






Inauguracja 8. kolejki Betclic 1. Ligi sezonu 2024/25 wypadła w Opolu. Do Stolicy Polskiej Piosenki zawitali piłkarze ŁKS-u, opromienieni dwoma zwycięstwami z rzędu. Na stadionie przy Oleskiej 51 Łodzianom udało się podtrzymać dobrą serię. O ich wygranej przesądziła… pierwsza groźna akcja, z 7. minuty spotkania. Gola na wagę 3 punktów, uderzeniem piętą, strzelił Stefan Feiertag. Odra wcale nie musiała przegrać tego meczu. W 2. połowie miała kapitalną okazję do wyrównania, jednak w sytuacji sam na sam z bramkarzem, fatalne pudło zaliczył Konrad Nowak. Opolanie ponieśli czwartą porażkę w sezonie, w tym trzecią u siebie.






























































































16
D. Wolny
11
D. Czapliński
13
A. Purzycki
47
W. Błyszko
14
S. Sikorski
20
O. Zawada
27
M. Kamiński
23
A. Wójcik
8
J. Domínguez
►UWAGA! Żółtymi kartkami (za krytykę orzeczeń sędziego) ukarani zostali jeszcze: Łukasz Babik (kierownik drużyny Odry Opole) w 35. oraz Maksymilian Hołownia (asystent trenera ŁKS-u Łódź) w 64. minucie. Napomnienia nie są wliczone do pomeczowych statystyk. Po spotkaniu z kolei „żółtkiem” ukarany został piłkarz Odry Wojciech Błyszko. Kartka dla zawodnika została uwzględniona w statystykach.



ŁKS był zdecydowanie lepszy, efekty przyniósł wysoki pressing i wyższe umiejętności piłkarskie łodzian. Dzięki nim piłkarze ŁKS-u dominowali nad przeciwnikiem na całym boisku. Odra była tłem dla ŁKS-u.
Kapitanowie obu drużyn – Mateusz Kupczak z ŁKS-u (w czerwonej koszulce) oraz Rafał Niziołek z Odry – w towarzystwie trójki sędziowskiej. W środku arbiter główny spotkania – Sebastian Jarzębak. Na liniach pomagali mu: Sławomir Kowalewski (z lewej) oraz Mateusz Poranek.



Zawodnikom obydwu drużyny nie sprzyjała pogoda, która raczej zachęcała do leniuchowania na basenie, a nie do uganiania się i to dynamicznego za piłką. W tych tropikalnych warunkach lepiej spisali się łodzianie, choć tylko do przerwy. Po zmianie stron to gospodarze dominowali, a łodzianie ograniczyli się do obrony własnej bramki. Tym samym widzieliśmy w tym meczu dwie twarze piłkarskiej drużyny ŁKS-u.





Rozpędzona ekipa ŁKS-u w pierwszej części meczu prowadziła grę. Stworzyła sobie kilka kolejnych sytuacji strzeleckich. Na szczęście dla Odry, nie była jednak w stanie przełożyć tej przewagi na drugie trafienie. Prawdę mówiąc, piłkarze gospodarzy nic nie zrobili, żeby odwrócić losy meczu.







Ta porażka bardzo boli. Powtarza się sytuacja z poprzednich spotkań, gdy słabo wchodzimy w mecz. Zakładaliśmy sobie kilka rzeczy, ale z realizacją było bardzo słabo. Musimy nad tym popracować z zespołem, bo ci sami zawodnicy po przerwie wyglądali zupełnie inaczej – bardziej agresywni, lepiej jeśli chodzi o defensywę; zablokowaliśmy pewne przestrzenie rywalowi, do tego mieliśmy jedną, bardzo dogodną sytuację. Jeśli chcemy zremisować z takim zespołem jak ŁKS, musimy takie szanse wykorzystywać.







Przede wszystkim gratuluję zespołowi zwycięstwa, bo bardzo mocno na nie pracował – z piłką i bez piłki. Pierwsza połowa – pod naszą kontrolą, do tego szybko zdobyliśmy bramkę, a stworzyliśmy sobie jeszcze kilka sytuacji, których jednak nie wykorzystaliśmy, więc druga połowa to dużo emocji i dużo nerwów. Każdy spełnił swoją rolę i dzięki temu po przerwie nie straciliśmy bramki. Myślę, że w drugiej części zabrakło nam finalizacji w polu karnym, po tych kilku dobrych sytuacjach, po ataku szybkim, i utrzymania piłki na połowie Odry, przez co rywal kreował sobie swoje szanse. Zwycięstwo nad Odrą to mocny bodziec do tego, żeby przepracować dwa najbliższe tygodnie jeszcze lepiej.




Takiego trafienia, jakie było dziełem austriackiego piłkarza ŁKS-u, nie powstydziłby się żaden uznany napastnik na świecie. Łodzianie szybko rozegrali piłkę w bocznej strefie, a wybiegający na pozycję Kamil Dankowski dokładnie podał po ziemi do Stefana Feiertaga. Mimo że przy Austriaku był Piotr Żemło, ełkaesiak kopnął futbolówkę piętą, czym kompletnie zmylił nie tylko obrońcę Odry, ale również jej bramkarza. 1:0 dla Rycerzy Wiosny. Był to drugi gol Feiertaga w sezonie 2024/25. Niewiele brakowało, aby napastnik gości jeszcze raz pokonał Artura Halucha, ale piłka po jego główce trafiła w poprzeczkę. Ofensywnemu zawodnikowi Łodzian na plus – oprócz gola – należy zapisać również interwencję w defensywie, gdy skutecznie zablokował uderzenie Edvina Muratovicia w 2. połowie. W tej części meczu nie popisał się natomiast wspomniany wcześniej Żemło, który z kolei przed przerwą kapitalnie zablokował strzał Mateusza Wysokińskiego. Obrońca Odry w łatwy sposób stracił piłkę, co o mały włos nie doprowadziło do utraty drugiej bramki przez gospodarzy. Na jego szczęście Andreu Arasa nie trafił do siatki.



Po meczu cieszyli się wszyscy. Fani, bo po ciężkim meczu drużyna nareszcie złapała serię wygranych. A także piłkarze w szatni. Oprócz zdobywcy gola przyśpiewki intonował również Kamil Dankowski, obrońca, który zaliczył asystę, a także Artemijus Tutyškinas. Bez ofiarnej postawy Litwina, szczególnie w drugiej połowie, prawdopodobnie nie udałoby się dowieźć trzech punktów.

