Aktualności

[WYWIAD] Włodzimierz Gąsior: Stal Mielec wróciła tam, gdzie jej miejsce

Specjalne06.08.2020 

Po 24 latach Stal Mielec wróciła do ekstraklasy, co sprawiło wielką frajdę Włodzimierzowi Gąsiorowi. Co prawda dziś już nie pracuje on w tym klubie, ale kibice doskonale pamiętają, że był członkiem zespołu, który dwukrotnie zdobywał mistrzostwo Polski – w latach 1973 i 1976. Gąsior prowadził również Stal w stu meczach ekstraklasy jako trener! To prawdziwa legenda klubu, który w nowym sezonie ponownie zagra w gronie najlepszych drużyn w Polsce.

Pamięta pan jeszcze spadek Stali z najwyższej klasy rozgrywkowej 24 lata temu?
Wtedy piłka nożna na Podkarpaciu była jeszcze mocna. W latach 90-tych na najwyższym szczeblu, prócz Stali Mielec, grały Stal Stalowa Wola i Siarka Tarnobrzeg. Te kluby jednak łączyło uzależnienie od dużych zakładów, które przeżywały ogromne problemy po transformacji ustrojowej. Kryzys dotknął WSK Mielec i całe miasto. Brakowało pieniędzy na sprawy ważniejsze niż futbol. Te 24 lata to długa historia, pełna ostrych zakrętów, ale z happy endem. Klub przetrwał najgorsze, całe szczęście, że w Mielcu jest strefa ekonomiczna z około 120 podmiotami i wynikające z tego pieniążki. Uważam, że impuls Stali dał nieżyjący już prezydent Mielca, Daniel Kozdęba, który poświęcał się dla klubu i pomagał mu jak tylko mógł. Nie lubię rozprawiać o czasach kryzysu, bo to bardzo smutne. Gdy cieszyłem się z awansu na nowym stadionie Stali, czułem wielką ulgę. Pomyślałem sobie, że wreszcie mój ukochany klub wraca na właściwe miejsce.

Przez ten trudny czas zachowywał pan wiarę w to, że Stal jeszcze podniesie się z kolan?
Było źle, a nawet tragicznie, ale zawsze za klubem stali wierni kibice, społeczeństwo Mielca. Teraz mamy fajny stadion, a gdyby nie pandemia, byłby za mały, z racji niesamowitego zapotrzebowania na ekstraklasę. Na to, że Stal wyszła z kryzysu, wpłynęła praca dużej grupy osób, którzy poświęcali dla niej serce i czas. Każdy sportowiec wierzy w powodzenie, sukces, więc nie jestem wyjątkiem.



Co Stal musi uczynić, by zadomowić się w ekstraklasie?
O to trzeba zapytać obecnych działaczy. Dziwią mnie pewne ruchy, rozstanie z trenerem, który wywalczył awans, odejście Michała Żyro do Piasta Gliwice czy Bartka Nowaka do Górnika Zabrze. Trzeba będzie szukać wzmocnień. Miałem nadzieję, że Stal będzie się opierać na piłkarzach ze swojego regionu, jak wtedy gdy prowadził nas Andrzej Gajewski. To ten szkoleniowiec kładł podwaliny pod dwa mistrzostwa Polski, występy w europejskich pucharach. Może jestem jakimś idealistą, bo piłka się zmieniła, a u nas w lidze chętniej niż na swoim stawia się na cudzoziemców. Parę lat temu w Stali poważne role odgrywali zawodnicy stąd, jak Gettinger, który został do dziś, Kościelny, Domański, Radulj, Płatek, ale kierunek jakby zmieniono. Zobaczymy co to przyniesie. W każdym razie mam nadzieję, że w Mielcu w sezonie 2020/2021 uda się stworzyć prawdziwy kolektyw. Zespół, któremu piłka sprawia radość. Taki my kiedyś mieliśmy w Stali, czy w latach 90-tych, gdy prowadziłem ekipę z Kielc, za ery Nidy Gips. Wtedy Koronie zabrakło pieniędzy, bo dysponowała składem na ekstraklasę. Piast Gliwice zdobył mistrzostwo Polski, a od Legii finansowo dzieli go przepaść. Na boisku pieniądze nie grają, trzeba mieć jednak zapewnione jakieś przyzwoite minimum. Podstawa to wiara w sukces, bo bez tego nie ma teraz czego szukać w naszej ekstraklasie.

Dziś powiedzenie „organizacja jak Stal Mielec” nie ma racji bytu?
Ta łatka, jaka przykleiła się do Stali, irytowała, ale z niczego się nie wzięła. Pod koniec lat 80-tych z zespołem z Mielca dwukrotnie wywalczyłem awans do ekstraklasy jako trener. Nie udało się utrzymywać najlepszych zawodników, bo brakowało pieniędzy, a organizacyjnie wszystko wyglądało coraz gorzej. Zespół z Maciejem Śliwowskim, Piotrkiem Czachowskim, Adamem Fedorukiem, Piotrem Wojdygą mógł zdobyć mistrzostwo Polski, ale szybko się rozsypał. Klub ogłaszał upadłość, stał się obiektem drwin, lecz nie ma do czego wracać. Dziś jest bardzo dobrze poukładany i wierzę, że sobie poradzi w ekstraklasie. Ja chyba już nie pasuję do tego światka, bardzo zmaterializowanego, ale liczę, że osoby zarządzające Stalą szybko przystosują się do wymogów najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.



Często wspomina pan lata świetności Stali?
Nie da się tego uniknąć. Zwykle kupuję sobie bilety na Stal i oglądam mecze z kolegami. Spotykamy się na stadionie i niestety coraz częściej na pogrzebach. Żegnaliśmy Ryśka Rachwała w marcu 2019, Edka Bielewicza w styczniu tego roku, w międzyczasie Henryka Noworytę, klubową legendę, która dobiła do prawie setki. Takie jest życie, ale staramy się trzymać razem. Najbliższy kontakt mam z Krzysztofem Rześnym i Witoldem Karasiem.

Ludzie w Mielcu pamiętają, że jest pan tym Włodzimierzem Gąsiorem, który grał w barwach Stali przeciw Realowi Madryt?
Starsze pokolenie tak, młodsze może mniej. Nie zapomnę spotkań z wielkim Realem. Prowadził nas wtedy Edmund Zientara i wokół bojów z „Królewskimi” w pierwszej rudzie Pucharu Europy zrobiono mnóstwo szumu. Szkoda, że nie udało się zgłosić zakupionego przez Stal Andrzeja Szarmacha, bo z nim mielibyśmy szanse na przejście Realu. W Mielcu kończyliśmy mecz w ciemnościach, bo stadion nie posiadał oświetlenia. Zagrałem u siebie tylko pierwszą połowę, nie poradziłem sobie ze stresem i trener mnie zdjął. Przegraliśmy 1:2, a w Walencji 0:1, ale nie byliśmy dużo gorsi od gwiazdozbioru z Madrytu. Nie zapomnę jak na boisku czarował Niemiec Paul Breitner, a w składzie byli jeszcze Vicente Del Bosque, Jose Antonio Camacho, Jose Pirri czy Santillana.



Stal w swoim złotym okresie mogła pokusić się o lepsze wyniki w europejskich pucharach?
W Pucharze UEFA dotarliśmy nawet do ćwierćfinału, gdzie po zażartej walce odpadliśmy z Hamburgerem SV. W Niemczech padł remis 1:1, a rewanż trzeba było grać w Krakowie, bo obiekt w Mielcu nie spełniał wymogów UEFA. Wystarczał nam bezbramkowy remis, ale przegraliśmy 0:1. Nie oszukujmy się, organizacyjnie ustępowaliśmy klubom z lig zachodnich i to też miało wpływ na wyniki. Z perspektywy czasu nie można narzekać, bo w latach 70-tych w Mielcu stworzono kapitalną drużynę.

Drużynę, z której kilku zawodników dostało powołania do reprezentacji Polski seniorów. Pana ten zaszczyt jednak ominął.
Dostałem powołanie na sparing w Poznaniu z drużyną „Ekspressu Wieczornego” przed mundialem w 1974 roku, ale występ mi nie wyszedł. Grałem w młodzieżówkach u Kazimierza Górskiego, Andrzeja Strejlaua, Jerzego Talagi i ocierałem się o pierwszą reprezentację. Trener Górski dał mi szansę, niestety nie wykorzystałem jej. Tak bywa w życiu, ale ja niczego z kariery piłkarskiej nie żałuję. Jestem zadowolony z tego, co osiągnąłem. Teraz pozostaje mi kibicowanie Stali i trzymanie za nią kciuków w ekstraklasie. Przyjdę na stadion jako zwykły kibic, kupię bilet i będę się emocjonował. Długo czekałem na to, aby znów zobaczyć Stal e elicie.

Rozmawiał Jaromir Kruk

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności