuchronnie zmierzał ku końcowi, gdy nic nie wskazywało na to, że może się w nim jeszcze coś wydarzyć, a działo się inaczej. Niestety (z naszego punktu widzenia), tak było w tym przypadku. Patrząc przez pryzmat całego spotkania, jego przebiegu, okazji bramkowych – Polki były lepszym zespołem. W 82. minucie powinny były wyjść na prowadzenie, co prawdopodobnie przesądziłoby o ich awansie do ćwierćfinału (obronione strzały Magdy Piekarskiej i Oliwii Związek). Tak się jednak nie stało. I gdy wydawało się, że dojdzie do dogrywki, Kolumbijki przeprowadziły „zabójczą” akcję. Stratę zaliczyła Zuzanna Witek, Isabel Weiner podała do Mariany Silvy, a skrzydłowa – odgrywając piłkę do wbiegającej na 5. metr Velerin Loboi – trafiła w nogi Martyny Bartczak. Interwencja naszej obrończyni była na tyle niefortunna, że futbolówka przelobowała Julię Woźniak. Był to drugi samobój polskiej defensorki podczas tego mundialu. Po tym ciosie biało-czerwone już się nie podniosły.







Byłyśmy lepszym zespołem i miałyśmy więcej klarownych sytuacji, a jednak mecz kończy się porażką. Dużo nas to nauczy i z całego turnieju wynosimy mnóstwo doświadczenia. Mam nadzieję, że przełoży się to na naszą postawę w klubach, a także na spotkania reprezentacji A. Tego życzę każdej z nas.







Nasza siła to walka do samego końca. Zawsze gramy do ostatniego gwizdka i nigdy nie przestajemy atakować. Idziemy krok po kroku. Cieszymy się z ćwierćfinału, ale naszym prawdziwym marzeniem jest puchar świata.





Futbol nie zna litości i nie rozdaje punktów za styl. Przekonały się o tym boleśnie polskie piłkarki w meczu 1/8 finału mistrzostw świata U20. Były od rywalek dojrzalsze, odważniejsze i zwyczajnie lepsze na boisku. Tworzyły sytuacje, kontrolowały tempo, a z murawy schodziły z zalaną łzami twarzą. Sen o podium prysł w najbardziej bezwzględny z możliwych sposobów.