Aktualności

[WYWIAD] Adam Buksa: Piłka uczy pokory. Liczy się ciężka praca tu i teraz

Specjalne27.02.2020 
Adam Buksa specjalnie dla Łączy Nas Piłka opowiedział o transferze do New England Revolution, pierwszych chwilach w Stanach Zjednoczonych, nowej drużynie, trenerze i rozgrywkach, w których przejdzie mu występować. Dlaczego MLS nie jest ligą dla wszystkich? Dlaczego edukacja i nauka języków jest tak ważna w życiu zawodowego piłkarza? Na co stać jego brata, Aleksandra, który bryluje w barwach Wisły Kraków? Zapraszamy do oglądania wideo i przeczytania szerszego wywiadu. Tylko u nas!

Skąd pomysł o przeniesieniu się właśnie do MLS? Na stole miałeś kilka ofert.
Długo to analizowałem i cieszę się, że podjąłem taką a nie inną decyzję, jak najbardziej przemyślaną. New England Revolution to drużyna, która się rozwija, podobnie jak i cała liga. Ma w swoich szeregach bardzo dobrych zawodników i trenera. Jak każdy klub w Stanach, ma również stabilną sytuację finansową, zbudował też świetną bazę treningową. Ponadto New England ma fajne zaplecze kibicowskie, także jest dużo pozytywów, które mógłbym wymieniać i wymieniać. Zdecydowałem się na ten ruch w pełni świadomie i czekam już na pierwszy ligowy mecz.

Chyba nie każdy kibic wie o tym, że trenerem New England Revolution jest Bruce Arena. Jakie zrobił na tobie wrażenie?
Człowiek-legenda, jeśli chodzi szkolenie w Stanach. To trener z wielkim autorytetem, ma wielki posłuch w szatni, nie musi krzyczeć. Jest spokojnym człowiekiem, który bardzo dobrze rozumie futbol i stara się od każdego zawodnika wyciągnąć ile się tylko da, chce też każdego rozwijać. Treningi też ma bardzo przyjemne – są to oczywiście zajęcia intensywne, natomiast w 95 procentach oparte na małych grach, schematach typowo meczowych. Jest dużo treningów strzeleckich, gier na utrzymanie, wszystko z piłką przy nodze, a to zawodnicy lubią najbardziej.

Udało nam się zobaczyć na żywo twoją pierwszą bramkę w nowych barwach, którą zdobyłeś w rozgrywanym w Portland meczu preseason.
Tak, strzeliłem gola na 1:1 z Minnesotą. Cieszę się z pierwszego trafienia w New England Revolution i czekam już na kolejne.



Na plecach masz numer „9”. Widać, że klub docenił cię już na samym początku.
To dla mnie miła sprawa, że z miejsca dostałem „dziewiątkę”. To świadczy o tym, że są we mnie pokładane wielkie nadzieje i klub będzie dużo wymagał, mam tu na myśli głównie strzelanie goli. Ale to jest fajne, bo oznacza, że jestem doceniany i że klub we mnie wierzy. Zrobię wszystko, aby się odpłacić za zaufanie.

Wszyscy są zachwyceni twoim angielskim i łatwością w udzielaniu wywiadów. To wcale nie było wcześniej takie oczywiste, gdy zawodnik z Polski wyjeżdżał na Zachód.
Myślę, że teraz coraz więcej zawodników z Polski przykłada do tego wielką wagę. Nauczeni tymi doświadczeniami wywiadów sprzed paru lat, kiedy nie wychodziło to najlepiej, chcemy to zmienić. To przecież każdemu młodemu piłkarzowi powinno dać do myślenia. Wiem, że aby dobrze wejść do zagranicznej szatni, aby dobrze funkcjonować w tym środowisku, trzeba znać zagraniczny język i to taki, którym się posługuje drużyna. Absolutnym minimum jest natomiast angielski, który jest językiem uniwersalnym i większość świata się tak porozumiewa. Dla mnie to pierwszy raz, kiedy mogę mieszkać w kraju anglojęzycznym, więc na pewno się jeszcze pod tym kątem rozwinę i chciałbym opanować go do perfekcji.

W jednym z wywiadów dla Łączy Nas Piłka wspominałeś, że chciałbyś pójść na uniwersytet.
Nie ma co przesadzać. Uczyłem się tyle, ile było trzeba, ale nie jestem żadnym naukowcem. Natomiast jestem dumny z tego, jak udało mi się pogodzić piłkę z nauką. Nie była to taka oczywista sprawa, szczególnie biorąc pod uwagę moje wyjazdy zagraniczne. Na ten moment jest to rozdział zamknięty, zdałem maturę bardzo dobrze, teraz koncentruję się tylko na piłce. Natomiast nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Jestem w fajnym miejscu, jeśli chodzi o możliwości naukowe, bo Boston to miasto uniwersyteckie. Ciężko mi jest teraz zapewnić, czy będę studiować, czy nie. Na razie podchodzę do tego spokojnie.

Świadomość tego, że nauka jest bardzo ważna, bardzo ci jednak w karierze pomogła.
Uważam, że zawodnik grający na najwyższym poziomie, to zawodnik inteligentny, dlatego jest to równie ważne, jak granie w piłkę.



Czy udało ci się już trochę pozwiedzać Boston? Jest coś, co szczególnie się spodobało?
Nie było tego zwiedzania dużo, ponieważ pierwsze dwa tygodnie okresu przygotowawczego mieliśmy dosyć intensywne, często były dwa treningi dziennie. Ja też do tej pory nie mieszkałem w Bostonie, tylko 70 kilometrów od miast, w których mamy centrum treningowe oraz hotel klubowy. Po powrocie z meczów przedsezonowych będę miał już swoje mieszkanie, także myślę, że wtedy będzie okazja, aby zobaczyć więcej. Na razie mogę powiedzieć, że bardzo podoba mi się miasto i cieszę się, że mam okazję tu mieszkać.

Rozmawiając z Jarosławem Niezgodą zauważyliśmy, że w klubach MLS jest więcej luzu. To samo dotyczy Revolution?
To prawda. Tutaj można przytoczyć przykład naszego planu treningowego, na tym etapie mamy jeden trening dziennie plus mecze. Ćwiczymy rano, a resztę dnia mamy wolną. Nie mamy zaplanowanych na przykład wspólnych kolacji, do czego byłem przyzwyczajony do tej pory. Każdy dostaje kupony na jedzenie i może je wykorzystać praktycznie w każdym miejscu w mieście. Jest dużo luzu i przyznam, że jest to dla mnie nowe. Ma to swoje plusy, ma też minusy. Jest to po prostu inne i do tego muszę się przystosować. Zgadzam się z Jarkiem, że jest więcej luzu, chociażby pod względem ubioru, nie trzeba konkretnego dresu ubierać na śniadanie czy obiad, gdy mamy wspólne posiłki drużynowe. Tak samo kwestia telefonów. Do tej pory są one w większości przypadków zakazane w szatni w Polsce. Tutaj regularnie widzi się zawodników czy trenerów z komórkami w ręce. To dla nich rzeczy naturalne, a dla mnie nowe.

W Polsce cały czas funkcjonuje przekonanie, że MLS to liga starszych piłkarzy, tzw. emerytów. Na meczu Timbers z Whitecaps nie zauważyliśmy jednak tego. Wręcz przeciwnie – poziom był wysoki.
W USA gra jest bardzo szybka, mamy dużo wymian z pierwszej piłki, nie ma czasu na rozmyślanie. W momencie, gdy przetrzymujesz futbolówkę za długo, od razu następuje agresywny doskok rywala, wycięcie na pograniczu faulu. Powiem szczerze, że czuję się dużo bardziej poobijany i zmęczony po meczu tutaj niż w Polsce. Ta gra fizyczna nie odbywa się kosztem jakości piłkarskiej, bo ta jest tutaj na bardzo wysokim poziomie. Wystarczy spojrzeć, jacy zawodnicy dołączyli do tej ligi, na przykład Chicharito do LA Galaxy. Ale nie tylko on. Jak się przejrzy składy drużyn, to są tam piłkarze młodzi, ambitni, ale też tacy z przeszłością w topowych ligach.



Pomiędzy MLS a ligami europejskimi jest kilka znaczących różnic. Główna: nie awansujesz do niej, ani nie spadniesz. Kwestię wynagrodzeń bierze zaś na siebie liga.
Tak, aby transfer doszedł do skutku, musi zostać zatwierdzony zarówno przez klub, jak i przez ligę.

Nie powoduje to kominów płacowych?
Poza trzema zawodnikami, którzy mogą być poza limitami, tak zwani „designeded players”, cała reszta graczy ma limity płacowe. To inny system, niż chociażby w Polsce.

W klubie mogą też pojawić się zawodnicy z draftu.
Tak, w tym okienku nasz sztab szkoleniowy „wydraftował” dwóch zawodników. To młodzi gracze z dużym potencjałem. Ten draft jest bardzo interesujący, można wykupować miejsca w kolejności od innego klubu, jest to element trochę takiego show. Było to dla mnie nowe, nie do końca na początku wiedziałem o co chodzi, ale uważam, że jest to ciekawe rozwiązanie.

Z kim w drużynie trzymasz się najbliżej? Z kim z kolei najlepiej rozumiesz się na boisku?
Wszyscy zawodnicy są do siebie przyjaźnie nastawieni i nie ma problemu z aklimatyzacją. W pokoju jestem z Aleksandrem Bundnerem, a więc gościem, który zdobył mistrzostwo Anglii, grał w Lidze Mistrzów czy w takich zespołach w Europie jak Dynamo Moskwa czy RSC Anderlecht. To kolejny przykład na to, że nie jest to „liga ogórkowa”, a taka, która może konkurować z najlepszymi w Europie.

Przed tobą mecze z innymi Polakami w lidze. Rozmawiałeś już nimi?
Już w drugiej kolejce gramy z Chicago Fire (Przemysław Frankowski), a w trzeciej mamy mecz z Portland Timbers (Jarosław Niezgoda). Na samym początku będziemy więc mieli „polskie pojedynki”. Rozmawiałem z Przemkiem przed podpisaniem kontraktu. Opowiadał dużo o lidze i szczegółach, których na co dzień nie widać w telewizji. Bardzo polecał MLS i jego zdanie było dla mnie bardzo istotne.

Macie już określone cele na ten sezon?
Trener podkreśla regularnie, że celem jest, aby drużyna była lepsza niż w poprzednim sezonie. W minionym zespół zajął siódme miejsce w konferencji wschodniej i zagrał w fazie play-off, lecz przegrał pierwszy mecz z Atlantą na wyjeździe. W tym sezonie awans do play-offów to cel minimum, a co będzie później, ciężko przewidzieć. To już jest faza pucharowa, jeden mecz może przesądzić o tym, czy awansuje się wyżej, czy nie.



Starszy Buksa jest już za oceanem, a młodszy jeszcze w Polsce. Twój brat, Aleksander, jest objawieniem początku rundy rewanżowej ekstraklasy.
Jesteśmy cały czas w kontakcie, ale teraz nie mogłem oglądać jego meczów na żywo, ponieważ dzieli nas 9 godzin różnicy czasowej. Tak się składało, że kiedy on grał w ekstraklasie, ja miałem akurat poranny trening. Powtórki jednak oczywiście widziałem i cieszę się, że Olek wchodzi do ligi coraz odważniej. To bardzo mądry chłopak z dużym potencjałem. Jest dobrze prowadzony w Wiśle, ciągle się rozwija i jest z tego zadowolony.

Chciałbyś ściągnąć brata do MLS?
Każdy zawodnik ma swoją historię i nie wiem, jak potoczą się losy Olka. On sam pewnie tego na razie nie wie, ma dopiero 17 lat. Teraz myśli tylko o Wiśle, a co będzie po sezonie, zobaczymy. Nawet gdyby chciał jednak trafić do MLS, to – z tego, co pamiętam – będąc Europejczykiem, mógłby tu trafić dopiero po przekroczeniu 18. roku życia. Nie wiem, czy byłby to dla niego dobry kierunek, jest to kwestia indywidualnego rozpatrzenia. Życie pisze jednak różne scenariusze.

Myślisz o dalszych losach swojej kariery?
Marzenia i plany oczywiście mam, ale moim zdaniem nie ma sensu tak daleko wybiegać w przyszłość, bo piłka uczy pokory. Aby ta przyszłość wyglądała tak, jak sobie tego życzę, muszę wykonać naprawdę dużo pracy na boisku, a także poza nim. I to tu i teraz.

W Portland rozmawiali Jakub Bolewicz i Adrian Duda

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności