






Specjaliści od pościgów. Tak z całą pewnością można było określić piłkarzy Górnika Łęczna w rozgrywkach Betclic 1. Ligi. Podopieczni Pavola Staňo już w czwartym kolejnym spotkaniu o punkty przegrywali, żeby ostatecznie mecz kończyć remisem. Tym razem udało im się odrobić aż dwubramkową stratę (wcześniej ich spotkania kończyły się wynikami 1:1). Wciąż musieli czekać jednak na wygraną. Niedosyt z całą pewnością panował również w szatni gości. Punkt wywalczony na wyjeździe nie był co prawda złym rezultatem, ale Odra – która po 12 kolejkach zajmowała trzecie miejsce od końca – musiała szukać bardziej pokaźnych zdobyczy. Tym bardziej, że na ligowe zwycięstwo czekała już od blisko dwóch miesięcy i siedmiu spotkań.







































































































16
P. Żyra
15
S. Krawczyk
18
D. Barauskas
17
B. Spáčil
23
D. Ogaga
21
J. Bednarczyk
9
H. Turski
44
A. Kostrzewski
30
B. Ahmedov


Piątkowy termin i przede wszystkim niezadowalające wyniki Górnika w ostatnich tygodniach sprawiły, że na trybunach stadionu w Łęcznej zasiadło niespełna półtora tysiąca kibiców.







Niektórzy zawodnicy nie grali w tym meczu tak dobrze, jak mogliby grać. To dawało przeciwnikom szanse na wyprowadzanie kontrataków, a opolski zespół dysponuje bardzo ciekawymi piłkarzami do takiego stylu atakowania. Szczególnie mocno zabolała nas strata drugiej bramki, ponieważ schodziliśmy na przerwę przegrywając 0:2, co zawsze jest trudną sytuacją. Musieliśmy zmotywować drużynę i tchnąć w nią wiarę w odrobienie strat. Bardzo się cieszę z tego, jak zespół zareagował w drugiej połowie.







W ostatnich dniach robiliśmy wszystko, aby przywrócić wiarę w zespole. Odbyliśmy krótkie zgrupowanie w Ustroniu. Poświęciliśmy ten czas na ostrą pracę, a każdy trening był bardzo mocny z zamiarem przełożenia takiej intensywności na mecz. Możemy być z tego zadowoleni i musimy dążyć do takiej gry jak w pierwszej połowie meczu z Górnikiem. Nie wiem, czy będziemy wytrzymywać tak wysokie tempo na przestrzeni pełnych 90 minut, ale zawodnicy wychodząc na boisko muszą zostawić na nim zdrowie i w starciu z łęczyńską ekipą to było widać.




Mecz w Łęcznej fatalnie zakończył się dla Jiříego Pirocha, który z powodu kontuzji boisko opuścił już w piątej minucie. Czeski obrońca Odry do gry wrócił dopiero ponad cztery miesiące później.




Przez całe życie związany z klubami z Opola, a od 2019 roku z Odrą. Najpierw grał w juniorach, a później w drugiej drużynie. W sezonie 2024/25 18-letni Szymon Szkliński doczekał się debiutu w pierwszym zespole, a w Łęcznej zaliczył swoje premierowe trafienie w lidze (wcześniej dwukrotnie wpisał się na listę strzelców w Pucharze Polski). Dzięki temu, mimo ostatecznej straty dwóch punktów, z pewnością zapamięta ten mecz na zawsze. Do strzelania goli dla Górnika przyzwyczaił się natomiast Przemysław Banaszak. Po powrocie do Łęcznej z dalekiego Uzbekistanu (gdzie wywalczył dwa mistrzostwa kraju), urodzony w Szczebrzeszynie napastnik imponował skutecznością. Bramka z rzutu karnego w meczu z Odrą była jego siódmą w tym sezonie.



Wychodzimy na każdy mecz, aby go wygrać i chcieliśmy przełamać serię remisów. Mamy problem z pierwszymi połowami spotkań. W pierwszej części starcia z Odrą też nie zagraliśmy tak, jak sobie założyliśmy. Dobrze, że w drugich połowach udaje nam się odrabiać straty i odwracać losy rywalizacji. Naszym celem będzie to, aby obie połowy wyglądały tak samo solidnie. Wyciągnęliśmy remis ze stanu 0:2 i dobrze, że chociaż ten jeden punkt został w Łęcznej.





















Brak zwycięstw już nam ciąży. Chcieliśmy cieszyć się po meczu, a powtórzył się schemat słabszej pierwszej połowy i pogoni za wynikiem w drugiej części spotkania. Po przerwie podnieśliśmy się, pokazaliśmy serce do walki, dlatego jestem dumny z chłopaków. Natomiast po raz kolejny popełniamy wiele niewymuszonych strat oraz dokonujemy złych wyborów, nakręcając przeciwników. Rywale mądrze się bronili, licząc na kontrataki i w pierwszej połowie byli bardzo skuteczni. Myślę, że musimy odważniej wchodzić w mecz, a także prezentować większą pewność siebie. Jesteśmy niezadowoleni, bo graliśmy przed własną publicznością i chcieliśmy wywalczyć komplet punktów. Co do opaski kapitańskiej, to naprawdę fajna sprawa. Adam Deja chciał, abym pełnił funkcję kapitana. Wróciłem do składu i z jednej strony czuję ogromną radość, bo naprawdę ciężko pracowałem, żeby wrócić. Długo czekałem na tę szansę i wierzę, że teraz będę otrzymywał więcej minut. Z drugiej strony czuję smutek, ponieważ nie udało nam się odnieść zwycięstwa.



