






Skoro w Krakowie się udało, to dlaczego u nas ma się nie udać? Być może taka myśl towarzyszyła działaczom Pogoni, którzy krótko przed meczem z Wisłą zdecydowali się na zmianę szkoleniowca. Po trzech kolejnych porażkach Marka Brzozowskiego zastąpił Adam Nocoń, który jednak w zaledwie kilka dni nie odmienił oblicza drużyny. Zadowolony mógł być natomiast trener gości. Mariusz Jop Białą Gwiazdę ponownie prowadził od tygodnia, a w tym czasie zdążył już odnieść efektowne zwycięstwo nad Odrą Opole (5:0). Trzy punkty zgarnął również w Siedlcach, choć tym razem jego podopieczni rozpoczęli spotkanie od straty bramki.







































































































71
K. Danielewicz
11
M. Majewski
4
M. Drąg
77
D. Pik
12
T. Milašius
55
S. Cássio
9
J. Lutostański
95
E. Topór
17
O. Zinkewycz


Miłe złego początki. Ponad 2,5 tysiąca kibiców Pogoni szybko mogło się cieszyć z prowadzenia swojego zespołu, ale ostatecznie opuszczali trybuny w minorowych nastrojach.







Szkoda, że zadebiutowałem taką porażką, ale trzeba też uczciwie przyznać, że Wisła to naprawdę wielka jakość, jeżeli chodzi o I ligę, dlatego z takim przeciwnikiem to trzeba mieć też trochę szczęścia. Trzeba trafić na jego gorszy moment, żeby był w słabszej dyspozycji, a my tym razem trafiliśmy na rozpędzoną Wisłę, która grała naprawdę bardzo dobrze.







Na pewno nie było to łatwe spotkanie. Rywal próbował bronić się nisko, czekał na kontrataki i na stałe fragmenty gry. Zawsze trudno gra się z drużyną, która w ten sposób próbuje się przeciwstawić. Duże słowa uznania należą się zespołowi za to, że przede wszystkim był konsekwentny w działaniu, że był spokojny, cierpliwy i wierzył do końca w naszą filozofię. Podążaliśmy za tym, co my chcemy robić na boisku i to jest dla nas najistotniejsze.






Choć jako pierwszy wpisał się na listę strzelców, po meczu nie mógł być w najlepszym humorze. Karol Podliński już w pierwszych minutach wykazał się czujnością i chwilę po tym jak Lukáš Hrnčiar nie wykorzystał rzutu karnego, otworzył wynik spotkania. Napastnik gospodarzy grę zakończył już jednak w przerwie z powodu urazu, a jego trafienie nie dało Pogoni choćby punktu. To za sprawą lewego obrońcy Wisły. Rafał Mikulec udowodnił, że nie tylko w destrukcji czuł się bardzo dobrze. W Siedlcach zdobył swoje dwie pierwsze bramki w sezonie 2024/25.









To prawda, że znowu mecz nie ułożył się początkowo po naszej myśli, ale mimo wszystko od pierwszej minuty to my dyktowaliśmy warunki. Nawet jak straciliśmy tę bramkę, to dalej dążyliśmy do celu. Atakowaliśmy, dobrze zamykaliśmy w defensywie Pogoń Siedlce i nie mogli wyprowadzić za bardzo nawet kontrataków. Myślę, że w naszym przypadku to już od dłuższego czasu tak wygląda, choć oczywiście nie przynosi to zawsze skutku w postaci wygranej. Mecze z Wartą, z Kotwicą czy nawet z Odrą były potwierdzeniem, że w tej lidze jak się nie strzeli szybko pierwszej bramki, to może być ciężko. Na szczęście w Siedlcach podnieśliśmy się po stracie gola i wygraliśmy spotkanie. Z naszej strony najlepiej jest zdobyć bramkę pierwszemu, to wtedy te drużyny muszą się otwierać. Widzieliśmy w drugiej połowie, gdy już wyszliśmy na prowadzenie, jak to spotkanie przebiegało.



















Nie chcieliśmy się cofać po objęciu prowadzenia, ale Wisła to bardzo jakościowy zespół i koniec końców tak się stało. Staraliśmy się grać wysoko, niestety nasze błędy indywidualne zadecydowały, że straciliśmy bramki. Myślę, że są jakieś pozytywne aspekty tego meczu. Po zmianie trenera wyszliśmy na ten mecz z wiarą, energią, określonym planem. Na pewno się nie poddamy i ten zespół stać na to, żeby się odbić z obecnej pozycji.



