

Chociaż z początku wyglądały na stremowane, z każdą minutą nabierały większej pewności siebie. Debiutujące w mistrzostwach świata do lat 20 Polki zainaugurowały turniej od efektownego zwycięstwa nad Argentyną. Premierową bramkę dla biało-czerwonych zdobyła Oliwia Związek, która miała również swój udział przy golu na 2:0, gdy piłkę do własnej siatki skierowała głową Annika Paz (była naciskana przez naszą napastniczkę). Po dwóch szybkich ciosach drużyna z Ameryki Południowej nie mogła się otrząsnąć. Podejmowała wprawdzie próby, ale świetnia radziła sobie z nimi bramkarka Julia Woźniak. Reprezentacja Polski dobiła Argentynki w piątej minucie doliczonego czasu, kiedy dokładne podanie od Jagody Cyraniak, skutecznie wykończyła Maja Zielińska, ustalając wynik na 3:0.






















































2
O. Łapińska
14
J. Cyraniak
10
M. Zielińska
9
J. Gutowska
15
W. Araśniewicz



Dla piłkarek urodzonych w 2006 i 2007 roku ten turniej to zwieńczenie młodzieżowej kariery. A akurat kadra prowadzona przez trenera Marcina Kasprowicza w ostatnich latach przeszła przepiękną drogę. Jeszcze gdy była drużyną do lat 17, czyli w 2024 roku, została trzecią drużyną Europy i – jako pierwsza kobieca reprezentacja Polski w historii – awansowała na mundial, gdzie dotarła do ćwierćfinału. Z kolei zarówno w 2025, jak i 2026 roku, już jako zespół U-19 Polki zajęły piąte miejsce na Euro. Jednak gdy FIFA przyznała Polsce prawo organizacji mundialu do lat 20, to właśnie ten turniej stał się stacją docelową dla tej grupy piłkarek.


Reprezentacja Polski kobiet do lat 20 przed meczem z Argentyną. W górnym rzędzie od lewej: Julia Woźniak, Magda Piekarska, Lena Świrska, Emilia Sobierajska, Martyna Bartczak, Kinga Wyrwas. W dolnym rzędzie od lewej: Zuzanna Witek (kapitanka), Inez Sikora, Zofia Pągowska, Krystyna Flis, Oliwia Związek.



Świat kobiecej piłki patrzył na Katowice, bo mecz Polska – Argentyna inaugurował mistrzostwa świata U-20. Widać było, że Polki były trochę stremowane. To Argentyna, która w kobiecym futbolu nie należy do największych potęg, była na początku lepsza. Jednak po 20 minutach to Polki trafiły do siatki i było widać, że po golu na 1:0 poczuły się dużo pewniej. Dzięki temu po pierwszym meczu mistrzostw świata mają na koncie trzy punkty.



Debiut biało-czerwonych na imprezie tej rangi przyciągnął tysiące kibiców. Wśród nich znaleźli się znakomici goście. Z trybun mecz otwarcia turnieju oglądał szef FIFA Gianni Infantino w towarzystwie prezesa PZPN Cezarego Kuleszy, a także Jana Urbana, selekcjonera męskiej kadry, oraz Niny Patalon, która prowadzi pierwszą reprezentację kobiet.




Przed inauguracyjnym meczem z Argentynkami można było mieć obawy, jak Polki udźwigną presję bycia gospodyniami. Początek faktycznie należał do rywalek, ale przed upływem pół godziny nasze dziewczyny w cztery minuty zadały dwa ciosy, które ustawiły spotkanie.







Rzeczywiście, sprawiliśmy sobie, kibicom i całej polskiej społeczności piłki kobiecej piękny dzień. To było zasłużone zwycięstwo, mieliśmy pełną kontrolę nad meczem. Tak to spotkanie miało wyglądać. Piłkarki z pełną determinacją i zaangażowaniem zrealizowały strategię. Z tego najbardziej się cieszę i im gratuluję. Przy okazji chcę bardzo podziękować naszym kibicom. Kapitalna atmosfera – to naprawdę niesie. Dlatego głośno mówię: doping na pewno nie sprawi, że spęta nam nogi. To pomaga. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy zgromadzili się na stadionie.




„Czy to był najłatwiejszy gol? Nie. Mogło się zdarzyć wszystko, mogłabym nawet nie trafić w bramkę. Jednak udało się i jestem wdzięczna, że mogę strzelać gole na takim stadionie i przed polskimi kibicami” – powiedziała po meczu z Argentyną szczęśliwa Oliwia Związek. Nasza napastniczka zdobyła historyczną bramkę dla biało-czerwonych – pierwszą w debiutanckim występie kobiecej kadry na mistrzostwach świata do lat 20. Można powiedzieć, że nie była to dla niej pierwszyzna, bo już w młodszych zespołach zdarzało jej się strzelać premierowe gola dla polskiej drużyny – m.in. w mistrzostwach Europy U17 w 2024 r. (z Belgią 1:0) czy ME U19 w 2026 r. (z Niemcami 1:1).
Powodów do radości nie miała z kolei Annika Paz. Argentyńska napastniczka mogła pluć sobie w brodę, że w 23. minucie piłka – po jej strzale głową – nie wpadła do polskiej bramki. Na drodze stanęła wówczas Krystyna Flis, która w porę zablokowała futbolówkę tuż przy słupku. Na Albicelestes zemściło się to już chwilę później, a z trafienia cieszyła się Związek. Pokonać bramkarkę udało się ostatecznie także i Paz, sęk w tym, że… własną. Po centrze z rzutu rożnego Zofii Pągowskiej, Argentynka pechowo skierowała piłkę głową do bramki Priscili Siben. Napastniczce „pomogła” poniekąd Związek, przez którą ta była naciskana. Paz stanęła jeszcze przed szansą odkupienia win, gdy znalazła się oko w oko z Julią Woźniak, ale Polka w porę wygarnęła jej piłkę spod nóg.





