






Jeżeli ktoś rzucił okiem jedynie na suchy wynik spotkania Miedzi ze Zniczem, pomyślałby zapewne, że było to jednostronne starcie. Nic bardziej mylnego. Tego popołudnia w Legnicy naprawdę się działo! Różnica polegała na tym, że gospodarze potrafili wykorzystywać stwarzane sytuacje, a gościom za każdym razem czegoś brakowało. Swoje zrobił też bramkarz Miedzi, Jakub Wrąbel, który obronił m.in. rzut karny. Ozdobą meczu był gol na 2:0, którego strzelił Hiszpan Chuca. Po sześciu kolejkach Betclic 1. Ligi legniczanie mieli na koncie cztery zwycięstwa, remis i porażkę. Znicz natomiast, po bardzo udanym początku sezonu 2024/25, przegrał drugie spotkanie z rzędu.



































































































19
A. Drina
95
M. Mansfeld
22
I. Kaczmarski
31
M. Abramowicz
70
J. Kaczemba
20
D. Tront
11
K. Drzazga
49
O. Szymoniak
28
B. Diallo


Miedź przed meczem ze Zniczem. Stoją od lewej: Michael Kostka, Jacek Podgórski, Wiktor Bogacz, Kamil Drygas, Jakub Wrąbel, Nemanja Mijušković, Kamil Antonik, Mateusz Grudziński, Chuca, Benedik Mioč, Florian Hartherz.



Miedź nie chciała zostać kolejnym faworytem, którego zaskoczy sprytna drużyna z Pruszkowa. Gospodarze ruszyli do ataku od początku meczu i zanim minęła minuta zdobyli prowadzenie 1:0. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Kamil Drygas przeskoczył próbujących bronić gości i pokonał strzałem głową Piotra Misztala.


Znicz przed meczem z Miedzią. Stoją od lewej: Dominik Sokół, Bartłomiej Ciepiela, Władysław Ochronczuk, Krystian Tabara, Patryk Plewka, Łukasz Wiech, Piotr Misztal (kapitan), Radosław Majewski, Oskar Koprowski, Paweł Moskwik, Wiktor Nowak.







Może to dziwnie zabrzmi, ale mimo tak okazałego zwycięstwa ja nie jestem do końca zadowolony. Nie z całego meczu, a z jego fragmentów, bo weszliśmy w spotkanie kapitalnie, dobrze graliśmy, zdobyliśmy dwie bramki, a później zbyt głęboko się cofnęliśmy. Ale to jeszcze nie było największym problemem. Natomiast mieliśmy bardzo dużą liczbę niewymuszonych strat. Może w ich efekcie Znicz nie miał takich czystych sytuacji, ale kilka razy było groźnie. Mogliśmy nasze akcje dużo lepiej rozwiązać, mieliśmy opcje innego grania, to nie było pod presją przeciwnika. I to było minusem 1. połowy. Dużym plusem zaś bramki po stałych fragmentach, bo sporo nad tym pracujemy, a dopiero w dwóch ostatnich meczach zbieraliśmy tego owoce – w Warszawie z Polonią oraz dziś na otwarcie. Oczywiście potem przy rzucie wolnym mieliśmy szczęście, bo piłka po odbiciu od muru, spadła pod nogi Nemanji. Początek 2. połowy znów mamy dobry, strzelamy gola, utrzymujemy się przy piłce. A potem ponownie się cofnęliśmy, rywal miał 2-3 groźne sytuacje – w tym rzut karny. To są rzeczy, które musimy wyeliminować.







W pierwszej kolejności muszę pogratulować gospodarzom wysokiego zwycięstwa. Na pewno trzeba docenić to, jak efektywni byli dziś na boisku, bo było bodajże pięć strzałów na bramkę i cztery gole. Nam mecz wybitnie się nie ułożył. Straciliśmy bramkę w zasadzie już w pierwszej sytuacji. Szybko był rzut rożny dla gospodarzy, chwila dekoncentracji w polu karnym, 1:0… i można powiedzieć, że plan, który mieliśmy na ten mecz musiał się szybko zmienić. Z boiska było widać dużą chęć odrobienia tego wyniku. Wyszliśmy wyżej, wydawało się, że coraz lepiej operujemy piłką, dochodzimy do sytuacji bramkowych. Ale nie oddaliśmy takiego strzału, którym pokonalibyśmy bramkarza. A Miedź wychodzi z kontrą i strzela na 2:0. Za chwilę obraz się powtarza. Miedź się cofnęła, jest szybka kontra, rzut wolny, rykoszet od muru, dobitka z bliskiej odległości i jest 3:0 do przerwy. Rozmawiamy o tym, że nie chcemy rzucić się na hurra, żeby nie skończyło się wysokim wynikiem, ale przede wszystkim chcemy zdobyć bramkę mogącą zmienić oblicze meczu, dać nam wiarę i zachwiać pewność gospodarzy. No a w 48. minucie jest rzut karny i 4:0. Ciężko było nam się już pozbierać.


Najładniejszy gol padł w 9. minucie. Na uderzenie z dystansu, z pierwszej piłki, zdecydował się Hiszpan Chuca, nie dając bramkarzowi Znicza szans na skuteczną interwencję.




Sytuacja z końcówki 1. połowy. Hiszpan Chuca (nr 8) uderzył piłkę z rzutu wolnego, ta odbiła się od muru i spadła pod nogi Nemanji Mijuškovicia (nr 25). Kapitan Miedzi skorzystał z prezentu i podwyższył na 3:0.




W spotkaniu Miedzi ze Zniczem sędzia Leszek Lewandowski podyktował dwa rzuty karne – po jednym dla każdej z drużyn. O ile w przypadku jedenastki odgwizdanej dla legniczan nie miał żadnych wątpliwości, bo dobrze widział faul Władysława Ochronczuka na Kamilu Antoniku, o tyle w drugim wypadku musiał posiłkować się monitorem VAR. Arbiter nie dostrzegł zagrania ręką Mateusza Grudzińskiego – eks-piłkarza Znicza (do Legnicy przeniósł się przed sezonem 2024/25), ale też goście z Pruszkowa nie protestowali. W 48. minucie rzut karny dla Miedzi pewnie wykorzystał Wiktor Bogacz, który kompletnie zmylił bramkarza Piotra Misztala. Było wówczas 4:0. Jak się potem okazało, trafienie napastnika gospodarzy było ostatnim tego dnia. Wszystko dlatego, że w 71. minucie Znicz nie wykorzystał jedenastki. Do piłki podszedł Oskar Koprowski, uderzył tuż nad ziemią, a jego intencje wyczuł Jakub Wrąbel, popisując się skuteczną interwencją.