






Trzecioligowiec kontra beniaminek ekstraklasy. Faworyta tego meczu łatwo było wskazać, ale okazało się, że stojący na straconej pozycji piłkarze KSZO potrafili wysoko zawiesić gdynianom poprzeczkę. I o ile w pierwszej połowie dali się dwa razy zaskoczyć, o tyle po przerwie zagrali już uważniej w obronie i odważniej w ataku, co przyniosło im kontaktową bramkę. Niedługo potem mieli zresztą doskonałą okazję do wyrównania, ale rzutu karnego nie wykorzystał Klaudiusz Łatkowski. Do ćwierćfinału Pucharu Polski w sezonie 2016/17 awansowała więc Arka. Tamtego dnia niewielu pewnie spodziewało się, że właśnie Śledzie wygrają te rozgrywki.

















































































12
K. Krupa
26
D. Mężyk
6
K. Sołtykiewicz
8
F. Burzyński
16
T. Persona
24
K. Bełczowski
19
M. Mąka


Najlepszy snajper Arki tym razem nie wpisał się na listę strzelców. Rafała Siemaszkę (pierwszy z prawej) uważnie pilnowali ostrowieccy obrońcy, ale czasem utrudniali mu życie zawodnicy drugiej linii – jak w tym wypadku Tomasz Persona.



Choć trener Grzegorz Niciński nie zabrał do Ostrowca kilku podstawowych zawodników, dając szansę zmiennikom, pierwsza połowa spotkania upłynęła pod znakiem dominacji Arki. Faworyci już w 8. minucie mogli otworzyć wynik meczu, ale nie zdołali wykorzystać zamieszania w polu karnym rywali. W 21. minucie, po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, główkował Paweł Abbott, ale piłka po koźle przeleciała nad poprzeczką. Wreszcie w 30. minucie gdynianie uzyskali prowadzenie, gdy Abbott strzałem z bliskiej odległości pokonał Stanisława Wierzgacza. Jedenaście minut później było już 2:0. Adrian Błąd zagrał w tempo do Tadeusza Sochy, a ten strzałem z ostrego kąta skierował piłkę do bramki gospodarzy.









Przez 60 minut kontrolowaliśmy przebieg spotkania. Prowadziliśmy 2:0. Niestety, stała się głupia sprawa. Straciliśmy bramkę i to napędziło zespół KSZO. Wiedzieliśmy, co nas tu czeka. Szkoda, że było tak nerwowo, bo mogliśmy tego uniknąć. To dla nas nauczka. Sukces rodzi się w bólach. Mieliśmy ciężką drogę do tego ćwierćfinału, ale to przez naszą niefrasobliwość. Cóż, najważniejsze jest jednak to, że zdobyliśmy awans.


Rafał Siemaszko (po lewej) w walce o piłkę z Pawłem Czajkowskim. Trzecioligowcy do ostatniej minuty dzielnie bili się o awans i niewiele brakowało, by sprawili niespodziankę.



Na kwadrans przed końcem piłkarze z Ostrowca niespodziewanie strzelili kontaktowego gola. Rafał Gil wrzucił piłkę w pole karne, a Michał Stachurski dostawił nogę, uprzedzając bramkarza. Po tym trafieniu gospodarze poszli za ciosem. Przemysław Stolc sfaulował w polu karnym Gila i arbiter podyktował jedenastkę. Do piłki podszedł Klaudiusz Łatkowski, ale Pāvels Šteinbors wyczuł jego intencje. Miejscowi zmarnowali doskonałą sytuację do wyrównania, ale nie rezygnowali. Ruszyli do ataku, dobrą okazję miał dobrze dysponowany w tym spotkaniu Gil, ale po jego strzale z dystansu piłka minęła słupek bramki gości. Jeszcze w doliczonym czasie gry szansę miał doświadczony Dariusz Pietrasiak, który po dośrodkowaniu z rzutu rożnego po strzale głową posłał piłkę nad poprzeczką.


Gdyby nie Pāvels Šteinbors, w Ostrowcu doszłoby do dogrywki. W 77. minucie łotewski bramkarz Arki obronił strzał Klaudiusza Łatkowskiego z rzutu karnego.


„To na pewno nie będzie smutna noc w Ostrowcu, choć jest spory niedosyt, bo wiadomo, że chcieliśmy jak najdłużej grać w Pucharze Polski i sprawić kolejną sensację. Nie udało się, ale w sumie osiągnęliśmy bardzo dobry wynik jak na drużynę trzecioligową” – powiedział po ostatnim gwizdku. Obrońca KSZO miał jednak prawo być trochę rozczarowany, bo sześć lat wcześniej – wówczas w 1/16 finału – wystąpił przeciwko Arce w meczu, który ostrowianie niespodziewanie zwyciężyli po dogrywce 2:1. Tym razem gospodarzom zabrakło do szczęścia niewiele: wystarczyło, by w końcówce spotkania Klaudiusz Łatkowski wykorzystał karnego. Niestety, przegrał pojedynek z Pāvelsem Šteinborsem. Bramka Michała Stachurskiego pozostała więc jedyną, którą tego dnia zdobyli piłkarze z województwa świętokrzyskiego.


„W pierwszej połowie gra nam się układała, narzuciliśmy rywalom swoje warunki, zdobyliśmy dwie bramki, a wydaje mi się, że mogliśmy jeszcze dwie dołożyć i byłoby po meczu. Owszem, KSZO też miało swoje sytuacje, ale to my byliśmy dokładniejsi i zabrakło nam tylko trochę zdecydowania, żeby rozstrzygnąć wszystko już do przerwy. Szkoda, że się nie udało, bo przez to aż do ostatniego gwizdka było trochę nerwowo” – tłumaczył w rozmowie z reporterem Polsatu Sport. Ostatecznie to właśnie jego trafienie przesądziło o awansie Arki, a miało ono dla strzelca szczególny smak, bo Tadeusz Socha – choć miał na koncie już kilkanaście występów w Pucharze Polski – nigdy wcześniej nie zdobył w tych rozgrywkach bramki. Osiem miesięcy później miał jeszcze większe powody do radości: w wielkim finale jego zespół pokonał poznańskiego Lecha.












► Czwarty mecz tych drużyn w PP i czwarty, w którym KSZO Ostrowiec Św. strzela minimum jedną bramkę
► 49. mecz KSZO Ostrowiec Św. w PP
► Ósmy kolejny mecz KSZO Ostrowiec Św. w PP ze straconą bramką
► Ósmy kolejny mecz KSZO Ostrowiec Św. w PP ze straconą bramką na własnym boisku
► 117. mecz Arki Gdynia w PP
► 55. zwycięstwo Arki Gdynia w PP
► 150. gol stracony przez Arkę Gdynia w PP
► Ósma porażka KSZO Ostrowiec Św. w PP na własnym boisku
► Trzeci mecz KSZO Ostrowiec Św. w 1/8 finału na własnym boisku – w każdym KSZO traciło dokładnie 2 bramki
► Piąty mecz KSZO Ostrowiec Św. w 1/8 finału, każdy ze straconą minimum jedną bramką