



Z jednej strony brak wygranej w czterech dotychczasowych spotkaniach w lidze na własnym stadionie. Z drugiej – seria czterech (a wliczając Puchar Polski – pięciu) meczów bez zwycięstwa w ogóle. Jeśli jakieś słowo najczęściej przewijało się wśród piłkarzy i kibiców Chrobrego Głogów i Górnika Łęczna przed starciem 12. kolejki, to było nim „przełamanie”. Zarówno podopieczni Piotra Plewni, jak i piłkarze Pavola Staňo, z pewnością liczyli na nowe otwarcie, które dałoby im pozytywny impuls przed kolejnymi występami. Dlatego po końcowym gwizdku i podziale punktów, wszyscy musieli być rozczarowani.






















































































23
S. Lewkot
35
E. Marcinkowski
96
P. Szarek
1
K. Wróblewski
11
M. Lebedyński
14
B. Biel
9
M. Ozimek
19
P. Mucha
30
S. Bartlewicz


Najmłodszym kibicom Chrobrego przed spotkaniem towarzyszyła klubowa maskotka – pomarańczowo-czarny tygrys.







Wszyscy chcemy widzieć takiego Chrobrego, jaki był w pierwszej połowie. Właśnie wtedy powinniśmy zamknąć ten mecz, bo nie przypominam sobie, odkąd jestem w Głogowie, żebyśmy mieli cztery, a nawet pięć, bardzo dobrych sytuacji. Szanuję ten remis, ale z całą pewnością nikt w szatni nie jest z niego zadowolony.







W pierwszej połowie nie byliśmy pewni przy piłce i stąd brała się też niepewność z tyłu. Musimy lepiej zachowywać przy kontratakach rywali. Widzieliśmy jak wiele okazji miał napastnik gospodarzy. Mieliśmy farta, że przed przerwą nie padła jeszcze jedna bramka. Później zmiana taktyczna i dobra reakcja zespołu sprawiły, że mecz zaczął obracać się na naszą korzyść.





Po zakończonym remisem 1 do 1 spotkaniu, nie sposób nie wyróżnić zdobywców bramek, którzy swoimi trafieniami ubarwili starcie w Głogowie. Trzeba jednak przyznać, że poza strzeleniem goli, obaj zawodnicy wykazali się dość niespotykaną nieskutecznością. Mateusz Lewandowski już przed przerwą mógł właściwie rozstrzygnąć losy rywalizacji, ale nie był w stanie ponownie pokonać Bronislava Pindrocha, nawet będąc niepilnowanym zaledwie kilka metrów od linii bramkowej. Z kolei Kamil Orlik, zanim strzelił pierwszego i – jak się później okazało – swojego jedynego gola w sezonie, przed przerwą próbował efektownego uderzenia z woleja sprzed pola karnego, po którym piłka zamiast w stronę bramki, poszybowała niemal pionowo w powietrze.



Myślę, że pierwsza połowa była najgorszą w tej rundzie w naszym wykonaniu. W szatni padło kilka mocniejszych słów, a druga część meczu wyglądała już nieco lepiej. Udało nam się odrobić straty, ale nie jesteśmy zadowoleni z tego wyniku, ponieważ przyjechaliśmy do Głogowa po trzy punkty. Szkoda, że po raz kolejny obudziliśmy się dopiero po straconej bramce. Gdybyśmy nie tracili gola jako pierwsi w ostatnich starciach, to uważam, że te pojedynki mogłyby się potoczyć inaczej, a nasz dorobek punktowy byłby lepszy.












Mecz z Górnikiem Łęczna fatalnie zakończył się dla Szymona Bartlewicza. Pomocnik Chrobrego pojawił się na boisku w trakcie drugiej połowy, a klika minut przed końcem został zniesiony na noszach z powodu kontuzji kolana.



