






„Myślę, że nikt nie jest zadowolony z tego jednego punktu – bardziej mamy dwóch »ubitych« niż dwóch zadowolonych” – powiedział na pomeczowej konferencji prasowej Piotr Klepczarek, trener Warty Poznań. I trudno było się z tym nie zgodzić. Górnik przystępował do spotkania z Wartą po trzech ligowych starciach bez wygranej oraz po odpadnięciu z Pucharu Polski. Zieloni zdołali wprawdzie awansować do kolejnej rundy tych rozgrywek, ale w Betclic 1. Lidze ich sytuacja nie wyglądała najlepiej. Po 10 kolejkach Poznaniacy plasowali się na 16. miejscu w tabeli, mając w dorobku zaledwie 8 punktów. Łęcznianie mieli ich o 9 więcej i zajmowali 7. lokatę. Remis, choć wydawał się być sprawiedliwym rozstrzygnięciem, nie poprawił zbytnio sytuacji obu klubów. Górnikowi nie udało się przerwać passy bez zwycięstwa, a Warcie odskoczyć od strefy spadkowej.


































































































16
P. Żyra
15
S. Krawczyk
17
B. Spáčil
23
D. Ogaga
18
D. Barauskas
9
H. Turski
44
A. Kostrzewski
7
S. Traoré
6
J. De Amo



Na papierze faworytami sobotniej konfrontacji byli gospodarze, którzy przed potyczką z Wartą zajmowali siódmą pozycję na zapleczu Ekstraklasy. Do tego piłkarze z Łęcznej mają w swoich szeregach dwóch najlepiej strzelających zawodników w lidze: Damiana Warchoła i Przemysława Banaszaka. Z kolei Warta znajdowała się w zupełnie innym położeniu. Po dziesięciu kolejkach poznaniacy plasowali się bowiem tuż nad strefą spadkową.


Piękny zachód słońca nad stadionem w Łęcznej. Tak z lotu ptaka prezentował się obiekt Górnika.



Spotkanie od samego początku było wyrównane. Po kwadransie można było zauważyć, w jaki sposób chcą grać oba zespoły. Gospodarze budowali wielopodaniowe akcje, a goście przedostawali się w pole karne Górnika Łęczna, zagrywając dłuższe piłki.


Kapitanowie obu drużyn – Adam Deja z Górnika (z prawej) oraz Jakub Kiełb z Warty – w towarzystwie sędziego głównego – Piotra Urbana.



Moment bierności w defensywie i brak skuteczności. Te dwie rzeczy pozbawiły Górnika trzech punktów, choć Zielono-Czarni mieli w końcówce okazje nawet na trzy punkty.





Nie po raz pierwszy w rundzie jesiennej Górnik musiał odrabiać stratę do przeciwnika i znalazł w końcówce meczu energię oraz sposób na skuteczne zaatakowanie.


Dobre widowisko ogląda się najlepiej ze smaczną przekąską. Kibice w Łęcznej nie mogli tego wieczora narzekać na nudę.







Myślę, że byliśmy w stanie fajnie wychodzić spod pressingu, natomiast pod polem karnym trochę nam brakowało. W drugiej połowie byliśmy zdecydowanie bliżej zdobycia bramki. Ale straciliśmy gola, a Warta cofała się jeszcze bardziej i czekała na swoje kontrataki, na które musieliśmy uważać. Myślę, że było dużo dośrodkowań, dużo sytuacji, gdzie naprawdę mogło to zakończyć się bramką. Po golu, który dał nam wyrównanie, chcieliśmy zdobyć jeszcze drugą bramkę. Skończyło się jednak 1:1. Mamy niedosyt, być może Warta też. Ale ja byłem zadowolony z samego podejścia chłopaków. Mieliśmy bardzo ciężkie trzy mecze: wyjazdowy, pucharowy, który skończył się rzutami karnymi. Dlatego dzisiaj bardzo chcieliśmy wygrać.







Mecz był otwarty, taki, jaki chcieliśmy zagrać. Chcieliśmy wejść wysoko na przeciwnika, stwarzać dużą liczbę sytuacji, bo tylko duża liczba sytuacji przybliży nas do tego, że będziemy wygrywać mecze. A my mecze musimy zacząć wygrywać, bo remisy w obecnej sytuacji nie dają nam zbyt wiele. W pierwszej połowie stworzyliśmy dwie, trzy bardzo dobre sytuacje. Szkoda, że nie zamieniliśmy ich na bramki. Nie ustrzegliśmy się też błędów w fazach przejściowych i Górnik także stworzył dwie dogodne sytuacje. Druga połowa, myślę, była wyrównana, z posiadaniem piłki trochę na korzyść Górnika. Bardzo ładna bramka Firleja mogła nas przybliżyć do tych upragnionych trzech punktów, bo mieliśmy jeszcze jedną stuprocentową sytuację, której niestety nie wykorzystaliśmy. Górnik mocno naciskał, stwarzał sytuacje, postawił wszystko na jedną kartę, a my musieliśmy mocno bronić wyniku. Niestety, po stałym fragmencie straciliśmy bramkę. Myślę, że nikt nie jest zadowolony z tego jednego punktu – bardziej mamy dwóch „ubitych” niż dwóch zadowolonych.




Gdy sytuacja tego wymagała, Górnik mógł liczyć na Damiana Warchoła. Nominalnie pomocnik, ale skuteczności mógł mu pozazdrościć niejeden napastnik. Od początku sezonu 2024/25 piłkarz drużyny z Łęcznej imponował formą strzelecką. Bramka zdobyta w spotkaniu z Wartą była jego 8. trafieniem w Betclic 1. Lidze. Tym razem pozwoliła ona wywalczyć punkt. Tak dobrze nie wiodło się Maciejowi Firlejowi z Warty. Ofensywny pomocnik bądź napastnik Zielonych strzelił w Łęcznej dopiero drugiego gola w rozgrywkach. Poprzednio trafił do siatki w zremisowanym – także 1:1 – wyjazdowym spotkaniu z GKS-em Tychy. Wówczas uratował swojej drużynie punkt. Teraz natomiast dał prowadzenie, po indywidualnej akcji z własnej połowy boiska. A mogło być jeszcze lepiej. Gdyby nie znakomita interwencja Branislava Pindrocha z 69. minuty, Firlej ustrzeliłby dublet.







Według mnie miejsce zajmowane w tabeli przez Wartę nie odzwierciedla rzeczywistej siły tego zespołu. Myślę, że dużą rolę odegrała zmiana szkoleniowca w poznańskiej drużynie. Analizowaliśmy ostatni mecz Warty z Arką Gdynia i każdy kto myślał, że wygrana przyjdzie nam lekko, łatwo i przyjemnie, był w błędzie. Jeśli chodzi o nasze starcie z Wartą, to w pierwszej połowie spotkanie było bardzo wyrównane, a rywale odgryzali nam się groźnymi kontratakami. Po przerwie kontrolowaliśmy grę i dłużej utrzymywaliśmy się przy piłce. Paradoksalnie właśnie w tym fragmencie meczu straciliśmy bramkę. Stworzyliśmy sobie wiele sytuacji, były strzały w słupek oraz w poprzeczkę. Myślę, że wynik mógł być inny i mogliśmy odnieść zwycięstwo. Trafienie, które zanotowałem w starciu z Wartą to była typowo instynktowna bramka. Wiedziałem, że piłka odbije się od wewnętrznej części słupka, a później przetoczy się przez linię. Myślę, że gdybym nie dołożył nogi, to futbolówka nie wpadłaby do bramki, ponieważ nadbiegający stoper wybiłby ją z linii bramkowej.





Całe spotkanie można uznać za wyrównane. Warta w drugiej połowie, po bramce próbowała utrzymać korzystny rezultat, co ostatecznie obróciło się przeciwko Zielonym. Trener Klepczarek na konferencji pomeczowej nie krył poczucia niedosytu z wyniku meczu. Paradoksalnie można traktować to jako dobry prognostyk. Na początku sezonu remis z 6. drużyną w tabeli Betclic 1. Ligi prawdopodobnie każdy brałby w ciemno. Dziś można odczuwać rozczarowanie ale też docenić 1 punkt zdobyty na dalekim wyjeździe z wymagającym rywalem.