



Mówi się, że mecz trwa 90 minut. Jednak to… nie do końca prawda. Mecz trwa 90 minut, plus to, co doliczy sędzia. Zdarza się, że właśnie w tym doliczonym czasie zapadają ostateczne rozstrzygnięcia. Tak też było w Głogowie, w spotkaniu 14. kolejki Betclic 1. Ligi. W starciu Chrobrego z Kotwicą dodatkowego czasu gry było aż 11 minut, chociaż arbiter doliczył ich pierwotnie 8. Dla drużyny gospodarzy okazały się one zbawienne, gdyż przegrywali oni z zespołem z Kołobrzegu 1:2. I chyba nikt nie spodziewał się, że Głogowianie odwrócą losy rywalizacji. W szóstej minucie doliczonego czasu wyrównał Paweł Tupaj, a 120 sekund później na 3:2 trafił Albert Zarówny.
















►UWAGA! Mecz 10. kolejki Chrobry Głogów – Wisła Kraków przeniesiono na 16 listopada 2024 r. Powodem odwołania spotkania w pierwotnym terminie – 22 września – była sytuacja powodziowa w Głogowie.






































































11
M. Lebedyński
13
J. Kuzdra
96
P. Szarek
19
P. Mucha
23
S. Lewkot
1
K. Wróblewski
33
N. Malczuk
9
M. Ozimek
14
B. Biel
►UWAGA! W 90. minucie żółtą kartką ukarany został Michał Ilków-Gołąb, asystent trenera Chrobrego Głogów. Powodem była krytyka orzeczeń sędziego. Napomnienie nie jest wliczane do pomeczowych statystyk.



W piątek Chrobry po raz pierwszy zagrał o punkty z Kotwicą Kołobrzeg. Wcześniej zespoły spotykały się tylko w sparingach.


Drużyny Chrobrego (pomarańczowe koszulki) i Kotwicy wyprowadzane na boisko przez kapitanów i trójkę sędziowską. Arbitrem głównym był Piotr Urban.



Kotwica prowadziła do siódmej minuty doliczonego czasu gry... potem w Głogowie wydarzył się cud. Patryk Mucha podał w środek pola karnego do Mateusza Lewandowskiego, ten przyjął i oddał piłkę do wbiegającego Pawła Tupaja, który spokojnie przełożył piłkę z prawej nogi do lewej i perfekcyjnie uderzył. Remis! Wydawało się, że to koniec, ale największy szał na stadionie Chrobrego przyszedł niespełna dwie minuty później. Mucha dośrodkował w pole karne, a tam kompletnie niepilnowany był 19-letni Albert Zarówny, który uprzedził wychodzącego z bramki Kozioła. Obrońca strzałem głową wpakował piłkę do siatki. Gospodarze zrobili swoim kibicom piękną niespodziankę i wygrali 3:2. Chrobry uciekł ze strefy spadkowej na 13. pozycję, tuż za Kotwicą.








Chciałbym podziękować wszystkim, którzy przyszli na mecz, bo wiemy że sytuacja nie jest łatwa, że nie gramy na miarę oczekiwań i wiemy, że zawodzimy przede wszystkim wynikowo. Bo myślę, że ten mecz też pokazał, że to nie jest do końca tak, że nie chcemy, a wręcz przeciwnie. Chciałem zauważyć, jak cieniutka granica wyznacza sytuację, w której oceniany jest mecz pozytywnie i negatywnie. Na pewno wciąż musimy pracować nad tym, by tracić mniej tych goli.







W żadnym z dwóch ostatnich meczów, wraz z dzisiejszym – nie powinniśmy przegrać. Nie wiem czy zasłużyliśmy na zwycięstwo, czy nie. Na pewno takie spotkanie jak dzisiaj, boli klub, boli zawodników, boli nas trenerów. Przy tak dobrej postawie, przy takim wysiłku, jest to trochę kuriozalne, że w ostatnich trzech meczach nie zostało to zrekompensowane jakąś zdobyczą punktową.


Moment, który wlał nadzieję w serca piłkarzy i kibiców Chrobrego. Była szósta minuta doliczonego czasu gry, gdy Paweł Tupaj (przy piłce) doprowadził do remisu 2:2. Chwilę później padła zwycięska bramka dla drużyny z Głogowa.



To był niezwykle emocjonujący piątkowy wieczór na stadionie Wita Stwosza w Głogowie. Drużyna pomarańczowo-czarnych dostarczyła kibicom sporo emocji i co najważniejsze – wygrała w spektakularnym stylu!




Patrząc jedynie na wynik, można by pomyśleć, że obie drużyny zagrały radosny futbol. Padło w końcu aż pięć bramek. Jednak nie był to mecz, w którym zespoły zapominały o defensywie, stawiając wszystko na atak. Nie oznacza to natomiast, że zabrakło w nim chwil radości i… rozpaczy. Pierwsi cieszyli się piłkarze z Kołobrzegu, a najbardziej Jonathan Júnior. Brazylijski napastnik ustrzelił w Głogowie dublet, dając w obu przypadkach prowadzenie swojej drużynie – w 28. i 60. minucie. Finalnie radosne momenty graczy gości przerodziły się w lament. U gospodarzy było odwrotnie – najpierw smutek, a po ostatnim gwizdku sędziego – euforia. Przyczynił się do niej obrońca Chrobrego – Albert Zarówny. W ósmej minucie doliczonego czasu piłkę w pole karne dośrodkował Patryk Mucha, a głogowski defensor wyskoczył najwyżej, pokonując głową Marka Kozioła i ustalając wynik na 3:2.







1999 rok – Bayern Monachium przegrywa z Manchesterem United w doliczonym czasie gry (1:2 w finale Ligi Mistrzów – przyp. red.) w bardzo podobny sposób, w jaki Chrobry Głogów ogrywa dzisiaj Kotwicę Kołobrzeg!

