Aktualności

[WYWIAD] Jerzy Dudek: W Sokole Tychy wystartowałem do wielkiego futbolu

Specjalne29.05.2017 

Sokół Tychy istniał dwa lata, grając w ekstraklasie w sezonach 1995/1996 i 1996/1997. 20 lat temu klub prezesa Piotra Bullera w trakcie rundy wiosennej wycofał się z rozgrywek i przestał istnieć, ale dzięki niemu Jerzy Dudek mógł wystartować do wielkiej kariery. Barwnie opowiadał o tym na spotkaniu zorganizowanym w Galerii Tyskiego Sportu, gdzie po latach spotkał się z kolegami z drużyny, w której tydzień przed 23. urodzinami zadebiutował w ekstraklasie.

Jak Pan wspomina pobyt w Sokole Tychy wiosną 1996 roku?

Mam świetne wspomnienia. Z sentymentem wspominam ten okres, to były bardzo fajne czasy. Grałem tutaj tylko pół roku, rozgrywając 15 meczów, ale tak naprawdę to Sokół Tychy był dla mnie trampoliną do wielkiej piłki. Przed Tychami miałem jeszcze inne wybory. Wybrałem Sokoła, choć był na spadkowym miejscu i wszyscy mi odradzali. Pytałem doświadczonych zawodników, których opinie szanowałem, ale na koniec i tak zawsze robiłem po swojemu.

Co zadecydowało?

Pomyślałem sobie wtedy, że nawet jak spadniemy, to będę miał pół roku żeby się pokazać w ekstraklasie i to się udało. Trafiłem na fantastyczny zespół. Byli w nim świetni ludzie i panowała kapitalna atmosfera, bo głównie na tym bazowała siła tej drużyny. Warunki jakie mieliśmy, takie mieliśmy. Gdy opowiadałem swoim kolegom, że podczas wyjazdów na mecz dostajemy... kanapki i napoje zazdrościli mi, że trafiłem do takiego poukładanego klubu. Przychodziłem tu jako młody zawodnik z Concordii Knurów, zresztą kibice Górnika Zabrze, którego fani mieszkający na moim osiedlu Szczygłowice wracali często do domu razem ze mną autobusem linii numer 47. Szczególnie pamiętam powrót po zremisowanym 0:0 meczu z Górnikiem w Zabrzu, bo wróciłem do Tychów autokarem z drużyną. Później trener Marek Kostrzewa, wracając do domu w Zabrzu, podwiózł mnie do Przyszowic, a stamtąd autobusem wróciłem do siebie spotykając kolegów z osiedla, kibiców Górnika, którzy śmiali się, że piłkarz ekstraklasowy jeździ autobusem.

 

Dlaczego nie trafił Pan do Górnika Zabrze?

Marek Kostrzewa już dwa lata wcześniej chciał mnie ściągnąć do Górnika, w którym trenerem był wtedy Henryk Apostel, a w bramce stał Aleksander Kłak. Za namową trenera Marcina Bochynka zostałem jednak w Concordii, z którą walczyliśmy o awans do II ligi. To się nie udało, bo skończyliśmy na drugim miejscu. Za drugim razem przyjechał już jako asystent prowadzącego Sokół Bogusława Kaczmarka i powiedział, że „Bobo” jest fajnym trenerem, który daje szansę młodym zawodnikom. A na końcu zaszantażował mnie stwierdzeniem, że jeśli mu odmówię, już nigdy więcej do mnie nie przyjedzie. Pojechałem więc w grudniu na okres próbny do Tychów, ale transfer nie był przesądzony, bo musiałem się dopiero pokazać. Przyjeżdżali także inni kandydaci, ale miałem szczęście, bo prawie cały miesiąc trenowaliśmy w hali, a ja uwielbiam grę na małych boiskach, ze względu na to, że jestem naprawdę dobrze wygimnastykowany i to się chyba trenerowi Kaczmarkowi spodobało. Postawił na mnie. Serwował mi indywidualne treningi na polance, obok bocznego boiska, jeżeli tak można nazwać to, co wtedy było w Tychach, bo infrastruktura była wtedy bardzo marna. W marcu gdy spadł śnieg, przez który odwołano nam mecz z Widzewem,  trenowaliśmy w pobliskim parku korzystając z jedynego w mieście pasa zieleni wytopionego w śniegu przez... rurę grzewczą zakopaną w ziemi. To były fajne czasy i z sentymentem je wspominam. A moment zwrotny nastąpił na obozie w Holandii.

Czy bez Sokoła byłby w Pana życiu Feyenoord, a po nim Liverpool i Real Madryt?

Ja to odwrócę. Wtedy mogłem powiedzieć, że bez Feyenoordu nie byłoby Sokoła. Miałem też ofertę z Odry Wodzisław Śląski, ponadto w Concordii, czyli moim macierzystym klubie nie chciano słyszeć o transferze. Wszystko zmieniło się w Holandii, gdzie na zimowym obozie rozegrałem dwa dobre mecze i Feyenoord chciał mnie zostawić. Oczywiście ja o tym wtedy nie wiedziałem, ale gdy tylko wróciliśmy z Holandii to rozmowy transferowe kierownictwa Sokoła i Concordii, choć wcześniej ciągnęły się bardzo długo i nie było widać szansy na porozumienie, nagle błyskawicznie zakończyły się powodzeniem. A byłem już zdesperowany i idąc na noże zapowiedziałem nawet, że jeżeli mnie nie puszczą to pójdę na karencję i jako wolny zawodnik za pół roku i tak przejdę do Sokoła. Ta oferta Feyenoordu spowodowała, że Sokół zgodził się na wszystkie warunki Concordii i prezes Piotr Buller od ręki podpisał umowę, w której było zagwarantowane także 40 procent odstępnego z następnego kontraktu. Pomyślałem sobie, że wreszcie w Knurowie poszli po rozum do głowy, ale nie wiedziałem, że to wszystko miało już podtekst Feyenoordu. Chcieli mnie, obserwowali przez następne pół roku w ekstraklasie i latem pojechałem już na testy do Rotterdamu, gdzie podpisałem kontrakt.

Utrzymuje Pan kontakty z kolegami z Sokoła Tychy?

Najlepszy kontakt mam z „Bizakiem” (Krzysztofem Bizackim), ale utrzymuję też relacje z „Jaskółą” (Dariuszem Jaskulskim) i „Nawrotem” (Januszem Nawrockim), którzy byli najbardziej doświadczonymi zawodnikami i to oni nadawali ton zespołowi.  Miło wspominam też Andrzeja Jarkiewicza i Krzyśka Konona, którzy uczyli mnie grać w kierki i bezlitośnie mnie ogrywali. Ciężko jednak kogokolwiek wyróżnić. Z radością spotkałem się w Tychach z Markiem Piotrowiczem, Bogdanem Pruskiem, Rafałem Oprzondkiem, Zbyszkiem Konieczką i Maćkiem Ludwiczakiem, bo odżyły miłe wspomnienia. Mieliśmy fajną ekipę i to dało energię, żeby utrzymać się w ekstraklasie. Zajęliśmy przecież dziewiąte miejsce. A dopiero rok później nastąpił dramat Sokoła.

Czy Sokół zasilony pieniędzmi z Pana transferu mógł przetrwać?

Wszystko jest w rękach ludzi. Czasem jest ich deficyt, a czasem mają nieczyste intencje. Bywa, że materialne korzyści biorą górę nad losami zespołu. Gdy Marek Kostrzewa przyjechał do mnie to mówił, że Piotr Buller będzie budował w Tychach stadion taki jak w Amsterdamie, z zamykanym dachem, i za dwa lata będziemy grać w Pucharze UEFA. Pomyślałem sobie, że skoro tak mówi to znaczy, że wszystko idzie w dobrym kierunku i chciałem podążać tą drogą. Niestety świętej pamięci Piotrowi Bullerowi nie udało się spełnić marzeń, choć z wielkim szacunkiem wspominam tego człowieka, który robił bardzo dużo i wykładał wielkie pieniądze na ten klub. Miał chyba jednak złych doradców i dlatego tak potoczyły się losy Sokoła. Gdzie podziały się pieniądze z mojego transferu to już nie jest mój interes, ale trzeba dodać, że choć przez chwilę była tu namiastka dobrego futbolu, dzięki któremu mnie udało się wystartować do wielkiej piłki.

Miał Pan okazję oglądać mecz na nowym Stadionie Miejskim w Tychach?

Niestety jeszcze nie. Byłem zaproszony na mecz otwarcia z 1. FC Koeln, ale byłem akurat za granicą i nie mogłem dotrzeć. Zresztą cały czas jestem w podróżach. W piątek wróciłem z Pragi, gdzie umówiłem się z Vladimirem Smicerem na spotkanie podczas meczu czeskiej reprezentacji U21 na mistrzostwach Europy, a ponieważ wszystkie trzy mecze Czesi grają w Tychach, na pewno zobaczę stadion.


Można Pana jeszcze zobaczyć na... boisku?

Częściej gram w golfa, ale na boisku także spędzam sporo czasu występując w zespołach legend. Niemal każdy wielki klub ma swój zespół oldbojów, choć tej nazwy nie lubię i gra mecze pokazowe, charytatywne. W najbliższym czasie jadę do Madrytu na mecz legend, które na stadionie Atletico zagrają dla papieża Franciszka i jego fundacji „Dla pokoju”. Jej ambasadorem jest Claudio Caniggia. Będą tam największe gwiazdy z Maradoną, Zizou i Ronaldinho na czele. Gram też w drużynie legend Liverpoolu oraz ligi angielskiej, podróżującej po całej Azji. Mam również w planie, choć za dużo nie mogę zdradzić, mecz legend ligi polskiej i hiszpańskiej w przeddzień meczu Polska – Rumunia i już teraz zapraszam 9 czerwca na stadion Legii. Natomiast w Tychach być może zagramy mecz legend reprezentacji Polski i Czech. A więc mogę powiedzieć kibicom: do zobaczenia!

Rozmawiał Jerzy Dusik

Fot. Dorota Dusik

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. Regulamin portalu Regulamin portalu 25.05.2018 Regulamin sklepu Regulamin sklepu (2014) Polityka prywatności
Wzór odstąpienia od umowy sprzedaży