






Po 5. kolejkach sezonu 2024/25 w Betclic 1. Lidze do piłkarzy z Tychów mogły z powodzeniem przylgnąć dwa przydomki: niepokonani oraz mistrzowie remisów. Tak się bowiem złożyło, że żadna z drużyn, z którymi mierzył się GKS, nie potrafiła znaleźć na niego sposobu. I vise versa. Drużyna prowadzona przez Dariusza Banasika nie wygrała ani razu, za każdym razem dzieląc się punktami z przeciwnikami. Odra była w sytuacji zgoła odmiennej – zwyciężyła tylko raz, poniosła trzy porażki, a w 5. kolejce zremisowała w Tychach. Spotkanie na stadionie GKS-u wcale nie musiało się skończyć wynikiem bezbramkowym, bo okazji do strzelenia gola w nim nie brakowało. Na wysokości zadania stanęli jednak obaj bramkarze, którzy bezdyskusyjnie okazali się bohaterami swoich zespołów.




























































































22
J. Ertlthaler
20
M. Sanyang
6
N. Nedić
26
B. Brzęk
13
M. Górski
29
D. Matyśkiewicz
18
B. Śpiączka
15
J. Bieroński
5
T. Kurtaran



Tyszanie przystąpili do meczu z Odrą bez wygranej w tym sezonie i czterema remisami z rzędu. Trener Dariusz Banasik po remisie 0:0 z Chrobrym w Głogowie, sugerował, że drużynie mogą pomóc transfery. No to 13 sierpnia GKS Tychy ogłosił pozyskanie napastnika, którym jest 22-letni Niemiec Yannick Woudstra. Podpisał kontrakt na rok z opcją przedłużenia o dwa lata. Trzy dni później tyski klub poinformował: „Yannick doznał zerwania więzadła krzyżowego przedniego i czeka go długa przerwa”…


Pięknie położony stadion GKS-u w Tychach z lotu ptaka. Niestety, po raz kolejny świecił on pustkami. Choć trybuny mogły pomieścić 15300 widzów, na spotkaniu z Odrą Opole pojawiło się raptem 3459 osób.



Zdecydowanie najwięcej działo się w tym meczu na boisku w jego początkowej fazie. Otwierające go 25 minut dostarczyło naprawdę dużych emocji. W tym czasie główne role odgrywali bramkarze obu zespołów.


GKS-u Tychy (z lewej) i Odra Opole przed meczem 5. kolejki Betclic 1. Ligi. Spotkanie jako główny poprowadził sędzia Łukasz Szczech.



Piłkarzom przyszło walczyć w padającym deszczu, ale z trybun mieli wsparcie w postaci głośnego dopingu. „Młyn" fanów GKS-u Tychy okrasił śpiewy, machaniem flagami, co przypominało doping na włoskich stadionach. Na flagach były m.in. herby zaprzyjaźnionych klubów. Fani Odry tak się rozgrzali dopingiem, że ściągnęli koszulki prezentując nagie torsy.









Wydaje mi się, że był to w sumie ciekawy mecz. Wynik 0:0, choć pewnie i trener drużyny przeciwnej zgodziłby się ze mną, że powinno tu być 2:2 albo 3:3, bo sytuacji było dużo – z jednej i drugiej strony. Wydaje mi się, że bardzo dobrze weszliśmy w ten mecz. Zmieniliśmy paru zawodników w porównaniu do ostatnich spotkań, bo po remisach nie byliśmy zadowoleni z naszej gry, szczególnie ofensywnej. Chociaż statystycznie to wygląda nieźle, to nie strzelamy goli. Dzisiaj szansę dostali świeży zawodnicy, nowi zawodnicy, jak chociażby Dziuba, Niewiarowski, Szpakowski, Rumin też zmienił pozycję. Wszystko po to, byśmy poprawili grę w ofensywie. Można być zadowolonym z defensywy, bo trzeci mecz nie tracimy bramki – i tu na pewno zespół zrobił postęp.







Na pewno szanujemy ten punkt. Z tego, co wiem, to odkąd Odra jest w 1. Lidze, tutaj nie zapunktowała. Jednak nikt z naszej ekipy nie jest zadowolony z tego punktu, bo chcemy wygrywać, chcemy grać lepiej, chcemy punktować. Natomiast mam szacunek do moich piłkarzy za dzisiejszy mental. Już przed meczem widziałem, jak zespół żyje, jak szatnia żyje. W tym tygodniu trochę nad tym popracowaliśmy i cieszy mnie taka reakcja. Widać było zespół walczący, idący za sobą nawet w trudnych momentach – i to na pewno chciałbym podkreślić. Trochę żal, że znowu nie wykorzystaliśmy fajnych sytuacji, które stworzyliśmy sobie w 1. połowie. Widowisko na pewno byłoby atrakcyjniejsze, gdyby i zespół GKS zdobył bramkę, i my również.


Po tym faulu na Rafale Niziołku z boiska usunięty został zawodnik GKS-u, Mateusz Hołownia. Obrońca gospodarzy obejrzał za to przewinienie drugą żółtą kartę. Był to drugi z rzędu mecz tyszan u siebie, który kończyli w dziesiątkę.



W momencie, kiedy pachniało golem dla tyszan, gospodarze stracili Mateusza Hołownię, który w po drugiej żółtej kartce zobaczył czerwoną (80. minuta). Wtedy swoją szansę zwietrzyła Odra, ale osłabiony GKS też nie dawał za wygraną. Gospodarze jeszcze w doliczonym czasie szturmowali bramkę opolan – Haluch nie dał się pokonać, a kibice Odry po meczu skandowali jego nazwisko.




Szczególnie w pierwszych 25 minutach obaj bramkarze zostali wystawieni na ciężką próbę. Zarówno Artur Haluch, jak i Marcel Łubik mieli masę pracy, uwijali się jak w ukropie, by bronić kolejne strzały. Jako pierwszy wykazać się musiał golkiper Odry, którego niepokoili Maksymilian Dziuba (rzut wolny) i Jakub Budnicki (kapitalna obrona nogami). W odpowiedzi na bramkę przyjezdnych uderzali Jakub Bartosz, Edvin Muratović i Maksymilian Banaszewski. Za każdą z tych interwencji obu bramkarzom należały się wielkie brawa!
„Mieliśmy bardzo dobre sytuacje. Zabrakło dobrego wykończenia. No ale, Tychy też miały swoje sytuacje, różnie to mogło się potoczyć. Mogło być równie dobrze po pierwszej połowie 3:2 dla nas. Tak się nie stało” – podsumował w Radiu Opole bramkarz Odry.

