






80 lat to słuszny wiek. Właśnie tyle wiosen stuknęło w 2024 roku dwójce pierwszoligowców – Pogoni i Stali. Obie drużyny założono w 1944 r. Protoplastą pierwszego z wymienionych zespołów był KS Ognisko Siedlce (założony 1 kwietnia), drugiego OM TUR PZL Rzeszów (powstał w listopadzie). W 8. kolejce Betclic 1. Ligi doszło do bezpośredniej konfrontacji dwóch osiemdziesięciolatek. Chociaż – żartobliwie rzecz ujmując – na murawę wybiegły zaawansowane wiekowo „damy”, to w Siedlcach kibice obejrzeli ciekawe widowisko. Mecz zakończył się remisem 1:1, a kluczową rolę odegrali bramkarze, którzy popisywali się udanymi paradami. Mateusz Pruchniewski z Pogoni obronił m.in. pierwszy z dwóch rzutów karnych Stali.
































































































71
K. Danielewicz
31
E. Dzięcioł
4
M. Drąg
77
D. Pik
9
J. Lutostański
20
C. Bujalski
26
J. Okusami
95
E. Topór
17
O. Zinkewycz
►UWAGA! W 69. minucie żółtą kartką ukarany został trener bramkarzy Pogoni, Daniel Iwanowski (krytyka orzeczeń sędziego). Napomnienie nie jest wliczane do pomeczowych statystyk.



Po czterech wygranych z rzędu Stal wyhamowała i w dwóch kolejnych meczach dopisała do stanu posiadania tylko dwa punkty. Po remisie na boisku beniaminka rzeszowianie mogli, jak to remisie, trochę pogdybać, spojrzeć na skromną zdobycz pod różnym kątem.


Tradycyjne przybijanie piątek przed rozpoczęciem spotkania. W środku kapitan Pogoni Siedlce, Damian Szuprytowski (nr 7 na spodenkach). Drugi z lewej (z proporczykiem w ręce) kapitan Stali Rzeszów, Andreja Prokić.



Jak się nie ma co się lubi, to się lubi, co się ma. Czyli drugą pozycję w tabeli i pięć punktów straty do pierwszej Bruk-Bet Termaliki.




W 1. połowie Stal miała dwa rzuty karne, ale tylko jeden udało jej się wykorzystać. Pierwszą z jedenastek (widoczną na powyższym obrazku), wykonywaną przez Sébastiena Thilla, obronił Mateusz Pruchniewski.







Wiedzieliśmy, że gramy z bardzo jakościowym zespołem, który w naszej ocenie gra najodważniej i z największym polotem w pierwszej lidze. Widać też dużą kreatywność i chęć do odważnych decyzji, szczególnie u tych młodych zawodników. I na to się nastawiliśmy. Wiedzieliśmy, że jest to zespół, któremu jeśli odda się piłkę, gra ultra ofensywnie, z bardzo wysoko ustawionymi bocznymi obrońcami. Chcieliśmy korzystać z tych przestrzeni, które się tworzą właśnie po bocznych obrońcach. W 1. połowie kilka razy nam się to udało, dostaliśmy się do trzeciej bazy i mieliśmy swoje okazje. Myślę, że pomimo wszystko czujemy niedosyt, bo tych okazji stworzyliśmy sobie pewnie więcej niż w ostatnich trzech kolejkach. I to napawa optymizmem, bo tydzień temu odnieśliśmy pierwsze zwycięstwo, dzisiaj zdobywamy punkt z jednym z trzech najlepszych zespołów w tej lidze. Jestem bardzo dumny z chłopaków.







Biorąc pod uwagę wynik spotkania, to trudno powiedzieć, kto tu na co zasłużył. Na pewno gospodarze stworzyli znacznie więcej sytuacji - i to powiedziałbym takich, które powinny się skończyć bramką. Niemniej dzisiaj – w przeciwieństwie do drużyny, do piłkarzy grających w polu – mieliśmy w top formie Krzyśka Bąkowskiego, dzięki któremu wywozimy stąd 1 punkt, bo podejrzewam, że bez niego skończyłoby się gorzej. Z mojej perspektywy ten mecz wyglądał na typowe spotkanie na stałe fragmenty gry, bo akcja co chwila przenosiła się spod jednej bramki pod drugą, właśnie po seriach rzutów wolnych i rożnych. Na pewno nie był to dobry mecz w naszym wykonaniu, jeden ze słabszych w tej rundzie.




































Końcowy rezultat to w dużej mierze zasługa bramkarzy. Gdyby nie ich kapitalne interwencje, w Siedlcach mogło paść znacznie więcej goli. Przy nazwisku Mateusza Pruchniewskiego (zawodnika wypożyczonego z poznańskiego Lecha) należałoby postawić dodatkowy plusik – za obronienie rzutu karnego Sébastiena Thilla. Młody bramkarz świetnie wyczuł intencje strzelca. Nie udało mu się natomiast przy drugiej jedenastce dla Stali, którą pewnie wykorzystał Karol Łysiak. W przypadku Pruchniewskiego na wielkie brawa zasługiwała jeszcze obrona mocnego uderzenia z dystansu Szymona Kądziołki.
Krzysztof Bąkowski również zebrał zasłużone pochwały, m.in. od swojego trenera, Marka Zuba. Miał on więcej skutecznych interwencji niż bramkarz Pogoni. W świetnym stylu poradził sobie m.in. z uderzeniami Lukáša Hrnčiara, Jakuba Lutostańskiego (dwie parady w jednej akcji) czy Cezarego Demianiuka. Dał się pokonać tylko raz – Titasowi Milašiusowi w 9. minucie. „Zdecydowanie nie mogłem narzekać na nudę. Z drugiej strony, jestem bramkarzem i jestem od tego, żeby czasami coś obronić. Dzisiaj się udało. Szkoda, że nie na zero z tyłu, że ta pierwsza bramka padła. Było blisko, ale niestety byłem zasłonięty i później ciężko było mi interweniować” – tak Bąkowski podsumował spotkanie w rozmowie z klubowymi mediami.

