




Miłośnicy filmów o Batmanie zdają sobie doskonale sprawę, że Joker (grany m.in. przez Jacka Nicholsona) to postać negatywna. W futbolu określenie zawodnika mianem dżokera, ma już wydźwięk pozytywny. W głównej mierze dlatego, iż jest to ktoś taki, kto przesądza o wyniku spotkania. W 11. kolejce Betclic 1. Ligi kimś takim był dla Arki Karol Czubak. Napastnik klubu z Gdyni rozpoczął mecz z Chrobrym na ławce rezerwowych. Na boisku pojawił się po godzinie gry, by między 81. a 86. minutą dwukrotnie pokonać bramkarza gości, Dawida Arndta. Arkowcy po objęciu zespołu przez (tymczasowego) trenera Tomasza Grzegorczyka odnieśli czwarte z rzędu zwycięstwo. Głogowianie ponieśli natomiast szóstą porażkę w sezonie 2024/25.






















































































19
M. Rzuchowski
10
K. Czubak
21
K. Skóra
2
M. Navarro
20
M. Borecki
1
P. Lenarcik
6
K. Lipkowski
28
W. Zieliński
4
M. Dobrotka



Arkowcy, jak to zwykle bywa, przeważali w pierwszej połowie. Byli drużyną częściej utrzymującą się przy piłce, ale oddali na bramkę rywali tylko jeden celny strzał. To było za mało, by na przerwę zejść z choćby jednobramkowym prowadzeniem. W drugiej odsłonie Arka nadal grała w piłkę w sposób bardziej dojrzały, a jej akcje miały większy potencjał bramkowy.


Starcie Arki z Chrobrym awizowane było w miejscowych mediach jako mecz kaszubski. Klub przyłączył się do promocji w regionie w ramach akcji „Kaszëbë znaczi Arka”, z okazji m.in. dnia edukacji kaszubskiej.



Faworyzowana Arka Gdynia grała do końca, więc w spotkaniu z Chrobrym Głogów się to jej opłaciło. Żółto-niebiescy napierali w niedzielne popołudnie, ale długo nic z tego nie mieli. Dopiero wejście Karola Czubaka w 60. minucie i postawienie na dwóch napastników na szpicy zmieniło losy meczu. Trener Tomasz Grzegorczyk pokazał, że ma nosa, bo popularny „Czubi” rozstrzygnął mecz na korzyść Gdynian.








Spodziewałem się takiego Chrobrego od pierwszej minuty, jakim był. Mieliśmy na to swój plan, a dzisiaj zadziałała konsekwencja moich zawodników. Całego zespołu, bo także zmienników. Cierpliwość w posiadaniu piłki i budowaniu akcji. Wiedzieliśmy, że pierwsza bramka może otworzyć worek. Uważam, że ta konsekwencja do ostatniej minuty dała nam trzy punkty.







Gratulacje dla Arki, dwa gole przeważyły szalę zwycięstwa na jej korzyść. Muszę pochwalić mój zespół za realizowanie tego, co sobie założyliśmy, i podejście do meczu, bo trudno było się Arce postawić na równych warunkach. Wiemy doskonale, że mają ostatnio bardzo dobrą passę i nie jest ona przypadkowa. Arka strzeliła gole w swoich kluczowych momentach. I to nas różni. My nie wykorzystaliśmy 3-4 sytuacji do tego, żeby zdobyć bramkę.



Gospodarze liczą się w walce o awans do Ekstraklasy i domowy pojedynek z pomarańczowo-czarnymi miał być dla nich łatwą przeprawą, dającą kolejne trzy punkty. Tak jednak nie było, bo zespół Piotra Plewni postawił się, grając przede wszystkim dobrze w defensywie. Arkowcy byli częściej przy piłce i mieli więcej okazji do strzelenia gola, ale nie byli w stanie sfinalizować akcji.




Najlepszy napastnik Arki rozpoczął mecz na ławce rezerwowych. Trener gdyńskiego klubu dał mu odpocząć, bo w tygodniu poprzedzającym starcie z Chrobrym, arkowcy rozegrali wyjazdowe spotkanie Pucharu Polski ze Stalą Stalowa Wola, które trwało aż 120 minut. Karol Czubak wszedł na boisko po godzinie od od pierwszego gwizdka sędziego – na podmęczonego rywala. I był to strzał w dziesiątkę. Dobrze broniący Dawid Arndt, skapitulował dwukrotnie po uderzeniach bombardiera Arki – i to w odstępie 5 minut. Gol numer 1 padł po strzale nogą z bliskiej odległości, drugi zaś po precyzyjnej główce. Bramkarz Chrobrego miał więc pecha, bo wcześniej w niezłym stylu potrafił powstrzymać m.in. Tornike Gaprindaszwilego, Hide Vitalucciego czy Przemysława Stolca. Co ciekawe, prawie 2 lata później (17 czerwca 2026) Arndt zostanie ogłoszony… bramkarzem Arki.







Rozmawiałem z trenerem przed meczem, że chce mi dać trochę odpocząć. Sam po sobie czułem, że boisko w Stalowej Woli dało mi to w kość, bo nie było przyjemne do tego, aby dużo biegać. Były strasznie grząsko, dużo się ślizgaliśmy. To wszystko dodatkowo „wchodziło w nogi”. Jak widać trener miał nosa. Mimo że Stali strzeliłem gola, to czułem to zmęczenie. W takim momencie najważniejsza jest drużyna, a nie moje statystyki. Zaakceptowałem decyzję trenera, nie miałem żadnych pretensji. Wiedziałem też, co chcę zrobić po wejściu z ławki – i to bez względu na to, jaki wówczas byłby wynik. Czy byśmy prowadzili, remisowali, czy przegrywali, to chciałem wejść i strzelić gola, oraz pomóc zespołowi, abyśmy wygrali kolejne spotkanie.

