Aktualności

Tomasz Kłos: Po meczu z Norwegią rozpłakałem się ze wzruszenia

Specjalne01.11.2019 
69 spotkań w reprezentacji Polski, sześć zdobytych bramek, awans do mistrzostw świata po szesnastu latach przerwy – to skrótowy bilans Tomasza Kłosa w koszulce z orłem na piersi. W kolejnej odsłonie cyklu „Moje najważniejsze 90 minut” trzykrotny mistrz Polski opowiada o swoim najistotniejszym spotkaniu dla kadry.

Za swój najważniejszy mecz w narodowych barwach mogę uznać wyjazdowe spotkanie z Norwegią w kwalifikacjach mistrzostw świata 2002. Graliśmy je na słynnym stadionie Ullevaal w Oslo. Przyszło nam stoczyć ten bój w marcu, a pogoda była typowo norweska – bardzo chłodna i nieprzyjemna. Do tego stan boiska był totalnie tragiczny, właściwie graliśmy na piachu. Ten mecz utwierdził nas jednak w przekonaniu, że awansujemy do mistrzostw świata.

Pierwszy i jedyny raz po meczu reprezentacji ze wzruszenia się rozpłakałem. W szatni, gdy doszliśmy już do siebie, patrzyliśmy na siebie z Jurkiem Dudkiem z pewnym niedowierzaniem, ale także ogromną dumą. Jurek wszedł na boisko po przerwie, zastępując kontuzjowanego Adama Matyska. Mieliśmy w tamtych kwalifikacjach dwóch bramkarzy, którzy bronili naprawdę świetnie.

Sama kontuzja Adama była dla nas trudnym momentem tego spotkania. Adaś wychodził przed bramkę, a Norwegowie brutalnie w niego wbiegli. Później, już po zmianie, zastosowali podobne zagranie w stosunku do Jurka Dudka, który upadł na plecy. Mieliśmy już przed oczami najgorszy scenariusz, w którym któryś z nas musiałby stanąć między słupkami. Wyglądało to bardzo nieciekawie, ale na szczęście dzięki świetnej koordynacji i wygimnastykowaniu Jurka, nic poważnego się nie stało i mógł dokończyć to spotkanie.

Norwegowie dysponowali świetną siłą w ataku, mając w składzie Johna Carewa oraz Ole Gunnara Solskjaera. Mieli olbrzymi potencjał, ale nie działała na nas magia nazwisk czy lig, w końcu sami też nie byliśmy ułomkami. Wiedzieliśmy, co nas czeka, ale byliśmy przy tym świadomi swoich atutów. Doskonale radziliśmy sobie w kontrach, mieliśmy opanowane stałe fragmenty gry, na które trener kładł spory nacisk. I to się potwierdziło – trzecia, zwycięska bramka, którą głową zdobył niski przecież Bartek Karwan, była wynikiem sprytnego rozegrania rzutu wolnego.

Przed meczem z Norwegami wiedzieliśmy, że to starcie może nam tak naprawdę pokazać, na co nas stać. To zwycięstwo dodało nam mnóstwo pewności siebie. Przyzwyczailiśmy się, że marcowe spotkania kwalifikacyjne bywają dla naszej reprezentacji wyjątkowo trudne, zdarzało się w nich gubić punkty. Tymczasem nam udało się wygrać na wyjeździe z bardzo groźnymi Norwegami, a kilka dni później rozbiliśmy wysoko na własnym terenie Armenię. Jako reprezentacja byliśmy oceniani jako trzecia siła tej grupy kwalifikacyjnej, a jednak zaskoczyliśmy i jako pierwszy zespół w Europie awansowaliśmy do mistrzostw.

A trzeba pamiętać, jak koszmarnym okresem były pierwsze miesiące kadencji trenera Jerzego Engela. Nawet Kazik Staszewski śpiewał, że „polscy piłkarze nie strzelili od kilkuset minut gola”. To było piekielnie trudne. Choć rozgrywaliśmy całkiem niezłe mecze, jak choćby z Francją na Saint-Denis, brakowało wyników. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jeżeli start kwalifikacji będzie nieudany, dni trenera będą policzone, a wraz z nim „w odstawkę” mogłoby pójść także kilku piłkarzy. W mediach odsądzano nas od czci i wiary. Okazało się jednak, że napisaliśmy zupełnie inny scenariusz. Przełamaliśmy niemoc i po szesnastu latach zapewniliśmy sobie awans na mundial.

Trener Jerzy Engel wprowadzał pewne nowości, jak choćby filmy motywacyjne. Na początku wydawało się, że jest bardzo poważnym szkoleniowcem. Gdy jednak stworzył już grupę zawodników, w którą uwierzył i zdążyliśmy się lepiej poznać, okazało się, że przy całym swoim ogromnym autorytecie potrafi być luźniejszy, pożartować, pośmiać się. Mógłbym go określić jako motywatora, krytyka, ojca. Jako zespół byliśmy niesamowitą grupą ludzi, która doskonale się rozumiała. Nikt nie obrażał się za to, że musiał usiąść na ławce rezerwowych. Każdy piłkarz był tak samo doceniany i ważny. To powodowało, że sporo bramek zdobywali właśnie zawodnicy, którzy wchodzili na murawę w roli zmienników. Trener potrafił znaleźć drogę porozumienia z każdym swoim podopiecznym, a pogodzenie charakterów nie jest łatwe. Trzeba wiedzieć, jak rozmawiać, by dotrzeć do konkretnej osoby. Jerzy Engel to miał i chyba to było kluczem do naszego sukcesu.

Byliśmy fajną ekipą, która w trudniejszych momentach potrafiła się scementować. Gdy wychodziliśmy na piwo, wychodziło osiemnastu piłkarzy, w dzisiejszych czasach to właściwie niemożliwe. Gdy nam nie szło, padały mocniejsze słowa, ale to wszystko tylko nas motywowało. Każdy z nas był bardzo „chłonny” gry w reprezentacji. Gdy tylko pojawiały się powołania, od razu wszyscy do siebie dzwonili, żyliśmy zbliżającym się spotkaniem. Gra w narodowych barwach wyzwalała w nas olbrzymią adrenalinę.

Wysłuchał Emil Kopański


TOMASZ KŁOS

Data i miejsce urodzenia: 7 marca 1973 r., Zgierz.

W reprezentacji Polski: 69 meczów, 6 goli.

Debiut: 8 lutego 1998, Paragwaj – Polska 4:0.

Osiągnięcia: uczestnik MŚ 2002.

Kariera klubowa: Boruta Zgierz, Włókniarz Aleksandrów Łódzki, Boruta Zgierz, ŁKS Łódź, AJ Auxerre (Francja), 1. FC Kaiserslautern (Niemcy), 1. FC Koeln (Niemcy), Wisła Kraków, ŁKS Łódź.

Osiągnięcia: mistrz Polski (1998, 2004, 2005).

24 marca 2001, Oslo
Norwegia – Polska 2:3 (0:2)

Bramki: John Carew 59, Ole Gunnar Solskjaer 67 – Emmanuel Olisadebe 23, 30, Bartosz Karwan 81.
Norwegia: Thomas Myhre – Andre Bergdolmo, Claus Lundekvam, Henning Berg, Staale Stensaas (85. Tore Andre Flo) – Jo Tessem, Thomas Svindal-Larsen, Thorstein Helstad (60. Steffen Iversen), Fredrik Winsnes – Ole Gunnar Solskjaer, John Carew.
Polska: Adam Matysek (66. Jerzy Dudek) – Tomasz Kłos, Jacek Zieliński, Tomasz Hajto, Michał Żewłakow – Tomasz Iwan (66. Bartosz Karwan), Radosław Kałużny, Piotr Świerczewski (89. Tomasz Zdebel), Marek Koźmiński – Emmanuel Olisadebe, Paweł Kryszałowicz.
Żółte kartki: Svindal-Larsen – Świerczewski.
Sędziował: Stuart Dougal (Szkocja).

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności