






W takich spotkaniach „wrażenia artystyczne” schodzą na dalszy plan. Liczy się tylko i wyłącznie przełamanie. Po 12 kolejkach Betclic 1. Ligi było jasne, że zarówno Kotwicę, jak i Wartę, w sezonie 2024/25 czekać będzie walka o utrzymanie. A biorąc pod uwagę fakt, że oba zespoły zajmowały odpowiednio 10. i 15. miejsce w tabeli, a na ligową wygraną czekały od sześciu i trzech występów, zgarnięcie kompletu punktów było priorytetem. Cel ostatecznie zrealizowali goście z Poznania, ale nie można powiedzieć, że z przebiegu gry zasłużyli na wygraną. Przez całe spotkanie oddali bowiem zaledwie… jeden celny strzał.






































































































9
F. Kozłowski
10
M. Cywiński
77
A. Biegański
19
M. Lasek
1
K. Krzepisz
17
L. Ziętek
6
K. Kort
27
T. Wełna


Damian Kos w sezonie 2024/25 dzielił pracę w Betclic 1. Lidze z tą w PKO BP Ekstraklasie. Mecz w Kołobrzegu był jego piątym na zapleczu elity, wobec dokładnie takiej samej liczby spotkań, poprowadzonych na najwyższym szczeblu rozgrywek.







Uważam, że mecz mógł się zakończyć wynikiem 0:0, bo myślę, że nikt nie miał takich klarownych sytuacji. Nie pamiętam, żeby Marek Kozioł miał jakąś, powiedziałbym, znaczącą interwencję, aby uchronić nas od porażki. Także to boli, nie ma co ukrywać. Można też powiedzieć, że liczy się tylko zwycięstwo. Nie było to jakieś porywające widowisko, bo tak trzeba powiedzieć, ale moi zawodnicy na pewno nie zasłużyli na porażkę.







Wygraliśmy zasłużenie. Stworzyliśmy trzy bardzo dobre sytuacje. Przeciwnik jedną, może dwie takie klarowne, gdzie zakotłowało się w naszym polu karnym. Mecz mieliśmy pod kontrolą. Może posiadanie piłki nie było wyższe od zespołu gospodarzy, ale sytuacje bramkowe na pewno mieliśmy klarowniejsze i były bardzo dogodne do tego, żeby mecz wygrać. Chcieliśmy być bardzo aktywni, chcieliśmy naciskać w ataku i w obronie i to właśnie realizowaliśmy zarówno w pierwszej, jak i drugiej połowie.




Japoński pomocnik Warty Shun Shibata zaliczył asystę przy jedynej bramce meczu, ale później musiał opuścić boisko z powodu kontuzji.




Dośrodkowanie z rzutu rożnego na wysokiego środkowego obrońcę, który przy stałym fragmencie, włącza się w poczynania ofensywne – to klasyka piłkarskiej taktyki niemal na każdym szczeblu rozgrywek. Czasem przynosi ona oczekiwany efekt, a w przypadku Warty, w Kołobrzegu pozwoliła ona stworzyć aż dwie groźne okazje. W obu w roli głównej wystąpił Wiktor Pleśnierowicz i w obu stoper gości posłał piłkę do siatki. W 37. minucie jego trafienia (z powodu przewinienia innego zawodnika) nie uznał jeszcze sędzia Damian Kos. W 71. wszystko odbyło się już zgodnie z przepisami. Sytuacji bramkowych z obu stron było w tym meczu jednak jak na lekarstwo. Ze strony gospodarzy właściwie jedyną stworzył na początku Jonathan Júnior. Brazylijczyk, uderzając z ostrego kąta, trafił jednak w słupek.













