poniedziałek, 25 maja 2026

Czarni po raz czternasty!

Czarni Antrans Sosnowiec zdobyli czternasty raz w swojej historii mistrzostwo Polski. Drużyna z Zagłębia Dąbrowskiego tytuł zapewniła sobie na kolejkę przed końcem sezonu po zwycięstwie 2:1 ze Śląskiem Wrocław. Trwa walka o srebro Orlen Ekstraligi, na które szanse wciąż mają Pogoń Szczecin i GKS Katowice. 

Emocje są nie do opisania. Pojawiły się łzy radości. Dla niektórych to pierwsze mistrzostwo, ale ten dzień do końca życia zapamięta każda z nas – nie kryje wzruszenia Klaudia Miłek, kapitan nowych mistrzyń Polski,.

Zacznijmy jednak od początku. Czarnym Antrans do przypieczętowania czternastego tytułu wystarczał remis. Cel na starcie ze Śląskiem był jednak zupełnie inny i było nim zwycięstwo – tym bardziej że Sosnowiczanki chciały zmazać plamę, jaką była przegrana w finale Orlen Pucharu Polski z GKS Katowice. Podopieczne trenera Sebastiana Stemplewskiego do sobotniej potyczki podchodziły więc mocno podrażnione. Tak samo było jednak w przypadku „Trójkolorowych”, które uległy ostatnio 0:2 zamykającej ligową tabelę Pogoni Dekpol Tczew. Dla Śląska nie był to łatwy tydzień również z innego powodu – ze stanowiska pierwszego trenera z powodów zdrowotnych zrezygnował bowiem Przemysław Piekielny. W meczu z liderkami tabeli Wrocławianki poprowadził więc duet Monika Koziarska-Gomola i Maciej Szaciłło.

Początek spotkania był w wykonaniu ekipy z Dolnego Śląska naprawdę solidny. W 28. minucie zabrakło lepszej postawy w defensywie, co doprowadziło do trafienia dla Czarnych. Na niespełna 20 minut przed końcowym gwizdkiem gospodyniom udało się co prawda trafić na remis z rzutu karnego, lecz Sosnowiczanki błyskawicznie odpowiedziały. Autorką gola ustalającego rezultat meczu, a zarazem pieczętującego tytuł dla Czarnych, była Patrycja Sarapata.

Jestem dumna z całego zespołu, z tego, że przez cały sezon byłyśmy konsekwentne w swoich założeniach. Cieszymy się, że po pięciu latach złoto wraca do Sosnowca. Miałyśmy cięższe momenty, ale finalnie jesteśmy mistrzyniami – mówi z radością Miłek. – Wiedziałyśmy, jak duże znaczenie ma mecz ze Śląskiem, ale nie nakładałyśmy na siebie większej presji, bo na pewno by nam nie pomogła. Ostatni tydzień był dla nas trudny, ale teraz możemy świętować i to na kolejkę przed końcem rozgrywek – podkreśla.

Walka o srebro trwa

Mistrza więc już znamy. Wciąż nie wiadomo jednak, kto będzie na niższych stopniach podium. Aktualnie bliżej srebra jest Pogoń Szczecin, która w sobotę rozbiła 3:0 głównego jak dotąd rywala w walce o wicemistrzostwo, a więc GKS Górnik Łęczna. Zielono-czarne kłopotów w tym spotkaniu przysporzyły sobie tak naprawdę same. Najpierw, w 18. minucie fatalny błąd popełniła bramkarka Łęcznianek – Natalia Piątek, która wyszła do piłki i pozostawiła pustą bramkę. To wykorzystały rywalki, a na 1:0 strzeliła Dakyeong Choi. Niespełna dziesięć minut później pomyliła się cała defensywa Górnika, która nie zareagowała na wbicie piłki w pole karne przez Zofię Giętkowską. Ostatecznie musnęła ją Milena Kazanowska i to właśnie jej sędzia zapisała samobójcze trafienie. Wynik ustaliła precyzyjnym uderzeniem z rzutu karnego Weronika Szymaszek.

To był bardzo dobry mecz w naszym wykonaniu. Kluczowe było to, że byłyśmy drużyną, jedna szła za drugą, gdy ta nie dawała rady. To nas napędzało i pozwoliło nam wygrać. Bardzo się cieszę, że mamy już pewny medal, ale nadal walczymy o to, by był srebrny. To jest dla nas najważniejsze – ocenia Zuzanna Radochońska, obrończyni Pogoni.

Trener Górnika podkreśla, że największą bolączką jego zespołu jest brak umiejętności podniesienia się po stracie gola. – Zwracałem szczególną uwagę na sferę mentalną na treningach. Popełniliśmy jednak błąd w wyprowadzeniu piłki i nadzialiśmy się na kontratak, po którym straciliśmy bramkę. Obawiałem się wtedy, czy nie wrócą demony z Sosnowca i tak niestety się stało. Trzeba jednak oddać cześć Pogoni, która ma bardzo mobilne i świetnie wyszkolone zawodniczki, z którymi nie potrafiliśmy sobie poradzić. Rywalki zasłużyły na zwycięstwo – przyznaje Piotr Mazurkiewicz.

Zielono-czarnym pozostaje więc walka o brąz. By osiągnąć ten cel, muszą jednak liczyć na wpadkę GKS Katowice, który dzięki sobotniej wygranej z SMS-em Łódź zameldował się właśnie na trzeciej lokacie. Katowiczanki i ekipę z Lubelszczyzny w tabeli dzieli punkt, zaś GieKSę i Pogoń trzy. Jeśli jednak „Portowe” na zakończenie sezonu uległyby Śląskowi Wrocław, a GKS zwyciężył AP 2010 Orlen Gdańsk, to podopieczne Karoliny Koch cieszyłyby się z wicemistrzostwa kraju, z racji lepszego bilansu meczów bezpośrednich. 

Trzy punkty w miniony weekend zgarnął KS Uniwersytet Jagielloński. Pewny już utrzymania beniaminek pokonał Rekord Bielsko-Biała dzięki trafieniu Emilii Sabudy w końcówce meczu. Pełną pulę wywalczył także AP 2010 Orlen Gdańsk i w tym przypadku o wyniku również przesądziło trafienie w końcówce. Do 90. minuty utrzymywał się bowiem remis 1:1. W doliczonym czasie gry rzut karny wykorzystała jednak Klaudia Fabova i zapewniła drużynie wygraną. Po jednym „oczku” do swoich kont dopisali natomiast dwaj spadkowicze: Pogoń Dekpol Tczew i Energa Stomilanki Olsztyn. Ich bezpośrednia potyczka zakończyła się wynikiem 2:2.

Piłkarka kolejki: Alexis Legowski (Pogoń Szczecin)

W świetnym stylu zatrzymała największą broń Górnika, czyli Paulinę Tomasiak, za którą podążała jak cień i której nie dała rozwinąć skrzydeł. Jej odpowiedzialna gra w obronie miała ogromny wpływ na końcowe i niezwykle ważne zwycięstwo „Portowych”.

21. KOLEJKA ORLEN EKSTRALIGI

Rekord Bielsko-Biała – KS Uniwersytet Jagielloński 0:1 (0:0)
Bramka: Sabuda 86.

Śląsk Wrocław – Czarni Antrans Sosnowiec 1:2 (0:1)
Bramki: Gec 71 (k.) – Miksone 28, Sarapata 75.

Grot SMS Łódź – GKS Katowice 1:2 (0:1)
Bramki: Filipczak 67 – Maciążka 14, Milovanović 83.

GKS Górnik Łęczna – Pogoń Szczecin 0:3 (0:2)
Bramki: Choi 18, Kazanowska 28 (sam.), Szymaszek 59 (k.).

AP 2010 Orlen Gdańsk – Lech Poznań UAM 1:0 (2:1)
Bramki: Jagodzińska 12, Fabova 90 (k.) – Kuleczka 79.

Pogoń Dekpol Tczew – Energa Stomilanki Olsztyn 2:2 (0:0)
Bramki: Drożak 51, Jacobs 59 – Seyeon 47, Puchalska 90.

Aneta Galek
fot. Radosław Derkowski/Czarni Antrans Sosnowiec