






Czekając na przełamanie. Kibice w Tychach i Poznaniu z pewnością nie tak wyobrażali sobie początek sezonu 2024/25 Betclic 1. Ligi. Mający spore ambicje GKS w dwóch meczach zgromadził zaledwie dwa oczka. W nowej rzeczywistości, po spadku z PKO BP Ekstraklasy, w ogóle nie mogła odnaleźć się Warta, która poniosła dwie porażki. Otwierające 3. kolejkę spotkanie na Śląsku dla obu drużyn było więc idealną okazją na „nowy początek”. Po końcowym gwizdku z rezultatu mogli być zadowoleni tylko podopieczni Piotra Jacka, którzy wyrwali punkt w ostatnich minutach. Remisowa seria ekipy Dariusza Banasika trwała natomiast w najlepsze.






















































































26
B. Brzęk
14
M. Hołownia
7
W. Niewiarowski
77
T. Kubik
23
M. Dziuba
13
M. Górski
29
D. Matyśkiewicz
8
M. Szpakowski
15
J. Bieroński
► Żółtą kartką został upomniany również trener gospodarzy Dariusz Banasik.


Otwierający 3. kolejkę Betclic 1. Ligi mecz w Tychach z wysokości trybun obserwowało niespełna cztery tysiące kibiców.







W piłce pracuję 25-30 lat, na wszystkich poziomach. Jestem doświadczonym trenerem i pewne rzeczy w lidze mi się nie podobają. Przede wszystkim uważam, że 1. Liga nie powinna być rozgrywana pod hasłem: „kto oszuka pana sędziego”. Piłkarze się przewracają, przy każdym kontakcie. 80-90% stykowych sytuacji gwizdanych jest na korzyść przeciwnika. Wiele sytuacji w tym sezonie było takich, że kiedy nasz zawodnik leży to sędzia puszcza grę, a kiedy zawodnik w przeciwnika leży, sędzia grę zatrzymuje. Chciałbym, żebyśmy zaczęli grać w piłkę, żeby mecze były widowiskowe, tak jak z Miedzią Legnica, żeby były bramki, żeby był polot i finezja. Natomiast tutaj niestety, to jest kopanina.







Nie był to piękny mecz, dużo szarpanej gry. Z przewagą przeciwnika w posiadaniu piłki w pierwszej połowie, ale też z naszym celowym niskim ustawieniem. Niestety straciliśmy bramkę ze stałego fragmentu, ale mając na uwadze to, co działo się w poprzednich meczach, czyli te nasze straty bramek po przerwie do 60. minuty, mieliśmy na to plan. Dokonaliśmy dwóch zmian. Gra nadal była szarpana, ale wielki szacunek do mojej drużyny za to, że do samego końca walczyliśmy o wyrównanie przy odrobinie szczęścia. Wiadomo, przeciwników było też mniej na boisku, ale w ostatniej akcji meczu też mogliśmy pokusić się o trzy punkty. Nie udało się na trudnym terenie.






Umiejętność skutecznego odnalezienia się w polu karnym przeciwnika jest kluczową dla wszystkich ofensywnych zawodników. Jednak nie zawsze udana finalizacja wynika ze skrupulatnie przygotowanej akcji. Podczas spotkania w Tychach mieliśmy do czynienia z dwoma trafieniami po uderzeniach z pola karnego, które jednak miały zupełnie inne przyczyny. Gol na 1:0 to efekt ewidentnych błędów i nieporadności rywali, którzy po rzucie rożnym tak nieskutecznie wybijali piłkę, że ta spadła prosto pod nogi Wiktora Żytka. Z kolei wyrównujące trafienie gości w końcówce, było efektem precyzyjnego, technicznego dośrodkowania Rafała Adamskiego, do którego Maciejowi Firlejowi wystarczyło tylko „dołożyć głowę”.


W końcówce spotkania piłkarze musieli rywalizować w strugach ulewnego deszczu (na zdjęciu tuż po ostatnim gwizdku zrezygnowany Rafał Makowski).























