

W połowie czerwca 1999 roku biało-czerwonym trafił się wypad do Tajlandii. Tak daleki wyjazd w tym okresie, gdy większość zawodników pokończyła już rozgrywki ligowe i marzyła o wakacjach, nikomu nie był na rękę. Stąd też w kadrze brakowało m.in. piłkarzy Wisły Kraków i Legii Warszawa. Jednak ci, których zabrał ze sobą trener Janusz Wójcik na turniej o Puchar Króla Tajlandii, mieli okazję do pokazania się selekcjonerowi. Biało-czerwoni rozpoczęli zmagania od konfrontacji z Brazylią. W tym miejscu należy się sprostowanie. Nie był to wcale zespół wicemistrzów świata z 1998 roku, lecz bardzo głębokie rezerwy canarinhos, by nie powiedzieć – amatorzy. Stąd też to spotkanie uznawane jest obecnie za nieoficjalne, choć popularny „Wójt” twierdził po jego zakończeniu coś zupełnie innego. Mimo gry w eksperymentalnym składzie, Brazylijczycy łatwo poradzili sobie z biało-czerwonymi, oba gole strzelając jeszcze w 1. połowie. Drużyna z Kraju Kawy awansowała więc do finału turnieju, gdzie czekała na nią Tajlandia, która we wcześniejszym półfinale pokonała Nową Zelandią (po serii rzutów karnych).


















































13
J. Chańko
14
I. Sypniewski
16
A. Jakubowski



Wyjazd do Tajlandii na turniej o Puchar Króla wzbudzał wiele kontrowersji zanim jeszcze polski zespół tam się udał. Selekcjoner Janusz Wójcik uspokajał krytyków mówiąc, że on sam przez kilka lat pracował w Azji i docenia poziom tego turnieju. Innego zdania była większość polskich piłkarzy grających w klubach zagranicznych, którzy w tym okresie wybrali się na urlopy. Z kolei zawodnikom Wisły Kraków i Legii Warszawa na wyjazd z kadrą nie zezwolili klubowi działacze. Ponadto selekcjoner nie mógł brać pod uwagę piłkarzy Amiki Wronki i GKS Bełchatów, którzy w dniu wylotu kadry rozgrywali finał Pucharu Polski, a już na lotnisku Okęcie… zniknął Andrzej Kubica.


Reprezentacja Polski przed meczem z Brazylią. W górnym rzędzie od lewej: Mariusz Nosal, Przemysław Urbaniak, Radosław Michalski, Grzegorz Tomala, Tomasz Wałdoch (kapitan). W dolnym rzędzie od lewej: Maciej Terlecki, Artur Wichniarek, Maciej Żurawski, Maciej Stolarczyk, Dariusz Gęsior, Michał Żewłakow.



Tak się złożyło, że niżej podpisany przed niespełna dwoma laty był w Tajlandii. Wprawdzie nie w Bangkoku, lecz w Chiang Mai (historyczna stolica tego kraju), nie w czerwcu, a w grudniu i nie na piłce nożnej, lecz na podnoszeniu ciężarów (w 1997 roku w Tajlandii odbyły się mistrzostwa świata w tej dyscyplinie sportu - przyp. red.), ale pewne rzeczy są tam wspólne, bez względu na czas, porę roku. Na pewno wspólne są niezliczone ołtarzyki lub wielkie ołtarzyska wzniesione ku czci otoczonego powszechną – ponoć – miłością króla Bhumibila Adulyadeja. To dla niego, lub po prostu z jego nadania, odbywa się w Tajlandii cała masa imprez, niekoniecznie oczywiście sportowych. Bóg (tajski) jeden raczy wiedzieć, czy miłościwie panujący król wie o wszystkim, co się dzieje w związku z jego osobą. Nie wiadomo nawet, czy wie, że dla uczczenia 72. rocznicy jego urodzin odbywa się turniej piłkarski o Puchar Króla, skądinąd o dość długiej tradycji.


W wypowiedzi wyemitowanej w „Wiadomościach” TVP1 po spotkaniu, selekcjoner Janusz Wójcik (z prawej) stwierdził: „Był to oficjalny mecz Polska – Brazylia”. W podobnym tonie wypowiadał się również szkoleniowiec canarinhos, Alfredo Sampaio, cytowany przez „Przegląd Sportowy” oraz „Tempo”: „Federacja mojego kraju otrzymała oficjalne zaproszenie do Tajlandii i postanowiła skorzystać z niego, gdyż udział w takim turnieju może być pożyteczny”. Obaj trenerzy nie mieli racji. Zarówno PZPN, jak i CBF (Confederação Brasileira de Futebol) uznały to spotkanie za nieoficjalne.



Biedaczyna przejechał się przez pół świata i jeszcze kawałek, tylko po to, żeby złapać groźną kontuzję, z której nie wiadomo, co wyniknie w dalszej perspektywie; oby jak najszybciej znalazł się pod opieką przedstawicieli tajskiej sztuki medycznej, co to potrafi czynić cuda. (…) No więc Piotrek długo jeszcze będzie przeklinał ten wyjazd, bo nie dość, że go boli, nie dość, że nie wiadomo, co dalej z kolanem, to jeszcze nie zagrał po raz pierwszy (kto wie, może i ostatni?) w reprezentacji Polski.



Nie ma co ukrywać, że pan – jak pilnie zanotowaliśmy – Russamee Jindamai z Tajlandii robił wszystko, aby w sobotnim finale z jego rodakami zagrali canarinhos. Broń Boże, nie chcę rozgrzeszać w większości młodych polskich piłkarzy. Warto jednak przybliżyć rzeczywistość.


Maciej Żurawski w pojedynku z… Ronaldo? Nic bardziej mylnego. Brazylijczykiem, z którym przyszło walczyć „Żurawiowi” wcale nie był słynny Luís Nazário de Lima, ówczesny napastnik Interu Mediolan, była gwiazda FC Barcelona, a później Realu Madryt, lecz niejaki Darcy Miguel Monteiro, który wyglądem przypominał nieco swojego rodaka.



Duet napastników Botafogo, 28-letni André Biquinho i 21-letni Darcy, jako żywo przypominali parę napastników Brazylii w finałach mistrzostw świata w 1994 roku w USA, a więc Romário i Bebeto. Obaj dysponują znakomitą techniką indywidualną, startują do piłki, jak wystrzeleni z procy.


Niepocieszony Grzegorz Tomala. Dla bramkarza Odry Wodzisław Śląski był to premierowy występ w bluzie z orzełkiem. Z debiutu – wprawdzie nieoficjalnego – nie mógł być zadowolony. Wpuścił dwa gole, zaliczył jedną świetną interwencję, a w innych sytuacjach bronił niepewnie. Być może wcale nie zagrałby w tym meczu, gdyby poważnej kontuzji – już na miejscu – nie nabawił się jego konkurent – doświadczony Piotr Lech.







To lekcja dla moich młodych piłkarzy. Tacy zawodnicy, jak Maciek Terlecki czy Ariel Jakubowski, ale i pozostali, trochę starsi debiutanci potrzebują obycia na międzynarodowej arenie. Również z Brazylią w Azji. Wiadomo, że trudno być zadowolonym, skoro się przegrało, ale warto zwrócić uwagę na to, że gole padły po indywidualnych błędach.







Postawiliście nam trudne warunki, choć wiem, że przybyliście do Tajlandii także z młodym składem. Zdarzały wam się proste błędy, ale zarazem było widać ogromną ambicję.


Dla obrońcy poznańskiego Lecha był to premierowy występ w koszulce z orzełkiem. I gdyby nie fakt, że spotkania z Brazylią uznano w Polsce za nieoficjalne, Przemysław Urbaniak miał by w swoim C.V. adnotację: 1A. Jego reprezentacyjne losy tak się bowiem potoczyły, że nigdy więcej już nie zagrał w drużynie narodowej. Z nieoficjalnego debiutu 24-latek nie mógł być jednak zadowolony, gdyż zakończył go przedwcześnie. W 59. minucie polski obrońca otrzymał drugą żółtą (za faul na wychodzącym na pozycję Darcym), a w konsekwencji czerwoną kartkę.


Numer 9 na koszulce, ogolona głowa, pozycja na boisku i fizyczne podobieństwo do słynniejszego rodaka – Ronaldo. Z tego głównie został zapamiętany napastnik Botafogo. 21-letni wówczas piłkarz nie podążył drogą wicemistrza świata z 1998 roku i nie zrobił wielkiej kariery. Gol z Polską zaowocował natomiast tym, że w kraju nad Wisłą Darcy został zapamiętany. W sezonie 2002/03 Brazylijczyk został zawodnikiem Widzewa Łódź, w którym rozegrał 21 ligowych meczów. Choć nie zdobył bramki, to kibice zapamiętali go z waleczności i nieustępliwości. 3 stycznia 2018 r. Darcy zmarł na atak serca. Miał 49 lat.


Kilka lat później Brazylijczyk Darcy (w żółtej koszulce) pojawił się na polskich boiskach. W barwach Widzewa Łódź rywalizował m.in. z Wisłą Kraków, w której występował m.in. Maciej Żurawski. Na zdjęciu widoczni jeszcze Kalu Uche i Marcin Baszczyński.







Szczególnie Eduardo miał duży wpływ na przebieg wydarzeń. Co chwilę, po angielsku lub gestami, dyktował sędziemu, co ma robić. Proszę mnie w tym momencie źle nie zrozumieć. Przegraliśmy zasłużenie, ale sędzia miał w tym udział. Wiem, że to takie polskie narzekać na arbitra, ale cóż poradzę…







Brazylijczycy przysłali do Tajlandii jeszcze dziwniejszą ekipę, którą w „Rzeczpospolitej” nazwano „16. reprezentacją Brazylii”. Najbardziej znanym graczem naszych przeciwników był siwowłosy pomocnik Eduardo, mający za sobą grę w słynnych klubach z Rio de Janeiro, a przed laty także w zespole narodowym. Kapitanem zespołu był równie doświadczony, lecz nigdy nie zaliczany do gwiazd futbolu w Kraju Kawy, Edson Souza.








► 53. a zarazem ostatni nieoficjalny mecz międzypaństwowy pierwszej reprezentacji Polski, bilans: 33-3-17, bramki 107-64
► Półfinał Pucharu Króla Tajlandii, w którym rywalem była druga reprezentacja Brazylii
► 33. wygrana pierwszej reprezentacji w nieoficjalnym meczu międzypaństwowym
► W żadnym z 53 nieoficjalnych meczów międzypaństwowych pierwszej reprezentacji Polski nie padł bezbramkowy remis
► 10. nieoficjalny mecz międzypaństwowy pierwszej reprezentacji rozegrany na neutralnym terenie, w żadnym z nich nie padł remis
► 20. mecz pierwszej reprezentacji bez wygranej w nieoficjalnym starciu międzypaństwowym
► 50. mecz pierwszej reprezentacji bez remisu w nieoficjalnym starciu międzypaństwowym
► Wyśrubowany do 21 rekord pierwszej reprezentacji liczby kolejnych nieoficjalnym meczów międzypaństwowych bez remisu
► Pierwszy nieoficjalny mecz międzypaństwowy pierwszej reprezentacji rozegrany na terytorium Tajlandii
► Czwarty nieoficjalny mecz pierwszej reprezentacji, w którym rywalem była druga drużyna narodowa, bilans: 2-0-2, bramki 7-5
► Trzeci nieoficjalny międzypaństwowy mecz pierwszej reprezentacji przeciwko Brazylii, wcześniej dwa razy w roku 1976 była amatorska reprezentacja tego kraju i oba mecze wygraliśmy do zera (3:0 i 2:0)