

Rozgrywane w Irlandii Północnej mistrzostwa Europy do lat 17 reprezentantki Polski rozpoczęły meczem z Francją. Na papierze zdecydowanymi faworytkami starcia w grupie B były Trójkolorowe. Jednak naszej drużynie nikt nie zabraniał marzyć. W końcu prawie dwa lata wcześniej zespół naszych siedemnastolatek sprawił nie lada niespodziankę w spotkaniu o 3. miejsce. Drużyna prowadzona przez Marcina Kasprowicza zremisowała wówczas z Francuzkami 2:2, ale wygrała w serii rzutów karnych 4-2, dzięki czemu zapewniła sobie udział w mistrzostwach świata. Teraz tak dobrze już nie było. Kadra selekcjonerki Pauliny Kawalec wysoko przegrała z Trójkolorowymi, które już w 1. połowie czterokrotnie pokonały bramkarkę, Hannę Buchtę.






















































4
N. Chovin
3
M. Bento
8
D. Niakate
10
M. Ané
18
C. Thomas



Polki zakwalifikowały się na turniej, wygrywając pięć z sześciu eliminacyjnych spotkań. Zawodniczki trenerki Pauliny Kawalec rozpoczęły turniej w Irlandii Północnej od rywalizacji z jednymi z faworytek mistrzostw – Francuzkami. Trójkolorowe udzieliły rywalkom wyjątkowo bolesnej lekcji. (…) Przewaga zawodniczek znad Sekwany nie ulegała wątpliwości, o czym świadczą statystyki – w strzałach (25:5) i strzałach celnych (13:0).


Reprezentacja Polski kobiet do lat 17 przed meczem z Francją. W górnym rzędzie od lewej: Maja Wiśniewska, Helena Zarzycka, Wiktoria Zgrzeba, Zofia Świtała, Hanna Buchta, Blanka Zając (kapitanka). W dolnym rzędzie od lewej: Zofia Cendrowska, Nicola Gałuszka, Lidia Kulka, Zofia Burzan, Lena Januszyńska.



Trudno mówić o niespodziance, porażka z Francją była najbardziej realistycznym scenariuszem. Szkoda szczególnie jej wymiaru i faktu, że nasze reprezentantki nie zdołały zdobyć pierwszego gola. To dodałoby pewności przed kolejnymi spotkaniami.







Nie ustrzegliśmy się błędów. Pozwoliliśmy rywalkom na zdecydowanie za dużo, przez co schodziliśmy na przerwę z czterema straconymi bramkami. Pierwsza połowa nie wyglądała tak, jak sobie zakładaliśmy i stąd trzy zmiany, które ożywiły naszą grę w drugiej połowie. Druga odsłona spotkania była już inna. Podjęliśmy decyzję, że skład wyjściowy będzie taki, a nie inny, mając świadomość, że na ławce rezerwowych również mamy piłkarki o dużej jakości. Zmienniczki właśnie wniosły tę jakość w drugiej połowie. Chcieliśmy dłużej utrzymywać się przy piłce i unikać jej strat. W drugiej połowie było wiele momentów, w których dobrze operowaliśmy piłką. Dzięki temu mogliśmy budować akcje do przodu.



Dla piłkarek urodzonych w roku 2009 jest to turniej docelowy w tej kategorii wiekowej. Część z nich była już bogatsza o doświadczenie sprzed roku, choć teraz to one stanowiły trzon zespołu prowadzonego przez Paulinę Kawalec. Przed turniejem z polskiej kadry płynęły sygnały o odwadze i ambitnych celach. (…) Jednak dość szybko okazało się, że z reprezentacją Francji zdecydowanie nie będzie łatwo.



Polskie piłkarki awans na Euro 2026 wywalczyły dość sensacyjnie, gdy w marcowych eliminacjach pokonały Słowaczki, Walijki oraz na koniec Holenderki, co było największą niespodzianką. W grupie ME biało-czerwone trafiły na gigantki – Francuzki i Hiszpanki oraz na Finki. W pierwszym meczu podopieczne Pauliny Kawalec trafiły na mistrzynie Europy U-17 z 2023 r. Francuzki były bezlitosne.




Francuzki, jak przystało na faworytki, pokazały tego dnia klasę. Przewyższały nasze piłkarki pod każdym względem, czego efektem było aż pięć goli. Pierwszą z zawodniczek Trójkolorowych, która wpisała się na listę strzelczyń była Léa Motyka. Piłkarka o polskobrzmiącym nazwisku pochodziła ze sportowej rodziny. Jej ojciec Sébastien Motyka również był piłkarzem, mama Laëtitia siatkarką, a wujek David piłkarzem ręcznym. Pomocniczka Olympique Lyon, występująca w klubie i reprezentacji Francji do lat 17 wraz z siostrą Emmą, najpierw wywalczyła rzut karny (faul Mai Wiśniewskiej), a następnie zamieniła go na bramkę. Pod koniec 1. połowy Motyka miała jeszcze szansę na drugiego gola, ale uderzyła niecelnie, a po przerwie przegrała pojedynek z bramkarką Hanną Buchtą.
Biało-czerwone nie miały zbyt wiele do powiedzenia. Nie udało im się nawet oddać celnego strzału na bramkę Clélii Ducreux. Najlepszą okazję do pokonania golkiperki Trójkolorowych miała Lena Januszyńska. Sytuacja działa się przy wyniku 2:0, na kilka minut przed trzecim golem dla Francuzek. Polka była niepilnowana w polu karnym, jednak zwlekała zbyt długo z decyzją o oddaniu strzału, a gdy już kopnęła piłkę, ta przeleciała obok słupka. Wielka szkoda.