Aktualności

[WYWIAD]: Grzegorz Wojtkowiak: Mam swój plan na piłkę

Specjalne28.08.2019 

Mógł grać w pierwszej lidze, ale wybrał propozycję rezerw Lecha Poznań, a więc klubu, w którym przeżył wiele pięknych chwil, zdobył choćby mistrzostwo i Puchar Polski. 35-letni Grzegorz Wojtkowiak po rozstaniu z Lechią Gdańsk nie stracił ochoty do gry w piłkę. W drugim zespole „Kolejorza” czuje się trochę jak zawodnik, a trochę jak trener i właśnie na pracę szkoleniową chce postawić w niedalekiej przyszłości. 23-krotny reprezentant Polski specjalnie dla Łączy nas piłka!

Skąd pomysł na angaż w rezerwach Lecha Poznań?
Po rozstaniu z Lechią Gdańsk miałem zapytania z pierwszej ligi. Pojawiła się również oferta z Akademii Lecha. Porozmawiałem z kilkoma dobrze mi znanymi osobami, choćby Marcinem Wróblem, Darkiem Dudką czy Rafałem Ulatowskim. Następnie trener Przemysław Małecki przedstawił, jaki ma na mnie plan w drugiej drużynie. Długo się nie zastanawiałem, przekonali mnie do tego pomysłu. Jestem teraz na etapie kończenia kursów UEFA A, a w Lechu II mogę się dużo nauczyć. Moim zadaniem jest również pomóc swoim doświadczeniem i radą młodym piłkarzom. Mam nadzieję, że jak najwięcej z nich trafi do pierwszej drużyny.

Świecisz przykładem w drugim zespole Lecha?
Trenuję z pełnym zaangażowaniem. Wokół mnie jest 95 procent młodych zawodników, a ja sam cały czas czuję się młodo. Jestem szczęściarzem, bo mogę robić to, co kocham. Koledzy z Lecha II nie mówią mi na pan, to normalne. Darzą mnie szacunkiem. Staram się to odwzajemniać i gdy czegoś potrzebują, nie odmawiam.



Wspomniałeś, że latem były tobą zainteresowane głównie kluby pierwszoligowe. A z ekstraklasy nie pojawiła się żadna oferta?
Lubię konkrety, a nie zwodzenie i półsłówka. Jak ktoś zadzwoni i mówi, żebym czekał, to biorę go na poważnie. Mam swój plan na piłkę i cieszę się, że trafiłem do Lecha II. Tu mogę poznawać coaching od wewnątrz. A co do ekstraklasy, to nie spodziewałem się, że moja przygoda z nią zostanie zakończona w takich okolicznościach. Nawet nie wiem, dlaczego się ze mną rozstano w Gdańsku, ale tak bywa w życiu. Mostów za sobą nie palę. Wciąż utrzymuję kontakty z kolegami z pierwszej drużyny Lechii i rezerw. Szkoda, że ekipa Piotra Stokowca nie przeszła w eliminacjach Ligi Europy Broendby Kopenhaga. Zdecydowała o tym słaba skuteczność w Gdańsku, bo w rewanżu Duńczycy pokazali, że są ogranym i bardzo doświadczonym zespołem. W końcu Broendby to stały bywalec w europejskich pucharach, a Lechia wróciła do nich po wielu latach przerwy.

Masz jakieś wytłumaczenie słabych rezultatów polskich zespołów w europejskich pucharach?
Tłumaczenia o budżetach nie przechodzą, bo ogrywają nas kluby biedniejsze. Na niepowodzenia składa się szereg czynników. W Polsce nie jest łatwo zbudować zespołu na lata, gdyż lepsi piłkarze szybko odchodzą za granicę. Wspominam niekiedy występy z Lechem Poznań w Europie, a jest przecież co. Biliśmy się z Austrią Wiedeń, Deportivo La Coruna, Feyenoordem, Juventusem Turyn, Manchesterem City czy Udinese bez najmniejszych kompleksów. Lech miał swój styl, nie czekał na to, co zrobi rywal, tylko atakował. Nie można się nikogo bać, a trzeba grać w piłkę! Teraz zamartwiamy się, ponieważ mamy problem z wprowadzeniem polskiej drużyny do fazy grupowej Ligi Europy. Kiedyś analizowaliśmy, dlaczego Lech odpadł w 1/16 finału Pucharu UEFA z Udinese… Wtedy mieliśmy pecha, włoski zespół mógł zostać wyrzucony za burtę.



Czujesz się spełniony jako piłkarz?
Każdy pragnie mieć jak najwięcej występów w reprezentacji, europejskich pucharach, osiągać sukcesy. Moje liczby w kadrze nie są złe, a miałem bardzo mocną konkurencję. Poznałem specyfikę drużyny narodowej i byłem, a właściwie jestem dumny z tej przygody. Uważam się za szczęściarza, w Europie mierzyłem się z wieloma wielkimi zespołami, coś tam się wygrało. Od najmłodszych lat zbieram koszulki i dorobiłem się całkiem ciekawej kolekcji. Perełka to trykot Cristiano Ronaldo, a ze słynnym Portugalczykiem wymieniłem się po spotkaniu kadry U-18. Jest co wspominać, a przecież jeszcze nie kończę z grą w piłkę.

Pobyt w TSV 1860 Monachium oceniasz pozytywnie?
Wyjechałem z Polski w odpowiednim wieku, spędziłem w TSV 1860 dwa i pół roku, czułem się tam znakomicie. Szkoda, że nie udało nam się awansować do Bundesligi. W pierwszym sezonie byliśmy blisko lokaty barażowej, ale kiepsko finiszowaliśmy. Dziś TSV, klub uwielbiany przez rdzennych monachijczyków, męczy się w trzeciej lidze. To smutne, bo to wielka marka, wielkie tradycje i kawał historii niemieckiego futbolu. Trzeba jednak pamiętać, że nie łatwo egzystować, gdy ma się za sąsiada wielki Bayern Monachium, potęgę światowego futbolu. Za Robertem Lewandowskim i spółką jest cała Bawaria, a mnóstwo fanów Bayern ma również w innych landach Niemiec i nie tylko w tym kraju. Wierzę, że za parę lat – oby jak najszybciej – ponownie dochodziło do derbów Monachium w Bundeslidze.



Wróćmy do drugiej ligi polskiej. Co może w niej zdziałać Lech II?
Na początek zebraliśmy w Elblągu solidne lanie z Olimpią, choć z gry wcale tak nie wynikało. Dostaliśmy gole w pierwszej i ostatniej minucie premierowej odsłony, ostatecznie gospodarze wygrali 4:0. Doświadczenia nie da się kupić, a trzeba je nabyć. Mecz z Górnikiem Łęczna wyglądał już znacznie lepiej, wynik 0:0 także.

W trzeciej kolejce odnieśliście pierwsze zwycięstwo i pokonaliście we Wronkach 2:0 Skrę Częstochowa. Później u siebie ograliście jeszcze Legionovię Legionowo, ale i ponieśliście dwie porażki na wyjazdach.
Staramy się grać w piłkę, budować ofensywę od tyłów i w rezerwach Lecha musimy być wierni klubowej filozofii. Druga drużyna funkcjonuje po to, by przygotowywać chłopaków do występów w pierwszym zespole „Kolejorza”. Wszystko działa jak połączone naczynia. A co do rezultatów Lecha II to jestem spokojny, na pewno nie będziemy w tej lidze chłopcem do bicia.

Rozmawiał Jaromir Kruk

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności