






Kiedy w 9. kolejce Betclic 1. Ligi doszło do śląskich derbów pomiędzy GKS-em Tychy a Ruchem Chorzów, można było spodziewać się… podziału punktów. Tak się bowiem złożyło, że obie drużyny w sezonie 2024/25 upodobały sobie właśnie taki wynik. W ośmiu dotychczasowych kolejkach podopieczni Artura Skowronka (a wcześniej Dariusza Banasika) remisowali aż sześciokrotnie (odnosząc jedno zwycięstwo i ponosząc jedną porażkę). Z kolei Niebiescy bez rozstrzygnięcia kończyli dokładnie połowę występów (notując po dwie wygrane i przegrane). Taki przebieg wydarzeń sprawił, że działacze w obu miastach pod koniec sierpnia zmienili trenerów i przynajmniej na razie, bardziej ze swojej decyzji mogli być zadowoleni w Chorzowie. Dawid Szulczek w Tychach poprowadził Ruch po raz drugi i w obu przypadkach zgarnął komplet punktów.




































































































18
B. Śpiączka
10
R. Makowski
14
M. Hołownia
8
M. Szpakowski
77
T. Kubik
13
M. Górski
29
D. Matyśkiewicz
3
J. Tecław
15
J. Bieroński


Kibice gospodarzy zadbali o godną oprawę śląskich derbów. Jednak z tego samego powodu sędzia był zmuszony aż czterokrotnie przerywać spotkanie z powodu zadymienia boiska.







Wiedziałem, że ten mecz będzie wymagał z naszej strony dużej kontroli emocji. Niestety, nie graliśmy piłkarsko, a emocjami – przede wszystkim w pierwszej połowie. Na pewno nie zaprezentowaliśmy się tak, jak tego od siebie oczekujemy. Ruch swoją postawą w pressingu zabrał nam to, co chcieliśmy grać. Popełniliśmy błąd indywidualny, zeszliśmy na przerwę ze złym nastawieniem i rezultatem, ale nie zmienimy swojej drogi.







W przerwie na kadrę musieliśmy się skupić nad wszystkimi aspektami. Pracowaliśmy nad tym, by w drużynie była dobra energia, czyli połączenie motoryki i aspektów mentalnych. Bardzo cieszymy się z tego, jak ten mecz się dla nas zakończył. Trudno jest utrzymać koncentrację, gdy gra jest tak rwana, jest tyle przerw, ale dzisiaj moi piłkarze spisali się na medal. Cieszymy się, że możemy patrzeć w górę tabeli.




Derbowe starcia zawsze generują ogromne emocje. W tej sytuacji nieporozumienie próbowali między sobą wyjaśnić kapitan gospodarzy – Nemanja Nedić i Daniel Szczepan.







Mogłem dzisiaj zdobyć minimum trzy bramki, a jakby dobrze poszło to pięć spokojnie. Cieszę się, że dochodziłem do tych sytuacji, bo w poprzednich meczach nawet strzału nie oddałem. Brakowało wykończenia, ale to jeszcze przyjdzie. Najważniejsze, że raz strzeliłem i udało się wygrać.
Jak sam zauważył po meczu, bohater Ruchu w starciu z GKS-em Tychy wykazał się tego wieczoru nieskutecznością na wysokim poziomie. Raz zdołał jednak skorzystać z prezentu, który wspólnie podarowali mu obrońcy z bramkarzem gospodarzy. Nieco kuriozalne wydarzenia z końcówki pierwszej połowy okazały się kluczowe dla losów rywalizacji. Pokonanie Marcela Łubika było tym cenniejsze, że podopieczni Artura Skowronka mieli spore problemy z kreatywną grą w ofensywie. Dość powiedzieć, że najlepsze statystyki w ataku GKS-u „wykręcił” lewy obrońca – Marcel Błachewicz.























Niestety, debiut okazał się pechowy, ale ważne są trzy punkty i wygrana drużyny. Bardzo cieszyłem się w szpitalu, że drużyna dowiozła prowadzenie do końca. Pamiętam tylko zderzenie głowami. Od razu rzuciłem do naszych fizjoterapeutów, że chcę dalej grać, ale nie było to możliwe. W ciągu tych 20 minut zdominowaliśmy Tychy, które nie mogły wyjść z własnej połowy, a potem już krążyłem. Byłem w karetce, oglądałem grę na telefonie w szatni, podczas drugiej połowy byłem w szpitalu i mocno się stresowałem tym meczem. Po wszystkim przyjechałem na Cichą, przyszedłem do szatni, pogratulowałem chłopakom. Założono mi sześć szwów. Wyglądam, jakbym odbył walkę w KSW. Już czwarty raz mam tak rozwaloną głowę, a przecież nie biję się w klatce, tylko gram w piłkę.



