Aktualności

[TEN JEDEN RAZ] Adam Majewski – „solidny ligowiec” z debiutem w reprezentacji

Specjalne02.06.2020 

Adam Majewski przez lata gry na boiskach ekstraklasy zapracował z pewnością na miano „solidnego ligowca”. W najwyższej klasie rozgrywkowej zagrał 280 razy, ale tylko raz dostąpił zaszczytu występu w reprezentacji narodowej. – Po to trenowało się przez całe życie, by poczuć tę satysfakcję gry z orłem na piersi – mówi.

„Maja” jest dzieckiem Płocka. To właśnie w tamtejszej Wiśle (ówczesnej Petrochemii) zaczynał piłkarską karierę, zresztą do dziś związany jest z tym klubem. Prowadzi drużynę rezerw „Nafciarzy”, mieszka w małej wiosce tuż pod Płockiem. W 1994 roku zadebiutował w ekstraklasie w przegranym 0:1 meczu z Sokołem Pniewy. Po udanym, pierwszym sezonie w krajowej elicie zwrócił na siebie uwagę działaczy Lecha Poznań, którzy ściągnęli go do stolicy Wielkopolski. Swą tytaniczną, mrówczą pracą w środku pola zapracował sobie na miano jednego z najbardziej solidnych i sumiennych środkowych pomocników w lidze. To nie uszło uwadze przedstawicieli warszawskiej Legii i w 1999 roku Majewski zawitał do klubu z Łazienkowskiej.

Tam nadal miał pewne miejsce w składzie. Zdobył z Legią mistrzostwo Polski i Puchar Ligi, ale nadal czegoś brakowało, by otrzymał szansę w reprezentacji kraju. – W wypowiedziach wcześniejszych selekcjonerów pojawiało się moje nazwisko w kontekście gry w reprezentacji. Po latach mogę stwierdzić, że bali się zaryzykować ze względu na moje warunki fizyczne. Gdybym ważył kilka kilogramów więcej, zapewne kilka spotkań w kadrze bym rozegrał – analizuje.

Fot. Cyfrasport

Choć musiał czekać długo, wreszcie przyszedł ten upragniony moment, gdy znalazł swoje nazwisko na liście powołanych. Na początku 2003 roku stery w kadrze przejął Paweł Janas, zastępując na stanowisku selekcjonera Zbigniewa Bońka. Swoje pierwsze zgrupowanie zorganizował w Chorwacji, gdzie biało-czerwoni mieli zagrać towarzysko z Chorwatami i Macedończykami. Podczas „przeglądu kadr” szansę dostało kilkudziesięciu zawodników, w tym Majewski. – Było to dla mnie spore zaskoczenie. Nie byłem już najmłodszym piłkarzem, rocznikowo miałem 30 lat. Informacja o tym dotarła do mnie podczas zimowego zgrupowania na Cyprze, na którym przebywałem z Legią – wspomina piłkarz.

Okres, w którym przyszło Majewskiemu zameldować się na zgrupowaniu reprezentacji, nie był szczególnie łatwy. – Czas, w którym rozgrywany był sparing, nie był dla mnie do końca korzystny. Byłem przecież po obozie z trenerem Dragomirem Okuką, który lubił dokręcić śrubę. Czuło się więc w nogach zmęczenie, ale reprezentacja Polski to jednak coś wyjątkowego, uskrzydla – zaznacza. W kadrze został przyjęty bez żadnych problemów, zresztą spotkał w niej mnóstwo znajomych twarzy. – Znałem dobrze większość zawodników. Spotykałem ich w kadrach młodzieżowych czy na ligowych boiskach. Na pewno było bardzo przyjemnie spotkać się z nimi po latach w takich okolicznościach. Mimo sukcesów zmienili się tylko na plus. Niektórych nie widziałem dziesięć lat, a miałem wrażenie, że spotkaliśmy się wczoraj. Nie było żadnej obawy, że coś będzie nie tak, jak powinno – wspomina.

Biało-czerwoni w Splicie mieli zmierzyć się z Chorwacją i Macedonią. Selekcjoner już na starcie przedstawił swój plan na to zgrupowanie i mecze kontrolne. – Trener Paweł Janas zapowiedział wstępnie, którzy zawodnicy wyjdą na boisko w pierwszym spotkaniu, a którzy w drugim. Już na samym początku zgrupowania była więc jasność, kto będzie mierzył się z Chorwacją, a kto z Macedonią – tłumaczy Adam Majewski.

On sam znalazł się w tej drugiej grupie. Najpierw obejrzał więc zremisowaną bezbramkowo potyczkę z Chorwatami, a następnie sam miał okazję po raz pierwszy założyć koszulkę z orłem na piersi. Znalazł się w wyjściowej jedenastce na mecz z Macedonią. – Ludzie, którzy mnie znają, doskonale wiedzą, że zawsze byłem bardzo spokojnym człowiekiem. Do wszystkiego podchodziłem na chłodno, więc żaden stres się nie pojawiał – opisuje swoje wrażenia z debiutu. Na murawie spędził 69 minut, po czym zastąpił go Tomasz Mazurkiewicz. Biało-czerwoni prowadzili już 3:0 i taki wynik utrzymał się do końcowego gwizdka. Mimo zwycięstwa, Adam Majewski nie dostał już nigdy kolejnej szansy gry w narodowych barwach. – Wygraliśmy tamten mecz 3:0, więc nie można było nam niczego zarzucić. Każdy, kto debiutuje w reprezentacji, ma nadzieję na kolejne występy. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale ja już się następnego powołania nie doczekałem – mówi.

Fot. 400mm.pl

W jego głosie trudno jednak wyczuć jakikolwiek żal do ówczesnego selekcjonera. Wręcz przeciwnie, jest w nim duma z debiutu i słowa uznania dla szkoleniowca. – Paweł Janas był bardzo zrównoważonym, spokojnym trenerem, z ogromnym doświadczeniem w roli piłkarza. Doskonale czuł atmosferę szatni. Wiedział, jak w danym momencie powinien się zachować. Mam o nim bardzo pozytywne zdanie, nie dlatego, że powołał mnie do reprezentacji, ale dlatego, że jest po prostu sympatycznym i uczciwym trenerem, co rzadko się zdarza. Po prostu nie pasowałem mu do koncepcji lub miałem zbyt niskie umiejętności – mówi ze skromnością „Maja”.

W kolejnych latach Majewski grał dla greckiego Panioniosu GSS, Lecha Poznań, Zawiszy Bydgoszcz. Karierę kończył – a jakże – w Wiśle Płock, z którą jest związany do dziś. Choć rozegrał w życiu mnóstwo meczów o wysokiej stawce, w jego pamięci szczególne miejsce zajmuje „ten jeden raz” w kadrze narodowej. – Każdy młody piłkarz marzy o tym, żeby reprezentować swój kraj. Obojętnie, czy tylko raz, czy sto. Oczywiście, przyjemniej byłoby zagrać więcej, ale trzeba szanować każdą szansę. Po to trenowało się przez całe życie, by poczuć tę satysfakcję gry z orłem na piersi. Jestem więc bardzo dumny, że spełniłem swoje marzenie o debiucie w reprezentacji narodowej – kończy „jednorazowy” kadrowicz.

Emil Kopański

Fot. gł.: 400mm.pl

Zobacz również

© PZPN 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone. NOWY REGULAMIN ŁNP od 25.03.2019 Regulamin portalu DO 25.03.2019 Polityka prywatności