






Miotła – to proste narzędzie służące do zamiatania. To słowo występuje również w słowniczku piłkarskim. Gdy po zmianie trenera drużyna odnosi zwycięstwo, mówimy wówczas o tzw. efekcie nowej miotły. Podobny przypadek zaobserwowano w Gdyni w sezonie 2024/25. Po serii niezbyt przekonujących wyników z posadą szkoleniowca Arki pożegnał się Wojciech Łobodziński. Nie dane mu więc było pojechać do Legnicy na spotkanie z Miedzią w 8. kolejce Betclic 1. Ligi, które byłoby dla niego podróżą sentymentalną. To w tym klubie kończył karierę piłkarską, a potem rozpoczynał pracę trenerską (awansował z nim do ekstraklasy w sezonie 2021/22). Arkowców poprowadził dotychczasowy asystent Łobodzińskiego – Tomasz Grzegorczyk. W starciu z Legniczanami mieliśmy więc do czynienia z efektem… drugiej miotły, bo Gdynianie wywieźli z Dolnego Śląska komplet punktów. Zwycięstwo wywalczyli w dramatycznych okolicznościach, strzelając gola z rzutu karnego w 11. minucie doliczonego czasu.






















►UWAGA! Mecz Wisła Kraków – Miedź Legnica z 7. kolejki rozegrano 12 grudnia 2024 r. W pierwotnym terminie miał odbyć się 25 sierpnia.













































































14
K. Drygas
20
D. Tront
11
K. Drzazga
49
O. Szymoniak
95
M. Mansfeld
19
A. Drina
31
M. Abramowicz
7
B. Bida
30
K. Józefiak
►UWAGA! Bartosz Kwiecień (Miedź Legnica) otrzymał po meczu czerwoną kartkę. Powodem było używanie obraźliwego języka względem sędziów: technicznego oraz asystenta.



Mecz w Legnicy był ciekawy, obfitował w zwroty akcji i miał swoją dramaturgię, choć długo się na to nie zanosiło.


Piłkarze obu drużyn zademonstrowali przed meczem baner wspierający akcję „Stadiony bez barier”. To ogólnopolska inicjatywa promująca idee otwartości i integracji. Miała ona na celu pokazanie, że stadion może być miejscem bezpiecznym, dostępnym i przyjaznym dla wszystkich kibiców.



Wojciech Łobodziński nie doczekał wyjazdu z Arką do Legnicy, w której spędził dekadę swojego życia. W poniedziałek były zawodnik i trener Miedzi pożegnał się z posadą w Gdyni. Jego miejsce na ławce zajął dotychczasowy asystent Tomasz Grzegorczyk. O efekcie nowej miotły trudno mówić, bo z Grzegorczyka co najwyżej miotła druga, ale zadziałało. Arka pokonała Miedź 2:1 po ekstremalnie emocjonującej końcówce.


Debiutujący w bramce Arki Damian Węglarz był w tej sytuacji bezradny. Prowadzenie Legniczanom dał Mateusz Grudziński (trzeci z prawej).





Zwycięstwo w tym meczu było potrzebne Arce niczym tlen i ten tlen udało się złapać. Arka została nagrodzona za ofensywną postawę, wiarę do końca w końcowy sukces. Znów po jednym golu na swoje konto wpisali obaj gdyńscy napastnicy, udane debiuty zanotowali Węglarz i Kocaba, no i tym razem szczęście uśmiechnęło się do naszej drużyny.


Miedź wyszła na prowadzenie w 29. minucie, ale radość piłkarzy z Legnicy nie trwała długo. 120 sekund później goście z Gdyni wyrównali, a z gola cieszył się Karol Czubak. Dla napastnika Arki była to trzecia zdobyta bramka w sezonie 2024/25.







Mecz, w którym było dużo emocji. Jeśli chodzi o nasz poziom gry, to jedyne z czego na pewno nie byłem zadowolony, to początek spotkania. Arka zagrała troszkę inaczej niż we wcześniejszych meczach, grali bliżej siebie formacjami. My za szybko piłkę „pchaliśmy”, trochę było kontrataków, ale przede wszystkim sprokurowaliśmy dwie sytuacje – jedna zakończyła się kapitalną obroną Kuby Wrąbla, a druga stratą bramki na 1:1. Mając piłkę na nodze, to w takich sytuacjach trzeba wybijać, nie można przesadzać z dryblingiem w polu karnym. Wydaje mi się, że 2. połowa była już całkowicie pod naszą kontrolą, przeciwnik nie miał praktycznie nawet pół sytuacji. Tak naprawdę to nawet z remisu byśmy byli dziś niezadowoleni, a nie mamy nawet punktu.







Jechaliśmy do Legnicy w określonym celu – po to, żeby wygrać. Takie było nasze zadanie i tak to przedstawiłem drużynie. Dzisiaj strategia na mecz sprawdziła nam się w stu procentach. Jeśli chodzi o strukturę bronienia 4-4-2, to Szymon Sobczak i Karol Czubak pokazali, że mogą współpracować i w ofensywie, i w defensywie. Obaj zdobyli po bramce. Wiedzieliśmy, że ten mecz trzeba przede wszystkim zagrać dobrze w obronie – i od tego wyszliśmy. Wiadomo, jeżeli pierwszy trener jest zwolniony, to my tę decyzję musimy zaakceptować. To nigdy nie jest łatwa sytuacja dla nas wszystkich. Każdy z nas jest odpowiedzialny za to, co się działo. Tak samo i ja, będąc w sztabie u Wojtka (Łobodzińskiego – przyp. red.). Uważam, że reakcja zespołu była dziś bardzo dobra, bardzo dobre zaangażowanie. Za to chciałem podziękować i sztabowi, i całej drużynie.


Schodzący po meczu do szatni Bartosz Kwiecień miał wiele do powiedzenia nie tylko sztabowi Arki, ale również sędziom. Krnąbrny obrońca Miedzi został ukarany za swoje zachowanie czerwoną kartką. Komisja Ligi PZPN zawiesiła zawodnika na dwa kolejne spotkania.




Tytułowe zdanie, które pojawiało się we wcześniejszych latach w polskiej polityce, można odnieść także do futbolu. Mateusz Grudziński z Miedzi rozpoczął strzelanie z Arką. W 29. minucie znalazł się w odpowiednim miejscu i czasie w polu karnym rywali. Obrońca gospodarzy został nabity piłką przez wykonującego rzut wolny Benedika Mioča, przez co bramkarz gości Damian Węglarz nie zdążył zareagować. Grudziński cieszył się z pierwszego gola w karierze w Miedzi. Jednak to nie on był tym zawodnikiem, który po meczu radował się z wygranej, i który został zapamiętany. Dla losów spotkania ważniejszym było, kto je zakończył. Tym kimś był Szymon Sobczak z Arki. Napastnik, który dołączył do drużyny z Trójmiasta przed sezonem 2024/25 z Wisły Kraków (zdobył z nią Puchar Polski), trafił do siatki w 11. minucie doliczonego czasu, gdy bezbłędnie wykonał rzut karny. Była to druga bramka tego piłkarza w klubie znad morza.

